5.08.2015

Soul of light | Rozdział 9



Twój ciepły głos,
gorący oddech
i rozpalone ciało



Poranek.
Chanyeol sobie smacznie spał, a ja nie potrafiłem nawet zmrużyć oka. Jak on po tym wszystkim, co nas spotkało, zdołał w ogóle zasnąć? Do mnie dopiero teraz dotarła świadomość tego, co się tak właściwie wydarzyło. Wcześniej po prostu trwałem, nie miałem czasu na zastanawianie się. A teraz usiłowałem pogodzić się z faktem, że zostałem zdradzony przez osobę, której najbardziej w świecie ufałem. 
Profesor Choi był tak naprawdę moim wrogiem.
Wow.
To znaczy, nie wow, to był mój błąd. Nadal trudno mi uwierzyć, że wcześniej tego nie zauważyłem i przez te moje niedopatrzenie Kyungsoo prawie ucierpiał. Jestem beznadziejny. Powinienem się zorientować, przecież zawsze byłem czujny, a w końcu on jako nauczyciel zaproponował mi  z a b i c i e  drugiego ucznia oraz nalegał, abym zawarł jakiś cholerny  n i e l e g a l n y  pakt z człowiekiem.
Jestem głupi. Od razu było widać, że coś jest z nim nie tak.
Ale w sumie, wiedziałem dlaczego niczego nie spostrzegłem. Profesor Choi był dla mnie czymś na wzór autorytetu, stał się moim mentorem życiowym. Zawsze prosiłem go o rady, ponieważ widział niemalże wszystko, no i zawsze mnie wysłuchiwał. Taki trochę przyjaciel tylko, że starszy i o wiele bardziej doświadczony. Ponadto sprawiał wrażenie lekko szalonego i pozytywnie zakręconego człowieka, dlatego czułem się przy nim swobodnie. Byłem zaślepiony podziwem i szacunkiem, by cokolwiek dostrzec. Nawet jeśli za jego skórą czaił się diabeł i dawał on o sobie wyraźnie znaki, ja byłem na nie ślepy. Nie widziałem w nim żadnych wad, wydawał się zbyt idealny, by jakiekolwiek mieć. 
W sumie, to mnie to delikatnie uraziło, bo ja się przed nim otwierałem, a on prawdopodobnie miał ze mnie niezły ubaw. Cholera, jakie to głupie.
Prawie tak głupie jak ten porąbany pakt z Kyungsoo, przez którego teraz włamywałem się do jego pokoju, bo sam nie mogłem usnąć, a chciałem mieć pewność, że jemu nic nie grozi.
 Ale on nie spał. 
Siedział w kącie łóżka otulony pierzyną tak, że wystawała mu tylko brązowa czupryna. Mimowolnie się uśmiechnąłem, bo no kurde, to było urocze. Wyobraźcie sobie rozdygotanego, bezbronnego chłopca, który zwinięty w kokon, usiłuje obronić się przed strachem.
Usiadłem na jego łóżku, przez co się wzdrygnął i bardzo powoli zaczął wyłaniać swoją twarz znad kryjówki. Był blady, jego warga drgała, ale nie płakał. Możliwe, że skończyły mu się łzy, bo był potworną beksą i zastanawiałem się, jakim cudem jeszcze się nie odwodnił?
- Kai. – wyszeptał lekko drżącym głosem. – Nie mogę usnąć.
- Widzę. – westchnąłem, kręcąc głową z dezaprobatą. – Boisz się?
Ale nie odpowiedział. Chyba nie chciał się do tego przyznać, więc nie drążyłem tematu.
- No już, kładź się, dopilnuję, aby nic ci się nie stało. – uśmiechnąłem się pocieszająco, a on tylko przytaknął i zsunął się na łóżko, aby nareszcie się położyć. Wystawił dłoń i wyczekująco na mnie spojrzał.
Że ja niby mam ją uścisnąć?
- Chcę mieć pewność, że sobie nie pójdziesz. – wyszeptał, a ja zaważyłem, że się rumieni.
Dlaczego moje serce zabiło szybciej?
- Uwierz, nawet jeśli bym chciał, to nie mogę. – prychnąłem, ale mój ton głosu w żadnym stopniu nie był ironiczny.
- Pakt?
No właśnie. Czy to tylko wina paktu?
- Tak. – odpowiedziałem.
Mimo wszystko uchwyciłem jego zimną dłoń i delikatnie gładziłem delikatną skórę kciukiem, starając mu się tym przekazać, że nareszcie jest bezpieczny. Byłem tu z nim i dla niego. Chyba zadziałało, bo Kyungsoo niemal natychmiastowo usnął i zaczął cicho pochrapywać. Nie mogłem puścić jego dłoni, bo bałem się, że go tym obudzę. Po prostu siedziałem i mu się przyglądałem.
Mijały godziny i nadal patrząc na jego senną, niewinną twarz zastanawiałem się, o czym taki człowiek śni? A tak dokładnie, o czym śni Do? Przez chwilę pomyślałem, że być może o tamtym życiu lub rodzinie, bo choć o niej nie wspominał zbyt często, dobrze wiedziałem, że za nią tęskni. Możliwe, że śnił o tych ludzkich głupotach jak strach, szczęście i miłość? Lub o tym jego byłym. Ugh.
Na tę myśl wysunąłem dłoń z jego uścisku i zrobiłem skwaszoną minę. Kyungsoo był  z kimś w związku i robił te wszystkie pierdoły, które mają w zwyczaju robić zakochane pary. Przytulali się, całowali, szeptali do siebie słodkie słówka i być może uprawiali, ugh, seks. Czy taki nieskazitelny i niewinny Do mógłby mieć to już za sobą?
Poczułem dziwne ukłucie, wyobrażając sobie go w scenie łóżkowej i, nie, ohyda. Wstałem i aby się uspokoić wziąłem głęboki wdech, przymykając powieki i rozmasowując sobie skronie.
Co jest ze mną nie tak?
To przez ten cholerny pakt. Boże. To takie upierdliwe.

+

I tak do niego wróciłem i nadal trzymałem jego zimną dłoń, tak na wszelki wypadek, aby nie poczuł się oszukany i osamotniony, gdy już się obudzi.
Luhan już wstał i przywitał mnie tym jego krzywym uśmiechem.
- Pokoju nie masz? – burknął pod nosem i choć miałem tego nie słyszeć, ja usłyszałem to aż za dobrze, bo hej, jestem demonem i mam wyostrzone zmysły.
- Pilnowałem go, a temu jeszcze źle. – prychnąłem tak, aby on również mnie usłyszał. Luhan przewrócił tylko oczami i wyszedł z pokoju bez słowa, zostawiając mnie samego ze śpiącym Kyungsoo. Nie oszukujmy się, sam miałem ochotę na choćby krótką drzemkę, więc wyciągając się tak, by nie wypuścić z uścisku Do, wziąłem pierzyny Luhana i ułożyłem je pod łóżkiem śpiącego bruneta.
Idealnie.
Nadal mogłem trzymać go za rękę.
Zamknąłem oczy i gładząc kciukiem jego dłoń, zachwycałem się jego delikatną skórą. Był taki miękki i słaby. Beze mnie zupełnie by sobie nie poradził.

+

Gdy się obudziłem, był już prawie wieczór. Niebo powoli zaczęło zapalać się krwistą czerwienią, a słońce spokojnie spadało za horyzont.
Kyungsoo nie było, Luhana również, i tak, spanikowałem. Mój człowiek zniknął i nigdzie nie wyczuwałem jego obecności. Wbiegłem do mojego pokoju, ale po Chanyeolu również nie było ani śladu. Szukałem ich po opustoszałej szkole, ale nigdzie nie wyczułem żadnej żywej duszy.
- Co jest? – zmarszczyłem brwi, bo szczerze mi się to nie podobało. Czyżby podczas mojego snu, Choi zaatakował? – Halo? – wołałem, ale mój głos rozniósł się jedynie echem po pustych korytarzach, nie otrzymując w zamian żadnej odpowiedzi. Cholera. Zacząłem się bać i może nie o samego siebie, ale o Kyungsoo. Nie wiedziałem, gdzie jest, czy żyje, czy mnie potrzebuje i jeśli to po prostu jakiś głupi żart, to wymorduję wszystkich wokół.
Sprawdziłem każdą klasę i pokój, ale nigdzie nikogo nie zastałem.
Byłem tylko ja i cisza.
Poczułem się kurewsko źle, chciałem odgonić te głupie uczucie bezsilności, ale nie mogłem. Nie byłem w stanie zrobić nic.
Bo zostałem sam.

+

- Kai? – usłyszałem nad sobą ciepły, zaniepokojony głos. Chciałem usłyszeć go jeszcze raz. – Obudź się. – poczułem czyjeś opuszki palców, które delikatnie odgarniały włosy z mojego mokrego od potu czoła.
Niechętnie uchyliłem powieki i zauważyłem rozmazaną przez chwilę sylwetkę, która wraz z upływem czasu nabrała ostrości.
Kyungsoo.
- Jesteś. – odetchnąłem z ulgą. – Gdzie byłeś? – warknąłem, ale przez mój zaspany i ochrypnięty głos nie zabrzmiało to ani trochę groźnie.
Do zrobił zdezorientowaną minę, ciągle gładząc mnie po włosach. O boże, jak przyjemnie.
- Nie rozumiem. – pokręcił głową. – Cały czas byłem tutaj.
Zamrugałem kilkukrotnie i niechętnie uniosłem się do pozycji siedzącej. Dopiero teraz zauważyłem, że leżałem Kyungsoo na kolanach i dlaczego się przez to uśmiechnąłem?
Nieważne.
Nadal byłem u niego w pokoju, księżyc górował wysoko na niebie, noc.
A więc to był tylko sen?
Odetchnąłem z ulgą.
- Coś nie tak? – za plecami usłyszałem zatroskany głos Do. Pokręciłem głową. – Chyba miałeś koszmar, więc cię obudziłem, przepraszam.
Uśmiechnąłem się lekko. Księżycowy blask przeciskał się przez jego włosy, przez co wydawało mi się, że lśniły. Wyglądało to cholernie magicznie i pięknie, że nie pohamowałem się i pogładziłem jego zimny policzek.
- W porządku. Dobrze, że mnie obudziłeś.
- Co ci się śniło? – zapytał, nie zwracając uwagi na mój czuły gest. Szybko wziąłem rękę i skarciłem się za chwilę słabości.
Halo? Jongin? Opanuj się? Halo?
- Śniło mi się, że zostałem sam. – westchnąłem, odwracając wzrok w stronę pustego łóżka Luhana.
- Boisz się samotności, Kai?
Tak. Nie. Tak. Nie. Tak. 
- Nie. – skłamałem, bo nie chciałem w jego oczach wyjść na słabego.
- Kai, nie okłamuj mnie. Ja jestem z tobą szczery we wszystkim, co robię. – spojrzał na mnie poważnie, a ja przez chwilę zastanowiłem się, czy zawsze taki był, czy znowu coś przegapiłem. – Więc jeszcze raz. Boisz się samotności?
Zamrugałem jakoś szybciej.
A no tak, to jest ta  d r u g a  strona Kyungsoo, do której nadal nie mogłem się przyzwyczaić.
- Kiedyś byłem do niej przyzwyczajony i mi zwyczajnie nie przeszkadzała, ale teraz, gdy poznałem i zaprzyjaźniłem się z wami wszystkimi, stałaby się nieznośna i… tak, Kyungsoo, boję się samotności.
Zapadła lekka cisza. Do przypatrywał mi się spod przymrużonych oczu. Zagryzał dolną wargę i doskonale wiedziałem, że w środku kłóci się z samym sobą. Po chwili zbliżył się do mnie tak, że stykaliśmy się kolanami, a następnie nachylił się nade mną i swoimi wiotkimi ramionami oplótł moją szyję.
O cholera, co się tak właściwie dzieje?
Pierwszy raz był… taki. Oczywiście zawsze łaknął dotyku i dobrze wiedziałem, że każdy choćby mój najmniejszy gest przyjmował z rozkoszą, ale teraz to całkowicie coś innego. Nasza znajomość przeszła na kolejny etap, chyba dobrej przyjaźni, nie wiem sam. W każdym razem czując ciepło i kuszący zapach jego ciała, słysząc jego szybko bijące serce, nie mogłem się powstrzymać i ciągle lekko osłupiały przygarnąłem go do siebie, łapiąc go w talii. Usiadł na moich kolanach po turecku i o boże, co, co, co? To był pierwszy raz, kiedy przytulaliśmy się w tak wyjątkowy sposób i spodobało mi się to. Nie chciałem się do tego przyznać, ale tak rzeczywiście było. Wręcz poczułem zawód, gdy po chwili odsunął się ode mnie, abym mógł na niego spojrzeć. Uśmiechał się delikatnie, w jego oczach błyszczało milion gwiazd, naprawdę, widziałem je wszystkie.
- Kai, nie musisz bać się samotności. – swoje dłonie zatrzymał na moim torsie. Chyba poczuł jak szybko biło moje serce, bo uśmiechnął się jeszcze szerzej. – Nie martw się o to, że zostaniesz sam. – kontynuował. Jego ciepły głos przyjemnie rozniósł się po zimnym pokoju.
Noc była moją ulubioną porą dnia. Wtedy każdy stawał się sobą i mówił dokładnie to, co miał na myśli. Taka była jej moc.
- I nawet jeśli inni cię opuszczą, to się nie bój, bo ja już zawsze zostanę z tobą.
O boże.

Czujecie to? Ten zapychacz? Ugh, bo ja tak. Pisałam to całą noc, bo wtedy mam jakąś większą wenę, choć często też piszę wtedy same głupoty i gdy budzę się nazajutrz, to śmieję się z samej siebie, naprawdę. Cóż. Chcieliście kaisoo, to macie kaisoo. Następny rozdział będzie kontynuacją tego innego, chyba zapomnianego wątku z rozdziału drugiego. I uwaga, jest on bardzo kluczowy, więc radzę go nie pomijać. Dziękuję bardzo, dobranoc. Jest 2 w nocy, chyba mogę w końcu iść spać ♥
Ps. Ten gif na początku to moje życie, poważnie ;; 
Ps2. Dodałam playlistę, bo kurde, kocham playlisty, ale nie tak bardzo jak komentarze od Was ;) 

6 komentarzy:

  1. Trochę zapychacz, ale za to jaki rozkoszny! ♡ Serio, nie ma nic złego w takich rozdziałach, o ile są dodawane okazjonalnie~
    Czekam wciąż na reakcję Baeka o śmierci Krisa i na BaekYeola ♡ No i chcę też wiedzieć dokładnie, co Choi knuje! :3
    Weny, czasu i powodzenia z dalszym pisaniem!

    yehetasshole.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten zapychacz jest kurwa cudowny. Prosiłam Cię o taką słodycz i jest genialna. Mam nadzieje, ze juz za 3 dni pojawi si3 no2y rozdział.
    (mam też nadzieję, na jakąś scenę zazdrości, ale ciii)

    nonamefanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże Kaisoo to życie a ten gif jest cudowny! W ogóle Kai jest taki uroczo niezdarny (nie wiem jak to inaczej określić) w towarzystwie Do. Nie mogę się doczekać nowego rozdziału bo po czymś tak uroczym i kochanym na pewno będzie coś wow niesamowitego. Jak zwykle życzę dużo weny i czasu.
    ps. playlista genialna, zwłaszcza I need you.

    OdpowiedzUsuń
  4. Omg to było boskie! Takie słodkie kochane i wogole! Jak ja cie za to kocham i wg za to opowiadanie. Pisz więcej wieczorami bo naprawdę wpadasz na boskie pomysły i nie ma z czego się śmiać bo jest genialne to opowiadanie! Kai się zakochał w kyungsoo wiec o teraz będzie z paktem wyczuwam niebezpieczeństwo! Ha ha Kai takie niegrzeczne myśli ma oj d.o na pewno jest prawiczkiem i czeka na jongina oj tak! Oj jestem ciekawa co dalej wymyslisz!
    No i ten gif moje kaisoo kochane jak miło wiedzieć że ktoś się nimi jara tak samo jak ja ;)
    No cóż życzę weny i czekam na szybkiego długiego nexta
    buziaki ;***

    OdpowiedzUsuń
  5. Aww takich słodkich rozdziałów to ja mogę zdecydowanie więcej! Boje się, że akcja nagle przerzuci się na relacje baekyeol, a przecież nie o nich jest to opowiadanie, chyba że o czymś nie wiem. No bo dużo było takich opowiadań, gdzie niby początkowo były o jednym a później nagle zmiana planów D: ja chyba już wszystkie gify, arty i zdjęcia kaisoo widzialam, matko HAH

    I czemu zawsze mnie bawi, że demon myśli "o Boże?" XD

    Kyo

    OdpowiedzUsuń
  6. Chryste. Piękne to było. Wiecej KaiSoo blagam :(

    OdpowiedzUsuń