On był jak lód, a ja jak ogień.
On był człowiekiem, a ja demonem.
Profesor nie dawał znaków życia, dlatego nasz strach minął zasadniczo szybko i mogliśmy
o wszystkim zapomnieć. To znaczy Chanyeol, Do i Luhan mogli, ja nie. Musiałem
trzymać wartę, bo wiedziałem, jaki jest plan tego świra. Chciał uśpić naszą
czujność i zaatakować z zaskoczenia, w najmniej oczekiwanym momencie. Wiele
razy rozmawiałem o tym z dyrektorem, który również się zorientował, co jest
grane. Z tego powodu wzmocnił barierę ochraniającą szkołę i sprowadził więcej
strażników, którzy pilnowali również porządku na korytarzach. Mi to jednak nie
dawało spokoju. Wiedziałem, że to za mało, by powstrzymać profesora Choi.
- Za co on chce się zemścić? –
zapytałem pewnego dnia, bo ciekawość nie dawała mi spokoju.
- Pewnie za to, że go
zwolniliśmy. – uśmiechnął się i chwycił za swoją filiżankę herbaty. Patrzyłem,
jak upija łyk, a później się skrzywiłem.
- Kłamie pan.
- Skąd ta pewność? – spojrzał na
mnie spod byka.
Rozsiadłem się na kanapie i
spojrzałem na niego poważnie.
- Bo wiem więcej, niż się panu
wydaje.
Dyrektor zmarszczył brwi i
pochylił się nieco nad stolikiem, by odstawić porcelanową filiżankę. Po chwili
podparł łokcie na kolanach, a usta schował za splecionymi dłońmi. Jego
intensywny wzrok przeszywał mnie na wskroś.
- Co dokładnie wiesz?
- Coś pan ukrywa. – wywnioskowałem
po jego tonie głosu, ale on uznał to za moją odpowiedź.
- Nie ukrywam, raczej dla waszego
bezpieczeństwa zatajam prawdę. – odpowiedział nadzwyczaj normalnie i
naturalnie. Rozluźnił się i ponownie sięgnął po swoją herbatę.
- Dla naszego bezpieczeństwa,
powinieneś nam o wszystkim powiedzieć. – odparłem – Nawet jeśli nie chcieliśmy,
zostaliśmy w to wciągnięci, dyrektorze.
Mężczyzna zastanowił się przez
chwilę i odetchnął.
- Jestem dla was zbyt łaskawy. –
uśmiechnął się.
- Jest pan.
- Jesteś mądry, Jongin, dlatego
postępuj roztropnie z tą tajemnicą. – ostrzegł mnie, a ja przytaknąłem. Bardzo
lubiłem dyrektora. Mimo, że na początku mnie przerażał, nie był taki zły.
Mogłem z nim spokojnie przedyskutować wszystkie sprawy i chociaż moje serce
kazało mi mu zaufać, rozum zacięcie tego odmawiał. – Wiesz, że dziadek Kyungsoo
zawarł pakt z demonem, prawda?
Przytaknąłem.
- I wiesz, że obydwoje zostali
zamordowani za zakochanie się w sobie?
Przełknąłem ślinę.
Zostali zamordowani za miłość.
Przez pakt nie mogli się kochać.
Ja i Kyungsoo też nie możemy.
- Wiem. – odrzekłem, starając się
ukryć swój żal. Bałem się, że gdyby Do również mnie kochał, nie byłbym w stanie
go odtrącić, by zapewnić mu bezpieczeństwo.
- Istnieją podejrzenia, że Choi
może być dziadkiem Kyungsoo. – oznajmił poważnie, a ja przez chwilę siedziałem
zdezorientowany.
- Co? – zmarszczyłem brwi.
+
Zaczynałem się bać. Nie
wiedziałem, co powinienem zrobić z tą całą tajemnicą, czy powiedzieć o niej Do?
A może oszczędzić mu negatywnych emocji i pozwolić cieszyć się spokojem póki
jeszcze mógł?
Westchnąłem.
Zastanawiałem się, jak bardzo
profesor musiał kochać swoją demonicę, że na przestrzeni tych kilkunastu lat
jego nienawiść i chęć zemsty nie zmalała. On też był człowiekiem, tak jak Do,
więc jakim sposobem wydostał się z Padołu i w dodatku zaczął operować czarną
magią? Jak stał się na tyle silny, by mierzyć się z demonem?
Zagryzłem wargę.
Sama jego zemsta na swój sposób
był ciekawa. Pragnął powtórzyć historię, korzystając ze mnie i Kyungsoo. Pragnął
naszej miłości, paktu, bliskości, byśmy nie zapanowali nad swoimi emocjami i
pogrążyli się w tym zgubnym uczuciu. Pragnął by jego wnuk i potomek Lucyfera
zbluźnili nietykalne prawo piekielnego władcy. Chciał upokorzyć demona jeszcze
bardziej, dobitniej, potworniej.
Ale w tym wszystkim zastanawiało
mnie jedno – babka Kyungsoo.
Kim była?
Demonicą sądzę, że nie, bo nosiła
w sobie dziecko Lucyfera.
W takim razie… czy dziadek Do
zakochał się ponownie?
Westchnąłem, bo dobrze
wiedziałem, że to niemożliwe. Prawdopodobnie zapłodnił pierwszą lepszą kobietę
i czekał na rezultaty.
Opadłem na łóżko i bezmyślnie
wpatrywałem się w sufit, kompletnie ignorując Chanyeola.
To wszystko było chore i do
granic możliwości pojebane. Miałem dość tego wszystkiego i liczyłem, że sprawa
z profesorem Choi szybko się zakończy.
- Co jest? – Chanyeol usiadł na
swoim łóżku i przyjrzał mi się podejrzliwie.
- Wkurwia mnie to. – syknąłem.
- Dalej o tym myślisz? – zaśmiał się.
- Taa.
- Nie możesz tego po prostu
zostawić w rękach dyrektora? On jest bardziej doświadczony, na pewno będzie
wiedział, co robić. Wyluzuj się.
- Chanyeol, ty naprawdę myślisz,
że te wszystkie bariery i dodatkowe wsparcie będą w stanie powstrzymać profesora? Bo
ja tak wcale nie uważam. Mierzyłem się z nim i wiem, że jest silniejszy nawet
ode mnie. – syknąłem. – Zawarłem ten popierdolony pakt, stałem się
dziesięciokrotnie silniejszy, a i tak on bez wysiłku mógłby mnie zabić.
- Kai. – położył mi rękę na
ramieniu. – Rozumiem, że się martwisz, ale postaraj się choć trochę odprężyć.
- Nie mogę, pakt do czegoś
zobowiązuje. – prychnąłem.
- Więc zamiast zatruwać sobie
głowę myślami o bezpieczeństwie Kyungsoo, może byś w końcu do niego poszedł i
się nim zaopiekował? – parsknął.
Chciałem. Naprawdę c h c i a ł e
m iść do Do i po prostu trwać u jego boku, głaskać czule jego malutką główkę,
wywoływać uśmiech i nieśmiałe rumieńce na jego twarzy, ale nie mogłem. Nawet
jeśli myślałem o nim 24 godziny na dobę, nie miałem prawa do niego iść, bo się
w nim zakochałem.
- Jak będę pewny, że nic mu nie
zagrozi, to pójdę. – odpowiedziałem, a później wykręciłem się do niego plecami,
delikatnie sugerując, że chcę zostać sam.
- Ten pakt na pewno działa? –
zapytał. – Podobno miałeś być przy nim cały czas.
Pakt niestety działał i to aż za
dobrze. Jakaś niewidzialna siła zawsze pchała mnie tam, gdzie znajdował się
brunet. Nawet jeśli nie wiedziałem, gdzie jest, intuicja zawsze mnie do niego
prowadziła. Cieszyło mnie to, bo kochałem przy nim być, ale co jeśli bym się
nie pohamował i zrobiłbym coś naprawdę głupiego, co zagroziłoby nam obu?
Nie mogłem nas narażać.
Oczywiście, opiekowałem się nim,
ale z daleka; tak, by nie wyczuł mojej obecności.
- Kai, słuchasz mnie? – Chanyeol potrząsnął
mnie lekko, na co warknąłem i podniosłem się do siadu.
- Zamyśliłem się.
- Ostatnio często ci się to
zdarza. – mruknął niezadowolony. – To jak? Idziemy do Baekhyuna czy nie? –
uśmiechnął się zadziornie.
- Po co miałbym z tobą do niego
iść? – parsknąłem.
Chanyeol i Baekhyun zawsze mieli
te „swoje tematy”, o których nawet nie śniło mi się z nimi dyskutować.
Zazwyczaj fascynowali się tym, że mają ze sobą tyle wspólnego, że ich
podobieństwa są wręcz dobijające i ugh, aż czułem mdłości, gdy tego słuchałem.
- Po prostu chodź, proszę.
- Wiesz, mam jeszcze trochę spraw
do obmyślenia.
- Chcesz o czymś porozmawiać? –
zmarszczył brwi.
- Nie. – skłamałem – Chodźmy.
+
Chanyeol był przebiegły.
Zaciągnął mnie do Baekhyuna, bo był tam i Kyungsoo, którego tak usilnie
unikałem. Z jednej strony się ucieszyłem na jego widok i już coś kazało mi się
na niego rzucić, a z drugiej chciałem uciec i zostawić go w spokoju. Serce Do zabiło
mocniej na mój widok, był zaskoczony, wiedząc, że jednak przyszedłem. Gdy tylko
przyswoił sobie ten fakt, poklepał miejsce obok siebie na podłodze, sugerując
mi, bym tam usiadł. Zawahałem się. Nie wiedziałem, czy to na pewno dobry
pomysł siedzieć obok niego, bo byłem zbyt słaby, by kontrolować moją demoniczną
naturę, ale zrobiłem to. Wiedziałem,
że Chanyeol i Baekhyun i tak będą mieli mnie w dupie i zwyczajnie zignorują, więc i tak byłem skazany na przebywanie z Kyungsoo.
Naprawdę, naprawdę nie chciałem
zrobić mu nic złego, ale wystarczyłaby chwila nieuwagi, a ja mógłbym… Chyba przestałem ufać samemu sobie.
Podczas gdy tamta dwójka zajęła
się rozmową o sporze między ich rasami, ja i Do trwaliśmy w ciszy, nie wiedząc
od czego zacząć. Chciałem go przeprosić za to, że zostawiłem go samego przez te
kilka dni, ale wiedziałem, że zrobiłem dobrze. Tak było bezpieczniej.
- Kai – zaczął niepewnie, bawiąc
się rąbkiem swojej za dużej koszulki – Czy ty mnie unikasz? – spojrzał na mnie
tym swoimi dużymi, sowimi oczami, w których odbijało się łagodne światło lampki
nocnej. Wyraz jego twarzy był delikatny, choć brwi zmarszczyły się, w wyraźnym
zmartwieniu. – Czy ty mnie nienawidzisz?
Oooj, uwierz, chciałbym cię nienawidzić.
Spuściłem wzrok, bo widok
zatroskanego Kyungsoo to dla mnie za wiele. Mimo to, ciągle słyszałem jego
niespokojnie bijące serce, drżący oddech, przygotowujący się na salwę łez,
które ciągle cisnęły mu się do oczu.
Wiedziałem, że za mną tęsknił, że
za dużo przeze mnie myślał, że codziennie mnie oczekiwał.
Ale ja i tak nigdy nie przyszedłem.
- Nie nienawidzę cię.
Odetchnął z ulgą, po czym
uchwycił moją dłoń. Nie odsunąłem jej, bo wydawało mi się, że ten niegroźny
gest do niczego nie doprowadzi.
A doprowadził.
Jego dotyk sprawił, że moja krew zawrzała,
a moje ciało już chciało się wpasować w to jego. Całymi siłami się
powstrzymywałem, starałem się lekceważyć nasuwające się myśli i zignorować jego
zimną dłoń.
- Więc co się dzieje? – zapytał delikatnie.
Mimo, że się lekko rozluźnił, nadal czuł niepokój i zmartwienie.
Błagam, Kyungsoo, nie bądź taki słodki.
Zastanowiłem się, czy powiedzieć
mu o podejrzeniach co do jego dziadka, czy może poczekać aż wszystko zostanie
potwierdzone i dopiero wtedy wyznać mu całą prawdę. Jednakże wiedziałem, że ukrywanie
tego jedynie wszystko pogorszy, gdyż on mówił mi naprawdę wszystko i gdyby wyszło
na jaw, że zataiłem przed nim prawdę, straciłby do mnie zaufanie. Podjąłem decyzję.
- Soo, posłuchaj mnie przez
chwilę. – przytaknął. – Rozmawiałem z dyrektorem i powiedział mi, dlaczego
prawdopodobnie profesor Kim chce się zemścić. – nie chciałem obijać w bawełnę.
Przesadne przeciąganie było niepotrzebne.
- Powiedział ci? – uniósł brwi. –
Uf, całe szczęście. – czułem, jak się uspokaja.
- Zaraz… - zmarszczyłem brwi. –
Ty wiedziałeś?
- Tak, dyrektor uznał, że lepiej
by było, gdybym rozważył taką opcję. – wytłumaczył. – Myślałem, że jesteś
na mnie zły, bo ci nie powiedziałem.
- Teraz jestem o to zły. –
parsknąłem.
- Przepraszam. Chciałem ci o tym powiedzieć, ale nie wiedziałem jak. – pogładził kciukiem moją dłoń, przez co
moje ciało zlała fala przyjemnych dreszczy.
- W porządku. – wzruszyłem ramionami.
- Ale Jongin, dziękuję. –
uśmiechnął się.
- Za co?
- Za to, że chciałeś mi o tym
powiedzieć, doceniam to. – jego uśmiech
jest najpiękniejszy na świecie.
+
Przez cały ten wieczór
oglądaliśmy masę filmów, z których nic nie zrozumiałem, bo całą moją uwagę
poświęciłem śpiącemu na moim ramieniu Kyungsoo. Wyglądał tak delikatnie i
niewinnie, kiedy spał. Zupełnie jak dziecko, które to ja musiałem chronić.
Bardzo za nim tęskniłem, choć nie
widzieliśmy się zaledwie kilka dni. To znaczy… on mnie nie widział, ja mu się
przyglądałem z daleka. Mimo to, ciągle brakowało mi jego dotyku, zimnych dłoni
i szczerego uśmiechu. Kyungsoo był niezastąpiony, jedyny w swoim rodzaju.
Kochałem go i chciałem go obronić i się nim opiekować.
Uwielbiałem to, że był beze mnie
taki bezradny. Ze mną czuł się o wiele pewniej, wiedziałem to. Do był naprawdę
przeuroczy.
Opuszkami palców przejechałem po
jego bladym policzku, zataczając koła na żuchwie i kończąc swoją wędrówkę w
zagłębieniach obojczyka. Jego skóra była perfekcyjnie gładka i delikatna. Jak
śnieg. Bałem się, że ciepło mojej dłoni może ją uszkodzić.
Kyungsoo uchylił powieki i ciągle
leżąc na moim ramieniu, wpatrywał się we mnie. Jego oczy lśniły piękniej niż
zazwyczaj, jego serce biło spokojnie, ale jakoś mocniej, oblizał swoje wargi i o nie, to za dużo.
Odgarnąłem opadające mu na czoło bezradne
włosy, a później zjechałem moją dłonią na jego chłodny policzek i tam już
została, delikatnie pieszcząc jego rumieniącą się skórę. Mimo to, nic nie
mówił, po prostu obserwował, co robię, dając mi tym do zrozumienia, że mu się podoba.
Objął moją dłoń swoją i przymknął
oczy, by poczuć więcej. Drugą położył na mojej gorącej szyi i zaczął delikatnie
ją głaskać opuszkami swoich zimnych palców.
Było już dawno po północy.
Baekhyun z Chanyeolem usnęli w swoich objęciach i przez chwilę zastanawiałem
się, czy zrobili to nieświadomie, czy są już ze sobą tak blisko. W tle leciały napisy końcowe ostatniego
filmu, a ja i Kyungsoo pośród mglistego blasku księżyca, popełnialiśmy
największy błąd naszego życia.
Właśnie tego się bałem, ale już
nie mogłem tego zatrzymać, nie potrafiłem się wycofać i nawet tego nie chciałem.
Dotyk Kyungsoo koił moje zmysły, oczyszczał myśli z niepotrzebnych rzeczy i
rozlewał po moim ciele przyjemne ciepło.
- Nie możemy się w sobie
zakochać, wiesz o tym, prawda? – zapytałem, kiedy jego twarz nagle znalazła się
w zagłębieniu mojej szyi. Siedział mi na kolanach. Jedną ręką objąłem go w
talii, a drugą gładziłem jego miękkie włosy.
- Wiem. – wymruczał, przez co
jego wargi zalotnie muskały moją szyję. – Dlatego cię przepraszam, Kai. Trochę
spieprzyłem. – wyszeptał, a jego oddech rozgrzał moją skórę do granic
możliwości. Wzdłuż mojego kręgosłupa przespacerowały się najprzyjemniejsze w
świecie ciarki, i chwileczkę…
Czy on właśnie wyznał, że mnie kocha?
Nie wiem, chyba powinienem się
cieszyć, ale w rzeczywistości byłem przerażony.
- To chyba mamy problem, Soo. –
powiedziałem, przytulając go jeszcze mocniej. – Bo ja też trochę spieprzyłem sprawę.
„Spieprzyć sprawę” – to było nasze „kocham cię”.
Miłość moja i Kyungsoo miała to
do siebie, że różniła się na tle innych.
Nasza miłość była uczuciem bardzo
gorącym, które pochłonęło nasze serca piekielnym ogniem.
Nasza miłość była bardzo problematyczna,
kłopotliwa, zakazana, niebezpieczna, a nawet śmiertelna.
Nasza miłość była niemożliwa.
Ale miłość ma to do siebie, że
trudno ją powstrzymać. Nawiedza nas i obejmuje kontrolę nad naszym umysłem i
ciałem. Nad nami też już przejęła wodze, dlatego nawet nie wiedzieliśmy, co tak
właściwie robimy. Wszystko było po prostu jedną chwilą. Czas się zatrzymał, a my
utknęliśmy pomiędzy światami rzeczywistości i jawy.
Kyungsoo odchylił się ode mnie i
uchwycił w swoje lodowate dłonie, moją gorącą twarz.
Dopiero wtedy dotarło do mnie,
jak bardzo się różnimy. On był jak lód, a ja jak ogień. On był człowiekiem, a
ja demonem.
Ale przeciwieństwa się przyciągają, prawda?
- Dla mnie nie ma już
ratunku, Kai. – uśmiechnął się przez łzy. – Ja chyba zbyt bardzo cię
pokochałem, aby teraz tak… - załamał mu się głos. – Kai, proszę, nie zostawiaj
mnie już tak więcej.
- Kyungsoo–
- Proszę. – jęknął żałośnie,
ciągle gładząc moje policzki. Uchwyciłem jego dłonie i ułożyłem je na swoim
torsie. Nie obchodziło mnie, czy poczuje, jak szybko bije moje serce, bo obchodziły
mnie wtedy tylko jego oczy, zmartwione i lśniące od łez.
Kyungsoo płakał tylko przy mnie.
- Nie zostawię cię. – ucałowałem jego
czoło, później załzawiony policzek, zaczerwieniony, mały nosek, a później
spojrzałem na jego drżące usta, które wręcz błagały o pocałunek. Bardzo
powoli, biorąc pełną odpowiedzialność za to, co się stanie, zacząłem zbliżać
się do jego warg. Chciałem poczuć ich zimno i to, jak miesza się z moim
ciepłem. Wiedziałem, że były delikatne i słodkie, tak jak on sam.
I takie były.
Łagodne, chłodne i proszące o
więcej.
Ale nie mogłem mu tego dać, bo
usłyszeliśmy przeraźliwy huk i krzyki uczniów.
Tak wiem, w tym rozdziale strona techniczna kuleje i błaga o rehabilitacje, ale ostatnio straciłam moją wenę, która pojawiała się co trzy dni i nagle się spóźnia :) Za to dużo kaisoo i YES, w końcu kiss ;;
Jeszcze raz nazwiesz tak zajebisty rozdział złym to cię uderzę.
OdpowiedzUsuńRobisz mi to specjalnie? Takie fluffy i Got7 w tle?
Trochę tu umieram i nie wiem co napisać.
Masz rację druga cześć lepsza od pierwszej, ale i tak całość jest genialna.
Kocham to ok.
nonamefanfiction.blogspot.com
asdfghjkl kocham Cię za ten rozdział! Wkoncu kiss i Aigo to takie słodkie ze aż mi uśmiech z twarzy nie schodzi! Ta scena z pocałunkiem wręcz idealna! Co tu więcej pisać. ..
OdpowiedzUsuńWiec ten profesorek to dziadek DO wow czemu mści się na akurat wykorzystując biedne kaisoo?
Ja nie wiem dziewczyno co niby ci nie pasuje w tym rozdziale bo według mnie wszystko jest perfekt!
Trzeba ta wene pognic aby przyszła nie wolno jej się tak spozniac! Nunu! Czekam jak zwykle z niecierpliwością na następny rozdział!
Dużo weny życzę, buziaki ;*
Gdybym mogła w prosty sposób wyrazić mój zachwyt nad tym rozdziałem, to pewnie byłby to ciąg byle jakich słów, które nie utworzyłyby normalnego zdania. Nawet nie wiesz, jak czekałam na ich pierwszy pocałunek! To jest takie pełne uczuć i miłości! A najbardziej podobało mi się ich wyznanie. Po co być, jak inni i mówić kocham cię skoro można po prostu powiedzieć: spieprzyłem sprawę i wszystko jasne. Muszę przyznać, że historia z tym szalonym profesorem jest genialna. Pomyśleć, że miałam go za super gościa, ale to drań! Akcja robi się coraz ciekawsza! Mam nadzieję, że jednak wena nie zniknie i będziesz mogła kontynuować opowiadanie!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! :D
Umarłam już przy samym gifie u góry i tych paru słowach hshdjxh w takim napięciu czekałam na ten pocałunek, więcej i więcej! Znowu jakiś zwrot akcji, moje uczucia ><
OdpowiedzUsuńKyo
Jaki piękny rozdział! Słodycz w każdym zdaniu, a do tego zero tandety~ Jestem pełna podziwu :3
OdpowiedzUsuńJaki piękny rozdział! Słodycz w każdym zdaniu, a do tego zero tandety~ Jestem pełna podziwu :3
OdpowiedzUsuńJaki piękny rozdział! Słodycz w każdym zdaniu, a do tego zero tandety~ Jestem pełna podziwu :3
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdzial. Jeju kaisoo <333 czekam na więcej.
OdpowiedzUsuń