Mój ostatni oddech
dedykuję Tobie
Z sufitu usypywał się tynk,
fundamenty zaczęły drżeć, a ściany kruszyć.
Nasza prywatna apokalipsa.
Pospiesznie spojrzałem na
Chanyeola, który zaciskając dłoń przestraszonego Baekhyuna, czekał w pełni
gotowości na moje polecenia. Później zerknąłem na Kyungsoo, który cały
rozdygotany przywarł do mojego ramienia. Przez żyły przepłynęła mi adrenalina,
a serce zabiło jakby odważniej, choć tak naprawdę struchlałem.
- Musimy się stąd wydostać. –
oznajmiłem, a Chanyeol jedynie skinął głową. Wybiegliśmy z pokoju i potykając
się o gruzy leżące na podłodze, przemierzaliśmy pusty korytarz. Nie myśleliśmy
wtedy o podjęciu się walki, której odgłosy agresywnie raniły nasze uszy. Naszym
jedynym priorytetem stało się bezpieczeństwo zarówno Kyungsoo jak i Baekhyuna.
Tak, to było w tamtej chwili najważniejsze.
Robiło się coraz groźniej.
Budynek pogrążał się w coraz większej ruinie, a my ciągle byliśmy w zachodnim
skrzydle. Słyszeliśmy przyćmiony echem głos profesora Choi i dobrze wiedziałem,
że jeśli szybko się stamtąd nie wydostaniemy, on nas odnajdzie i na pierwszej lepszej ścianie, naszą krwią namaluje "Gwieździstą noc" Van Gotha.
I chyba już wolałem zostać
zmiażdżony przez gruzy niż zginąć z jego ręki.
Ostatni zakręt.
36 kroków, schody, hol, dziedziniec i las, gdzie
będziemy bezpieczni.
35 kroków, to już tak niewiele.
34, idzie zbyt łatwo, coś jest nie tak.
A później usłyszeliśmy krzyk i
potężny huk. Chanyeol natychmiast się zatrzymał i spojrzał za siebie, gdzie
zobaczył przygniecionego gruzami Luhana. W jego oczach świeciły łzy i
bezsilność i choć bez słowa się nam przyglądał, słyszeliśmy jego
niewypowiedzianą prośbę o pomoc.
- Kai, jesteś silny, prawda? –
powiedział, nie odciągając wzroku od wykrzywiającego się z bólu blondyna.
- Chanyeol, nie możemy mu pomóc, musimy
uciekać. – byłem okrutny, wiem, ale nie mogłem myśleć o ratowaniu innych, mając
świadomość, że Kyungsoo nie jest w pełni bezpieczny.
I nim Chan zdążył otworzyć
ponownie usta, Do wyślizgnął mi się z rąk i nie zważając na opadający z sufitu
tynk, pobiegł pomóc swojemu współlokatorowi. Swoimi drżącymi dłońmi, niemal panicznie zaczął odrzucać kamienie we wszystkie możliwe strony. Czułem jego
przerażenie, a mimo to odważył się go uratować.
Nawet nie zdążyłem pomyśleć, a
już stałem obok niego i z dziecinną łatwością odgarniałem tony gruzu, które nie
uszkodziły Luhana tak, jak by się wydawało. Zarzuciłem lekkie ciało blondyna
przez ramię i łapiąc Kyungsoo za rękę, pobiegliśmy w stronę Chanyeola, który z
zniecierpliwieniem na nas czekał.
Ale wtedy było już za późno.
Odgłosy walk stały się zbyt
głośne, gdyż bitwa przeniosła się na korytarz, w którym się znajdowaliśmy. Cały
oddział strażników Akademii Satfold usiłował powstrzymać pana Choi
odpierającego wszelki atak bez większego wysiłku.
Mój wzrok skrzyżował się ze
znudzonym wzrokiem profesora i wtedy jakby ożywił się. Wykrzywił twarz w
najbardziej nieprzyjemnym grymasie, jaki w życiu widziałem i pchnął niewidzialną
siłą w naszą stronę.
- Padnij! – krzyknął do mnie
Chanyeol, który kryjąc się za górą gruzu, chronił Baekhyuna w swoich ramionach.
Nie zdążyłem.
Odrzuciłem jedynie kruche ciało
Luhana gdzieś w kąt, a przerażonego do granic możliwości Kyungsoo odepchnąłem
za jedną z ogołoconych kolumn.
Później niewidzialna moc
przygniotła mnie do ściany z naprzeciwka, wykręcając mi wszystkie genitalia i
kończyny w szaleńczym bólu. Czułem jak każdy mięsień mojego ciała krzyczy z
nadmiaru cierpienia, a każda komórka błaga o litość.
Moje kości boleśnie przyszpiliły
mnie do zimnej ściany i dobitnie przypominały mojemu ciału, że to jeszcze nie
jest koniec.
To jak bezwładnie upadłem na gruz
wydawało się nadzwyczaj delikatne w porównaniu do siły i brutalności z jaką
zostałem pchnięty na ścianę, w której swoją drogą został wygrawerowany odcisk
mojego ciała.
Każdy najmniejszy atom powietrza
przynosił mi kolejną dawkę bólu i doskonale pamiętam, że z każdym oddechem
błagałem o śmierć.
Moich uszu doszły jakieś
stłumione krzyki, nie wiem, wszystko zaczęło się rozpływać i stało się jedną
dużą falą, która pchnęła mnie w nieskazitelną ciemność.
Umarłem?
***
W kontraście z zimnem, który koił
palący ból mojego całego ciała, na twarzy odczuwałem najprzyjemniejsze w
świecie ciepło Kyungsoo’wej dłoni. Chyba po raz pierwszy nie była lodowata.
Nie umarłem, a nawet jeśli, to umarł ze mną Do i teraz jesteśmy razem
już na zawsze.
Czułem pod sobą mokry mech i
targający moimi włosami wiatr, zdradzający swoją obecność w szumie liści.
Słyszałem równomierne, spokojne bicie znajomego mi serca oraz delikatny, choć
ciągle drżący oddech i wzrok.
Patrzył na mnie nieustannie,
jakby chciał nacieszyć się moim widokiem, a ja udawałem nieprzytomnego, by
napawać się jego dotykiem. I wiem, że to egoistyczne, bo on się martwił, a ja
tak po prostu grałem, ale nie potrafiłem odciągnąć się od jego dłoni.
W oddali tliły się zagłuszane
przez roztańczone liście szepty Chanyeola i Baekhyuna, a ja z Kyungsoo
trwaliśmy w ciszy.
Jakoś przeczuwałem, że to mogą
być nasze ostatnie wspólne chwile.
Nie interesowało mnie, co się
stało z dyrektorem, Luhanem i innymi uczniami. Nie przejmowałem się profesorem
Choi, ani tym, że ciągle słyszałem odgłosy ciężkiej walki. Liczył się Kyungsoo
i jego ciepła dłoń.
- Długo zamierzasz tak udawać? –
odezwał się w końcu, a jego głos rozlał się echem wśród wysokich koron drzew.
A więc się zorientował.
- Dopóki nie weźmiesz ręki. Twój dotyk jest uzależniający.
Usłyszałem jego ciche mruknięcie,
a później poczułem chłód.
Uchyliłem powieki i zobaczyłem
nad sobą poważną twarz Kyungsoo, który bez wytchnienia studiował mnie wzrokiem.
- Co? – zapytałem.
- Nic, po prostu… - odwrócił
wzrok. – Cieszę się, że nic ci nie jest.
- Jestem demonem, moje rany goją
się szybciej. – podniosłem się do siadu i spojrzałem na jego zmęczoną twarz. Miał zaczerwienione, opuchnięte oczy, a na policzkach lśniły pozostałości po łzach. Płakał. Nie
wiem, niby to nie powinno mnie dziwić, ale uczucie, że robił to przeze mnie
było nieco… dziwne i z jednej strony się cieszyłem, a z drugiem mnie to raniło.
- Bałem się, że cię stracę. –
oznajmił, rumieniąc się przy tym wściekle.
- Jakie to ckliwe. – usłyszałem za
sobą.
Westchnąłem w akcie irytacji i
spojrzałem przez ramię na Luhana, który przyglądał się nam bez wyrazu. Spojrzał
na mnie wzrokiem, którego nie potrafiłem rozszyfrować, a później zagryzł zęby.
- Okłamaliście mnie wtedy,
prawda? – powiedział w końcu.
Poczułem, jak Kyungsoo chwyta
mnie za dłoń, ale nawet na niego nie spojrzałem, bo byłem zbyt zajęty studiowaniem
reakcji Luhana.
- Tak. – odpowiedziałem.
- Rozumiem, że to dla mojego
dobra? – prychnął pod nosem.
- Tak.
Widziałem, że zaciska pięści i
chciał coś jeszcze powiedzieć, ale szybko zamknął usta i spojrzał na mnie najpierw
gniewnie, a później tak inaczej, tak dziwnie, że znowu miałem trudność z rozszyfrowaniem
jego odczuć.
- W każdym razie dzięki. –
wydukał – Gdyby nie wy, pewnie bym już tam gnił.
- To Kyungsoo powinieneś
dziękować w szczególności. – odezwałem się – Ja chciałem cię tam zostawić.
- Jesteś dość bezpośredni. –
syknął.
- Zdarza się. – wzruszyłem ramionami,
a później spojrzałem na Kyungsoo, który tak mocno ściskał moją dłoń, że jego
kostki stały się sine. – Ej, co jest? – widziałem, że wpatrywał się na Luhana z
niemałą wściekłością, zresztą tak też się czuł.
- Nic, po prostu… - nie odrywał
od niego wzroku, więc spojrzałem na roześmianego Luhana, który nie robił sobie
nic z morderczego wzroku Do. – Nieważne. – odetchnął i rozluźnił uścisk.
Spojrzał na mnie z miłością w oczach i cholera, dlaczego on mi to robi?
Uśmiechnął się do mnie słodko i
odgarniając mi włosy z twarzy, nachylił się nade mną i pocałował mnie w czoło.
Czułem jego słodki zapach i gorąc buchający od jego nagiej szyi, której
chciałem zresztą zasmakować.
- Kai – odezwał się, wyrywając mnie z transu – Bardzo, ale
to cholernie bardzo spieprzyłem sprawę. – wyszczerzył się, przez co i ja
mimowolnie uniosłem kąciki swoich ust.
Usłyszałem w tyle cichy, pełen
niezadowolenia pomruk Luhana, ale ten głupi elf mało co mnie w tamtej chwili
obchodził, bo cholera, Kyungsoo właśnie… wow.
Do usiadł w z powrotem na trawie,
a mi już zaczęło brakować jego bliskości.
Nie wiedziałem, po co to zrobił
ani jaki miał w tym cel, ale właśnie za to go kochałem. Za takie czułe,
niespodziewane gesty i za to, że dzięki niemu poczułem się potrzebny.
Krótki bardzo, ale nie mogę narzekać, bo Anitka mnie zamorduje haha
Uzależniłam się od twojego opowiadania. To nienormalne...
OdpowiedzUsuńKocham to uzależnienie Kai'a od Kyungsoo, serio, to jest chyba jakiś mój fetysz, bo najchętniej czytałabym tylko o tym.
Co do technicznej strony, nie mam nic do zarzucenia, tylko przeczytaj jeszcze raz opis przyszpilenia Kai'a do ściany bo tam chyba było jakieś powtórzenie.
Czekam z niecierpliwością, na kolejne! ♥
nonamefanfiction.blogspot.com
jeszcze nie spotkałam opowiadania, w którym spełniłyby się wszystkie moje pragnienia dotyczące Kaisoo. zachowanie Jongina w stosunku Kyungsoo jest epickie. to, jak on go potrzebuje i czerpie tyle przyjemności z tego, że może być blisko niego, jest wręcz epickie! i wszystko, co on myśli o Kyungsoo jest cudowne. mam nadzieję, że nie zakończysz tego jakąś tragedią, bo ja chcę do końca tego ff rozpływać się od ich słodyczy!
OdpowiedzUsuńpozdrawiam! :D
Kai, jak mogłeś pomyśleć o zostawieniu mojego biednego Lulu na pastwę losu? XD Właściwie... to jak oni się wydostali ze szkoły i gdzie teraz się ukrywają? ;> No i KaiSoo jak zawsze sprawia, że się rozpływam. Znaczy KaiSoo w tym ff, normalnie nie lubię ficków z nimi~
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę duuuuuuuużo weny! ♥
yehetasshole.blogspot.com
Kai zachował się trochę egoistycznie chcąc zostawić Luhana, ale wybaczam mu bo wkoncu to przez jego miłość do kyungsoo!
OdpowiedzUsuńScena końcowa przecudna ! Czekam na więcej ;)
PS. Ten gif z początku jest przecudny mrr ♥
Usuń