20.08.2015

Soul of light | Rozdział 13



Mój ostatni oddech
dedykuję Tobie



Z sufitu usypywał się tynk, fundamenty zaczęły drżeć, a ściany kruszyć.
Nasza prywatna apokalipsa.

Pospiesznie spojrzałem na Chanyeola, który zaciskając dłoń przestraszonego Baekhyuna, czekał w pełni gotowości na moje polecenia. Później zerknąłem na Kyungsoo, który cały rozdygotany przywarł do mojego ramienia. Przez żyły przepłynęła mi adrenalina, a serce zabiło jakby odważniej, choć tak naprawdę struchlałem.
- Musimy się stąd wydostać. – oznajmiłem, a Chanyeol jedynie skinął głową. Wybiegliśmy z pokoju i potykając się o gruzy leżące na podłodze, przemierzaliśmy pusty korytarz. Nie myśleliśmy wtedy o podjęciu się walki, której odgłosy agresywnie raniły nasze uszy. Naszym jedynym priorytetem stało się bezpieczeństwo zarówno Kyungsoo jak i Baekhyuna. Tak, to było w tamtej chwili najważniejsze.
Robiło się coraz groźniej. Budynek pogrążał się w coraz większej ruinie, a my ciągle byliśmy w zachodnim skrzydle. Słyszeliśmy przyćmiony echem głos profesora Choi i dobrze wiedziałem, że jeśli szybko się stamtąd nie wydostaniemy, on nas odnajdzie i na pierwszej lepszej ścianie, naszą krwią namaluje  "Gwieździstą noc" Van Gotha.
I chyba już wolałem zostać zmiażdżony przez gruzy niż zginąć z jego ręki.

Ostatni zakręt.

36 kroków, schody, hol, dziedziniec i las, gdzie będziemy bezpieczni.
35 kroków, to już tak niewiele.
34, idzie zbyt łatwo, coś jest nie tak.

A później usłyszeliśmy krzyk i potężny huk. Chanyeol natychmiast się zatrzymał i spojrzał za siebie, gdzie zobaczył przygniecionego gruzami Luhana. W jego oczach świeciły łzy i bezsilność i choć bez słowa się nam przyglądał, słyszeliśmy jego niewypowiedzianą prośbę o pomoc.
- Kai, jesteś silny, prawda? – powiedział, nie odciągając wzroku od wykrzywiającego się z bólu blondyna.
- Chanyeol, nie możemy mu pomóc, musimy uciekać. – byłem okrutny, wiem, ale nie mogłem myśleć o ratowaniu innych, mając świadomość, że Kyungsoo nie jest w pełni bezpieczny.
I nim Chan zdążył otworzyć ponownie usta, Do wyślizgnął mi się z rąk i nie zważając na opadający z sufitu tynk, pobiegł pomóc swojemu współlokatorowi. Swoimi drżącymi dłońmi, niemal panicznie zaczął odrzucać kamienie we wszystkie możliwe strony. Czułem jego przerażenie, a mimo to odważył się go uratować.
Nawet nie zdążyłem pomyśleć, a już stałem obok niego i z dziecinną łatwością odgarniałem tony gruzu, które nie uszkodziły Luhana tak, jak by się wydawało. Zarzuciłem lekkie ciało blondyna przez ramię i łapiąc Kyungsoo za rękę, pobiegliśmy w stronę Chanyeola, który z zniecierpliwieniem na nas czekał.
Ale wtedy było już za późno.
Odgłosy walk stały się zbyt głośne, gdyż bitwa przeniosła się na korytarz, w którym się znajdowaliśmy. Cały oddział strażników Akademii Satfold usiłował powstrzymać pana Choi odpierającego wszelki atak bez większego wysiłku.
Mój wzrok skrzyżował się ze znudzonym wzrokiem profesora i wtedy jakby ożywił się. Wykrzywił twarz w najbardziej nieprzyjemnym grymasie, jaki w życiu widziałem i pchnął niewidzialną siłą w naszą stronę.
- Padnij! – krzyknął do mnie Chanyeol, który kryjąc się za górą gruzu, chronił Baekhyuna w swoich ramionach.
Nie zdążyłem.
Odrzuciłem jedynie kruche ciało Luhana gdzieś w kąt, a przerażonego do granic możliwości Kyungsoo odepchnąłem za jedną z ogołoconych kolumn.
Później niewidzialna moc przygniotła mnie do ściany z naprzeciwka, wykręcając mi wszystkie genitalia i kończyny w szaleńczym bólu. Czułem jak każdy mięsień mojego ciała krzyczy z nadmiaru cierpienia, a każda komórka błaga o litość.
Moje kości boleśnie przyszpiliły mnie do zimnej ściany i dobitnie przypominały mojemu ciału, że to jeszcze nie jest koniec.
To jak bezwładnie upadłem na gruz wydawało się nadzwyczaj delikatne w porównaniu do siły i brutalności z jaką zostałem pchnięty na ścianę, w której swoją drogą został wygrawerowany odcisk mojego ciała.
Każdy najmniejszy atom powietrza przynosił mi kolejną dawkę bólu i doskonale pamiętam, że z każdym oddechem błagałem o śmierć.
Moich uszu doszły jakieś stłumione krzyki, nie wiem, wszystko zaczęło się rozpływać i stało się jedną dużą falą, która pchnęła mnie w nieskazitelną ciemność.
Umarłem?

***

W kontraście z zimnem, który koił palący ból mojego całego ciała, na twarzy odczuwałem najprzyjemniejsze w świecie ciepło Kyungsoo’wej dłoni. Chyba po raz pierwszy nie była lodowata.
Nie umarłem, a nawet jeśli, to umarł ze mną Do i teraz jesteśmy razem już na zawsze.
Czułem pod sobą mokry mech i targający moimi włosami wiatr, zdradzający swoją obecność w szumie liści. Słyszałem równomierne, spokojne bicie znajomego mi serca oraz delikatny, choć ciągle drżący oddech i wzrok.
Patrzył na mnie nieustannie, jakby chciał nacieszyć się moim widokiem, a ja udawałem nieprzytomnego, by napawać się jego dotykiem. I wiem, że to egoistyczne, bo on się martwił, a ja tak po prostu grałem, ale nie potrafiłem odciągnąć się od jego dłoni.
W oddali tliły się zagłuszane przez roztańczone liście szepty Chanyeola i Baekhyuna, a ja z Kyungsoo trwaliśmy w ciszy.
Jakoś przeczuwałem, że to mogą być nasze ostatnie wspólne chwile.

Nie interesowało mnie, co się stało z dyrektorem, Luhanem i innymi uczniami. Nie przejmowałem się profesorem Choi, ani tym, że ciągle słyszałem odgłosy ciężkiej walki. Liczył się Kyungsoo i jego ciepła dłoń.
- Długo zamierzasz tak udawać? – odezwał się w końcu, a jego głos rozlał się echem wśród wysokich koron drzew.
A więc się zorientował.
- Dopóki nie weźmiesz ręki. Twój dotyk jest uzależniający.
Usłyszałem jego ciche mruknięcie, a później poczułem chłód.
Uchyliłem powieki i zobaczyłem nad sobą poważną twarz Kyungsoo, który bez wytchnienia studiował mnie wzrokiem.
- Co? – zapytałem.
- Nic, po prostu… - odwrócił wzrok. – Cieszę się, że nic ci nie jest.
- Jestem demonem, moje rany goją się szybciej. – podniosłem się do siadu i spojrzałem na jego zmęczoną twarz. Miał zaczerwienione, opuchnięte oczy, a na policzkach lśniły pozostałości po łzach. Płakał. Nie wiem, niby to nie powinno mnie dziwić, ale uczucie, że robił to przeze mnie było nieco… dziwne i z jednej strony się cieszyłem, a z drugiem mnie to raniło.
- Bałem się, że cię stracę. – oznajmił, rumieniąc się przy tym wściekle.
- Jakie to ckliwe. – usłyszałem za sobą.
Westchnąłem w akcie irytacji i spojrzałem przez ramię na Luhana, który przyglądał się nam bez wyrazu. Spojrzał na mnie wzrokiem, którego nie potrafiłem rozszyfrować, a później zagryzł zęby.
- Okłamaliście mnie wtedy, prawda? – powiedział w końcu.
Poczułem, jak Kyungsoo chwyta mnie za dłoń, ale nawet na niego nie spojrzałem, bo byłem zbyt zajęty studiowaniem reakcji Luhana.
- Tak. – odpowiedziałem.
- Rozumiem, że to dla mojego dobra? – prychnął pod nosem.
- Tak.
Widziałem, że zaciska pięści i chciał coś jeszcze powiedzieć, ale szybko zamknął usta i spojrzał na mnie najpierw gniewnie, a później tak inaczej, tak dziwnie, że znowu miałem trudność z rozszyfrowaniem jego odczuć.
- W każdym razie dzięki. – wydukał – Gdyby nie wy, pewnie bym już tam gnił.
- To Kyungsoo powinieneś dziękować w szczególności. – odezwałem się – Ja chciałem cię tam zostawić.
- Jesteś dość bezpośredni. – syknął.
- Zdarza się. – wzruszyłem ramionami, a później spojrzałem na Kyungsoo, który tak mocno ściskał moją dłoń, że jego kostki stały się sine. – Ej, co jest? – widziałem, że wpatrywał się na Luhana z niemałą wściekłością, zresztą tak też się czuł.
- Nic, po prostu… - nie odrywał od niego wzroku, więc spojrzałem na roześmianego Luhana, który nie robił sobie nic z morderczego wzroku Do. – Nieważne. – odetchnął i rozluźnił uścisk. Spojrzał na mnie z miłością w oczach i cholera, dlaczego on mi to robi?
Uśmiechnął się do mnie słodko i odgarniając mi włosy z twarzy, nachylił się nade mną i pocałował mnie w czoło. Czułem jego słodki zapach i gorąc buchający od jego nagiej szyi, której chciałem zresztą zasmakować.
- Kai – odezwał się, wyrywając mnie z transu – Bardzo, ale to cholernie bardzo spieprzyłem sprawę. – wyszczerzył się, przez co i ja mimowolnie uniosłem kąciki swoich ust.
Usłyszałem w tyle cichy, pełen niezadowolenia pomruk Luhana, ale ten głupi elf mało co mnie w tamtej chwili obchodził, bo cholera, Kyungsoo właśnie… wow.
Do usiadł w z powrotem na trawie, a mi już zaczęło brakować jego bliskości.

Nie wiedziałem, po co to zrobił ani jaki miał w tym cel, ale właśnie za to go kochałem. Za takie czułe, niespodziewane gesty i za to, że dzięki niemu poczułem się potrzebny.


Krótki bardzo, ale nie mogę narzekać, bo Anitka mnie zamorduje haha

5 komentarzy:

  1. Uzależniłam się od twojego opowiadania. To nienormalne...
    Kocham to uzależnienie Kai'a od Kyungsoo, serio, to jest chyba jakiś mój fetysz, bo najchętniej czytałabym tylko o tym.
    Co do technicznej strony, nie mam nic do zarzucenia, tylko przeczytaj jeszcze raz opis przyszpilenia Kai'a do ściany bo tam chyba było jakieś powtórzenie.
    Czekam z niecierpliwością, na kolejne! ♥

    nonamefanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. jeszcze nie spotkałam opowiadania, w którym spełniłyby się wszystkie moje pragnienia dotyczące Kaisoo. zachowanie Jongina w stosunku Kyungsoo jest epickie. to, jak on go potrzebuje i czerpie tyle przyjemności z tego, że może być blisko niego, jest wręcz epickie! i wszystko, co on myśli o Kyungsoo jest cudowne. mam nadzieję, że nie zakończysz tego jakąś tragedią, bo ja chcę do końca tego ff rozpływać się od ich słodyczy!
    pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kai, jak mogłeś pomyśleć o zostawieniu mojego biednego Lulu na pastwę losu? XD Właściwie... to jak oni się wydostali ze szkoły i gdzie teraz się ukrywają? ;> No i KaiSoo jak zawsze sprawia, że się rozpływam. Znaczy KaiSoo w tym ff, normalnie nie lubię ficków z nimi~
    Pozdrawiam i życzę duuuuuuuużo weny! ♥

    yehetasshole.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Kai zachował się trochę egoistycznie chcąc zostawić Luhana, ale wybaczam mu bo wkoncu to przez jego miłość do kyungsoo!
    Scena końcowa przecudna ! Czekam na więcej ;)

    OdpowiedzUsuń