29.07.2015

Soul of light | Rozdział 7



Wszystkie nasze grzechy
Zostaną policzone


Byłem bardzo spanikowany. W sumie to sam nie wiedziałem dlaczego, przecież to tylko Kyungsoo. Człowiek. Umrze i tyle. Nie powinno mnie to obchodzić.
Cha, no właśnie nie powinno, a zaczęło.
Nim się obejrzałem, zacząłem darzyć go sympatią, bo Do był osobą, której nie dało się nie lubić. No dobra, może na początku był wkurzający, bo ciągle płakał i w ogóle, ale nie ma co się dziwić! Rodzice wplątali go do Akademii Satfold, w której każdego dnia mogła czekać go śmierć! Jakby przyjął tę informację z uśmiechem… wtedy byłoby coś nie tak i chyba zacząłbym się martwić.
Nigdy nie sądziłem, że mógłbym zaprzyjaźnić się z człowiekiem. Chociaż nie. Przez myśl mi nawet nie przeszło, że kiedykolwiek mógłbym spotkać jakiegoś. Do świata ludzi mają wstęp tylko anioły śmierci i upoważnione do tego demony, a ja taki nie jestem, dlatego profesor uznał spotkanie moje i Kyungsoo  za  p r z e z n a c z e n i e. Czy coś takiego. Nie wiem nawet, co to znaczy.

- Profesorze. – wszedłem nawet nie pukając. Zbytnio się spieszyłem, w końcu sprawa była poważna. Kyungsoo wtoczył się za mną i ostrożnie zamknął drzwi.
- Ooo, jak dobrze widzieć waszą dwójkę razem! – nauczyciel zaklasnął w dłonie i usiadł na fotelu, kładąc nogi na biurko. – Więc, co was do mnie sprowadza?
-Kris dowiedział się o Do. – powiedziałem prosto z mostu. – Mamy problem.
Profesor zmarszczył brwi, po czym wstał z miejsca i gestem ręki zamknął drzwi na wszystkie spusty.
- Co ty powiedziałeś? – szepnął, podchodząc do nas bliżej.
- Że Wu YiFan wie, kim naprawdę jest Kyungsoo. – odpowiedziałem, akcentując każde słowo.
Cisza.
Profesor zamyślił się, patrząc w jakiś punkt w zagraconej przestrzeni.
- O boże. – aż usiadł, gdy przeanalizował dokładnie moje słowa. – Nie jest dobrze, Kai, jest nawet bardzo, bardzo nie dobrze.
Zmarszczyłem brwi.
- Czy wy musieliście się dać złapać akurat jemu? – pocierał dłonią o zmarszczone czoło.
- O co chodzi? – Do prawie szepnął. Wzruszyłem ramionami.
- Kai. – profesor wstał i położył mi dłonie na ramionach. – Teraz wszystko w twoich rękach. Musisz być z Kyungsoo dwadzieścia cztery godziny na dobę.
- Ale dlaczego? – profesor jak zwykle dryfował w swoim świecie.
- Bo Kris jest ANIOŁEM ŚMIERCI. – podkreślił – A ludzkie duszyczki dla aniołów śmierci są zwykłą przekąską.
Słyszałem, że Do przełyka głośno ślinę.
- I jeszcze jedno. – nauczyciel spojrzał na mnie z taką powagą, że aż mu nieprzystającą. – Kim Jongin, jesteście teraz w wielkich, wielkich tarapatach. – wziął głęboki wdech. – Jeśli Kris po prostu zabije Kyungsoo, to okej – nie, dla mnie to nie jest okej. Dla mnie jest to bardzo nie okej. – Ale jeśli wygada się radzie to zacznie się rzeź.
- Słucham?!
- Nauczyciele zamordują was i wszystkich uczniów, z wyjątkiem Krisa rzecz jasna, by zatuszować przemknięcie się człowieka do Pandemonium.
- Więc co ja mam teraz zrobić? – starałem się zachować zimną krew, choć trzęsący się ze strachu Kyungsoo, który przylgnął do mojego ramienia, wszystko utrudniał.
- Musisz zabić Krisa.
- Że co proszę?! – krzyknąłem, ale profesor zatkał mi usta dłonią, każąc mi zachować ciszę. – Jesteś nauczycielem i proponujesz mi zabicie drugiego ucznia? – było to dla mnie bardziej śmieszne niż straszne. W sumie to i tak nie lubiłem tego Wu Yi Fana.
- Tak, ale musisz być ostrożny. Gdy ktoś cię nakryje to… - pokręcił głową z dezaprobatą. – I jeszcze jedno, Kai.
- Słucham?
W sumie miałem już tego dość. Rzygać mi się chciało od tych wszystkich wydarzeń.
- Teraz naprawdę musisz zawrzeć pakt z Kyugsoo.
- Profesorze, rozmawialiśmy o tym.
- Więc myślisz, że z obecną mocą dasz radę pokonać Krisa? – prychnął. – Nawet nie żartuj. Kontrakt da ci więcej możliwości.
Cisza.
Zaciskałem pięści ze złości, co nie uszło uwadze Kyungsoo. W końcu ośmielił się zabrać głos.
- Panie profesorze, jeśli Kai nie chce nie musi tego…
- Zrobię to.
- Co?! – krzyknęli jednocześnie, na co jedynie się uśmiechnąłem.
- Zawrę pakt z Kyungsoo. – powiedziałem zaskakująco pewnie. W rzeczywistości zajebiście się bałem, bo skoro moja demoniczna natura i tak potwornie lgnęła ku Do, a pakt miał to przyciąganie jeszcze wzmocnić… Nie mogłem sobie tego wyobrazić.

+

Była późna noc, a dokładnie 3 nad ranem. Staliśmy z Kyungsoo w jakimś dziwnym okręgu narysowanym dla nas przez profesora i czekaliśmy nie wiadomo na co.
Doskonale wiedziałem, że paktem złamię prawo, które ustalił mój ojciec, ale jak już ugrzęzłem w tym bagnie, to pomyślałem, że pójdę na całość.
Nauczyciel wrócił z jakimś przyżółkłym, zniszczonym zwojem, po czym podał go Kyungsoo.
- Pakt jest na tych samych zasadach, co twojego dziadka. – uśmiechnął się pokrzepiająco. – Z tym wyjątkiem, że ty oddajesz swoją duszę Kaiowi.
- Na jaki czas jest kontrakt?
- Dożywotni.
Przełknąłem ślinę.
Do końca życia będę przy boku Kyugnsoo.
W pomieszczeniu było ciemno, mrok rozświetlało kilka świec. I może uznałbym to za klimatyczne, gdyby nie fakt, że bardzo się stresowałem dożywotnią obietnicą, którą lada chwila miałem złożyć.
- Teraz Do musisz naciąć kawałek dłoni i zapieczętować pakt krwią.
Kyungsoo z przerażeniem spojrzał mi w oczy. Jego policzki lśniły od łez, oddychał bardzo nierówno i łapczywie. Bał się nawet bardziej niż ja. Spoglądnął z rozpaczą na mały sztylet.
- Kai. – jęknął cicho. – Czy mógłbyś to zrobić za mnie? – spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem, a ja mimowolnie się uśmiechnąłem. Odebrałem mu ostre narzędzie i uchwyciłem jego dłoń.
- Będzie trochę bolało. – ostrzegłem, na co brunet zacisnął powieki. Przyłożyłem nóż do jego delikatnej skóry i jak najdelikatniej ją rozciąłem. Syknął cicho. Z rany popłynęła czerwona ciecz.
- Teraz zapieczętuj. – pogłaskałem go po głowie.
Zacisnął pięść, starając się wysączyć więcej krwi, po czym na pakt spłynęło kilka jej kropel. Nagle poczułem rozpalający się w moim ciele żar, za to widziałem, jak Kyungsoo blednie w oczach. Podał profesorowi pakt, po czym chwiejnym krokiem podszedł do mnie i wylądował w moich ramionach.
Nie wiem, o co chodziło, ale ja w przeciwieństwie do niego czułem, że rosnę w siłę. W dodatku moje ciało stało się dziwnie lekkie, a umysł pusty. No prawie, bo widniał w nim tylko jeden obraz – uśmiechnięta twarz Kyungsoo.
- Co się z nim stało? – zapytałem, usiłując nie wypuścić jego wiotkiego ciała z rąk.
- Zemdlał, zaraz się obudzi. – w oczach profesora iskrzyło się milion podekscytowanych ogników. – To było fenomenalne! – krzyknął szeptem.
Nie chciałem mu tego przyznać, ale miał rację. To całe zawieranie paktu było takie przyjemne i intymne. Czułem Kyungsoo, jego strach, obawy i jeszcze jedno uczucie, którego nie potrafię bliżej scharakteryzować, ale podobało mi się.
- Dlaczego on zemdlał?
- To metafora.
Uniosłem brwi w pytającym geście.
- Ty - silny i odważny musisz bronić jego - małego i kruchego, całkowicie zależnego od ciebie. – wytłumaczył.
- Super. – przyznałem, biorąc Kyungsoo na ręce. – To ja go zaniosę do pokoju i zaraz wrócę. – spojrzałem na śpiącą twarz Do.
- Nie radzę. – odpowiedział profesor.
- A no tak, Kris go może dopaść w nocy.
- Nawet nie o to chodzi. – zaśmiał się profesor. – W sumie to wątpię, że YiFan działałby nocą.
Zmarszczyłem brwi.
- Po prostu ty bez niego nie wytrzymasz nawet pięciu minut.

+

Może Kris nie zamierzał działać w nocy, ale to nie oznaczało, że ja nie mogłem. Musiałem go zabić, zanim on zrobiłby jakikolwiek ruch, póki wszystkiego nie zniszczył.
Co dziwne, spotkałem go przy wyjściu ze stołówki. Prawdopodobnie lubił sobie podjadać, kiedy wszyscy spali. Szedł z butelką pod pachą i dwoma talerzami kanapek w dłoniach.. I albo urządzano imprezę, o której nie miałem pojęcia albo był serio głodny.
W każdym razie bałem się. Widząc go takiego spokojnego, jeszcze trudniej było mi zebrać odwagę i go ukatrupić.
Musiałem wykorzystać okazję, innej takiej przecież nie będzie.
Zaszedłem go od tyłu bezszelestnie, po czym zaplotłem rękę dookoła jego szyi, dociskając łokciem do jego krtani. Wypuścił talerze z rąk, przez co z trzaskiem rozbiły się na kafelkach. Musiałem działać zanim ktokolwiek by się obudził i przyszedł sprawdzić, co się dzieje.
Kris zaczął się szamotać i doskonale wiedziałem, że przyduszeniem tego nie załatwię. Wyciągnąłem rękę w stronę miecza od dekoracyjnej zbroi na korytarzu i skupiając w nim cząstkę mojej mocy dźgnąłem ciało Wu Fana zanim zdążył zobaczyć moją twarz.
Musiałem uważać. Podczas autopsji (o ile znaleźliby jego ciało) naukowcy mogliby odtworzyć kilka jego ostatnich wspomnień, więc gdyby mnie zauważył, prawdopodobnie zawaliłoby to całą sprawę.
Chłopak skulił się i dotknął ranę, z której obficie zaczęła wypływać czarna ciecz. Spanikowany dźgnąłem go jeszcze raz, a potem kolejny aż z jego ust wypłynęła smolista woda. Wyciągnąłem miecz z jego ciała, po czym Kris opadł na ziemię z głuchym hukiem.
Patrzyłem na jego zwłoki, leżące bezwładnie na zimnych kafelkach, gdy kątem oka zauważyłem coś, co później nie dawało mi spokoju. Cień, który momentalnie ukrył się za ścianą korytarza.
A potem usłyszałem stłumione odgłosy ucieczki.
Przestraszyłem się.
Będąc pod wpływem adrenaliny, szybko chwyciłem ręce Krisa i zaciągnąłem go gdzieś w gąszcz lasu aż pod same ogrodzenie Akademii, gdzie zwykle nikt nie chodził. Mocą zatuszowałem wszelkie ślady zbrodni i plamy jego krwi. Odetchnąłem z ulgą, choć nie powinienem jej czuć. Ktoś mnie widział.

+


Wróciłem do pokoju najciszej jak tylko potrafiłem i jakie było moje zdziwienie, gdy zapalając światło, zauważyłem siedzącego na łóżku Chanyeola, który jakby oczekiwał mojego przybycia.
- Nie śpisz? Jest grubo po czwartej w nocy. – zaśmiałem się, a potem mnie olśniło.
Wytrzeszczyłem oczy i spojrzałem na mojego przyjaciela, który nie odrywał wzroku od moich zakrwawionych rąk.
- Gdzie byłeś? – spojrzał na mnie z nienawiścią w oczach.

O cholera.


Rozdział niepoprawiony, nawet nieprzeczytany, dlatego przepraszam za jakiekolwiek błędy i tak dalej, ale już na to nie mam sił. Błędy sprawdzę jutro albo pojutrze. Tak w ogóle, to nabrałam weny na to opowiadanie i jak widać po dzisiejszym rozdziale, akcja zacznie się toczyć, a nie stać w miejscu. I tak w ogóle to dziękuję za taki odzew! Poważnie, przerośliście moje oczekiwania i... wow. To takie motywujące, że rozdział z tego wszystkiego napisałam i dodałam wcześniej niż planowałam haha. Jeszcze raz dziękuję i do następnego! ♥

8 komentarzy:

  1. Okej, znowu tu jestem..
    Hm, droga Invisible!
    Cholera jasna! Wybacz mi proszę, że dopiero teraz się tutaj zjawiam, bo szczerze mówiąc to opowiadanie zaczęłam czytać w ten sam dzień (noc), co Twojego wybitnego hunhana.
    Wybacz mi proszę, że nie skomentowałam tego wcześniej, ale...
    byłam w bardzo złym stanie.
    Ty chyba sobie sprawy, do cholery jasnej, nie zdawałaś ile uczuć we mnie się rozlało, kiedy zobaczyłam, że mas coś dłuższego na swoim blogu.
    I tym czymś okazało się kaisoo.
    KAISOO.
    MOJE KUREWSKIE OTP.
    OTP, którego szukam ze świecą po całych polskich internetach.
    Wtedy miałam ochotę się rozpłakać i turlać po łóżku. (Łzy poleciały, ale obyło się bez turlania. Na szczęście!)
    Uh.... i wiesz co? Wciąż mam feelsy na to opowiadanie. I na kaisoo. Nieprzerwanie od kilku miesięcy.
    Z tego względu muszę chyba paść Ci na kolana i podziękować, za to co piszesz. Kocham Cię z całego serca, bo a) KAISOO b) opowiadanie typu fantasy/supernatural. A to tworzy mieszankę wybuchową, dzięki której jestem szczęśliwą, rozemocjonowaną papką. Ale muszę też wstać i Cię porządnie uderzyć. Najlepiej z liścia. Żeby bolało. A dlaczego?
    Kuffa, Invisible no... ;__; Dlaczego w tym cholernym opisie, jest coś takiego w uwagach, co mnie totalnie doprowadza do chęci wyrwania włosów i głośnego szlochu?
    ŚMIERĆ BOHATERA? Naprawdę? Dlaczego?! Czy mało w internetach jest kaisoo, gdzie któryś z nich umiera?! Ja rozumiem, że może oni idealnie do tego pasują, ale no nie no. Nie zgadzam się i w 12345% mi się to nie podoba. Za dużo angstu. ZA DUŻO!
    Czy kaisoo naprawdę przywodzi na myśl każdemu, takie dobijające klimaty? Gdzie fluff? Gdzie miłość, kwiatki i czekolada?
    Aishhhhh.
    No ale dobrze. Przejdźmy do samego opowiadania.
    Jak już wcześniej wspomniałam, kocham kaisoo i kocham fantasy. Dodam też, że jestem szalenie zakochana w szkolnych!au~
    I to dało combo, które jest totalnie w moim stylu, za co kocham Cię jeszcze bardziej!
    Fabuła jest cudowna, pomysłowa i to jest coś z lekka innego, niż w innych opowiadaniach tego typu.
    Powala mnie Jongin - jego osobowość, to że jest demonem.. i że ma blond włosy na gifie ♥(ˆ⌣ˆԅ) (dorwałam się do emoji!)
    Jedyne co mnie wręcz wewnętrznie rozpierniczło, było to, że Kyungsoo... no ogólnie. Jego ukesiowy charakter XD Taki mało kyungsoowatowy (<- co xD )
    No ale co tam. To tylko mały szczegół na tle wielu innych wspaniałych rzeczy, więc da się przeżyć~
    Podoba mi się to, jak panowie na siebie reagują - to jak jeden obserwuje drugiego, nawet jeżeli się do tego nie przyznają *cough* Jongin *cough*
    Lubię postać Baekhyuna, pomimo tego, że coś ten teges z Krisem. (No i mam pociąg do wampirów. Moja bardzo dawna miłość do Edwarta itp) Chanyeola też w sumie lubię, chociaż z lekka się zastanawiam nad obecnym rozdziałem.
    Ogólnie mam nadzieję, że jest to fake i będzie akcja w stylu: OMG, BRO. DZIĘKUJĘ. TERAZ BEAKHYUN JEST MÓJ. BRO, KOCHAM CIĘ.
    Chociaż pewnie to nie będzie nic takiego.. Ahh.
    Nie polubiłam Krisa, chociaż wizja jego, jako anioła śmierci... Holy shit, rany boskie, uhu this my shit
    Cholera, mam taki natłok myśli, że nie potrafię nic konkretnego już napisać.
    Może dodam jeszcze, że nie zmieniłam zdania od poprzedniego razu i wciąż uważam, że piszesz cudownie, lubię Twój styl pisania i jestem totalnie na tak przy wszystkich Twoich pracach. (Chyba, że napiszesz Kailu, gdzie Kyungsoo będzie zraniony. Wtedy osobiście Cię uderzę)

    Aha! I uwielbiam szablon bloga! Taki prosty, a jednak ma coś w sobie. I chyba tym czymś jest Park Chanyeol, który ciągle na mnie patrzy, jakbym zraniła go tym, że wolę kaisoo od baekyeola. Cholera.
    Zrobi mi coś? Ugryzie albo coś? :/
    Mam nadzieję, że nie (O_O;)
    Ah właśnie! Czy to naprawdę przed ostatni rozdział?
    Bo aż mnie zatkało, kiedy spojrzałam na spis, a tam tylko ósemka została nieskreślona.
    No nic! Dziękuję, że piszesz to kaisoo i mam nadzieję, że następne opowiadania będą tak dobre jak te, które już przeczytałam~ ♥
    Życzę weny, czasu, chęci do pisania i ogólnie to wielki hug dla Ciebie! ♥ /wciąż zauroczona Kummie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja kocham komentarze od Ciebie kochana Kummie hahah ♥ Zawsze mi się tak jakoś cieplej na serduchu robi i ogóle super mam później humorek i tak ogólnie jest fajnie i aww ^^
      Dobra. Przejdźmy do rzeczy.
      Nie, to nie jest przedostatni rozdział. W sumie to nawet nie wiem ile ich wszystkich będzie, bo to opowiadanie piszę na jedno wielkie yolo, choć staram się za bardzo z tym "yolo" nie przesadzać hahah
      I JEŚLI CHODZI O TĄ ŚMIERĆ BOHATERA to nikt z kaisoo nie umrze, umarł Kris i to jego miałam na myśli.
      No i ukesiowy Kyungsoo. Wiem, sama go nienawidzę, ale mój mózg sam go takiego zarysował i później się już tego trzymałam. Zresztą taki D.O mi trochę pasował do Jongina, którego serduszko trzeba było czymś skruszyć.
      I ogólnie to dziękuję za taki dłuuugi komentarz, wielbię Cię ♥

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. O MÓJ KUFFA BOŻE.
      BOŻE.OMG, TAK, TYLKO NA TĄ INFORMACJĘ CZEKAŁAM.
      JESTEM SPEŁNIONA. KRIS, RÓB KOŁO SIEBIE MIEJSCE. JA TEZ JUŻ NIEŻYJĘ. MOŻEMY LEZEC RAZEM W TYM LESIE.
      Aha i zauważyłam, że do góry zrobiłam błąd~ Napisałam, że ósemka jest nieskreślona, a to nie miało sensu, bo właśnie ona jest skreślona, a reszta nie xD
      Aish, to przez te emocje!
      Ja pierdziele! KAISOO!
      KAISOO PRZEŻYJE! Nawet możesz zrobić z Kyungsoo jeszcze większego ukesia!
      Ah i wybacz za zamieszanie z usuniętym komenarzem, ale zrobiłam kilka błędów, które mi się nie podobały xD
      To wszystko przez te emocje!

      Usuń
  2. O nie...... to teraz doszłam do tego momentu opowiadania, gdzie będę z niepokojem czytać każdą linijkę bojąc się, jakby zaraz miał wyskoczyć mi z ekranu jakiś demon XD teraz to będę w napięciu czekać na nowe części!

    Kyo

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham tego profesora! I jego: musisz zabić Krisa było nie z tej ziemi! Dlaczego ja nie mam takich profesorów w szkole? Moje życie byłoby łatwiejsze. Cieszę się, że Kai złączył się z Kyungsoo! To takie słodkie, intymne i dość straszne, bo jednak Jongin jest demonem, a to nie są miłe stworzonka. Mam nadzieję, że Kai nie będzie miał problemów przez zabicie Krisa. Pewnie i tak nikt się nie skapnie, że go nie ma! Chyba… Teraz się okaże, jakim przyjacielem jest Chanyeol. On w sumie powinien być szczęśliwy. Właśnie Baek stracił chłopaka.
    Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow aż nie wiem co powiedzieć. Cudo. Szkoda mi trochę Wu Fana ale cóż. Chanyeol na końcu to było takie wow wow co się właśnie podziało. Jestem baaardzo ciekawa dalszego rozwoju wydarzeń także pisz pisz i wrzucaj jak najszybciej :* Jeśli mogę to zapraszam do siebie na bloga http://mykoreanlifee.blogspot.com/ ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli w ciągu dwóch dni nie zobaczę tu nowego rozdziału to nie wiem co Ci zrobie! Masz pisać!
    Po tym to jest takie cudowne ❤❤❤

    nonamefanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń