7.08.2015

Soul of light | Rozdział 10




 Miłość nie jest niczym złym,
więc dlaczego zostaliśmy za nią ukarani?



Jungyeon.
Wszystkie kości i mięśnie boleśnie mi o sobie przypominały, przez co nie potrafiłem się ruszyć bez cichych jąknięć i wiązanki przekleństw. Gdzie jestem? Rozglądnąłem się dookoła, ale nie widziałem nic prócz gęstej ciemności. Nie mogłem dostrzec nawet własnych dłoni, a gdy krzyczałem, nie usłyszałem swojego głosu.
Gdzie ja, do jasnej cholery, jestem?
Usiadłem na ziemi i spojrzałem w górę. Gdzieś tam zauważyłem jasną, żółtą kropkę, bardzo małą i szczerze powiedziawszy, nie miałem pojęcia, co to mogło być. Wyciągnąłem rękę aby ją uchwycić, ale prawdopodobnie była za daleko.
Wyjście?
Zmarszczyłem brwi.
Czy ja umarłem?
Nic nie pamiętałem, w głowie miałem kompletną pustkę i nie wiedziałem nawet, jak się nazywam. Mimo to byłem nadzwyczaj spokojny. Może to dobrze, że o wszystkim zapomniałem? Nie byłem jakoś szczególnie ciekaw moich wspomnień, gdyż się ich bałem. Nie miałem pojęcia, jakim mogłem być człowiekiem, dlatego po prostu zostawiłem to takim jakie jest i nie usiłowałem sobie cokolwiek przypomnieć.
Wstałem z miejsca. Może i byłem zdezorientowany, ale nie zamierzałem tam tkwić. Chyba było jakieś inne wyjście oprócz tego na górze? A przynajmniej miałem taką nadzieję.
Rękami starałem się znaleźć kontury czegokolwiek; jakiejś skały, być może ściany, szukałem, ale nic nie znalazłem. Jakby pomieszczenie, w którym się znajdowałem, było niezmierzone tak jak ta nieprzenikniona ciemność.
Po kilku chwilach krążenia wokół, potknąłem się o coś i upadłem twarzą na ziemią. Syknąłem ze złości, bo teraz nawet ona będzie mnie boleć. Jedną ręką rozmasowując sobie nos, drugą szukałam czegoś, co stanowiło przeszkodę na mojej drodze i gdy natknąłem się na coś zimnego, ale delikatnego i miękkiego, zamarłem. Człowiek. Odskoczyłem od niego i mimo, że wrzasnąłem ze strachu, nadal nic nie usłyszałem. Jakby ta gęsta ciemność, zagłuszała też wszystkie odgłosy.
A może ja byłem po prostu głuchy i niewidomy?
Starając się uspokoić, przeczołgałem się z powrotem do tej osoby i delikatnie zacząłem ją plądrować moimi rękoma.
Kobieta, pomyślałem, gdy pod dłońmi wyczułem kobiece piersi. Dotykałem jej twarzy, nóg i rąk, ale ona albo była tak sparaliżowana strachem, że nie mogła się poruszyć, albo nie żyła. Przesunąłem rękę na jej klatkę piersiową, ale nie poczułem bicia serca. Dla pewności sprawdziłem i puls, lecz niestety jego również nie wyczułem. Była martwa, a ja przez chwilę zastanawiałem się, czy miałem z nią coś wspólnego? Dostaliśmy się tu razem? Dlaczego ja żyłem, a ona nie?
I wtedy przypomniałem sobie wszystko. Jej tożsamość, naszą historię i nieszczęśliwą miłość.
Na początku opadłem na ziemię, starając się dać moim myślom płynąć wraz z moimi łzami. Cholera, wiedziałem, że brak jakichkolwiek wspomnień byłby dla mnie lepszy niż pamiętanie tego wszystkiego. Niestety to byłoby za proste i zbyt egoistyczne. Nie mogłem tak tego zostawić, Alice mnie uratowała i zasługiwała na pamięć.
Zasługiwała również na pomszczenie jej śmierci.
Byłem zły. Wściekły. Krzyczałem, wrzeszczałem i wyłem z bólu, który rozrywał mnie od środka. Lepsza strona mnie umarła, ratując mi tym życie. Schowałem twarz w dłonie, nie mogąc powstrzymać łez. To ja powinienem ją chronić, a nie ona mnie! Nawet jeśli była moim demonem, to kochałem ją. Darzyłem ją tak głęboką miłością, że wolałem umrzeć niż zostać sam.
A ona mnie zostawiła.
Przez jakiś czas obwiniałem siebie, później ją, a na końcu zauważyłem, że wina nie leży po stronie żadnego z nas. My byliśmy po prostu zakochani, nie zrobiliśmy nic złego. Nawet jeśli ona zdradziła Lucyfera, to on nie darzył jej nawet sympatią, a co dopiero miłością. Nie mógł zaoferować jej nic, podczas gdy ja dałem jej wszystko, o czym marzyła. Z Alice byliśmy bezbronni wobec siebie i całego świata. Nie mieliśmy nic, tylko naszą miłość, którą bestialsko nam odebrano. To była ich wina. To oni nas rozdzielili i skazali na śmierć.
Musiałem się zemścić.

Powinnam zainwestować w kolorowe gify, eh. W każdym razie przypominam, że Jungyeon jest dziadkiem Kyungsoo i mam nadzieję, że ten rozdział już Wam coś mówi. Haha. Dobra, nieważne. Jeszcze i tak wszystko wyjdzie na jaw. I błagam, nie zjedzcie mnie za to hetero (i know, hetero = zero), ale no i tak rozdział baaardzo króciutki, bo ma lekko ponad 600 słów. Zresztą, nie wiem, czy wiecie, ale już zaczęłam pisać kolejnego oneshota i to znowu będzie hunhan. Haha. Jakoś najlepiej mi się o nich pisze, dlatego SOL też miało być o nich i w sumie w ostatniej chwili zmieniłam zdanie na kaisoo. ;)) Kocham Was bardzo mocno i do następnego! ♥

4 komentarze:

  1. Ciekawe! Serio, mega mnie ciekawi co będzie dalej. Mam nadzieje, ze jak najszybciej napiszesz coś nowego.
    Ps Nadal czekam na zazdrosnego Kai'a.
    Ps2 Pisz to dłuższe! ;:

    nonamefanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. I tak dziękuję że tak szybko dodajesz te rozdziały <3 jakoś hunhana przeżyje, taka przerwa dobrze mi zrobi, albo nie....będę miała mętlik w głowie CO DALEJ XD

    Tokki

    OdpowiedzUsuń
  3. Aigo kocham cie za tak częste dodawanie rozdziałów. Szczerze ten rozdział nic mi nie mówi i wg nie wiem co będzie dalej czyżby pojawienie się w ten szkole kyungsoo to sprawka tego dziadka? Eh nie wiem. Nawet nie wiesz jak się ciesze ze w ostatniej chwili zmieniłaś paring w tym opku. Gdyby to był hunhan na pewno bym nie czytała bo nie lubię tego paringu wiec dobrze ze to kaisoo bo opowiadanie jest genialne;)
    Czekam na więcej i dużo kaisoo ♡ pozdrawiam i życzę dużo weny

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczerze jakoś nie wyobrażam sobie hunhana w tym opowiadaniu...Mimo ,że to mój ulubiony paring to Kaisoo lepiej tu pasuje. Rozdział króciutki,ale mam nadzieje ,że następne będą dłuższe ! I jestem szczęśliwa ,ze dodajesz rozdziały bardzo szybko ( baaaardzo mnie to cieszy :D) Są świetne. Umiesz trzymać w napięciu. Teraz mam więcej czasu ,wiec będę dodawać komentarze w ten sam dzień co dodasz ,a nie... No to czekam na rozdział bo, chce wiedzieć jak, wszystko się dalej potoczy i no dużo Kaisoo !!! Weny życzę :***

    OdpowiedzUsuń