Miłość nie jest niczym złym,
więc dlaczego zostaliśmy za nią ukarani?
Jungyeon.
Wszystkie kości i mięśnie
boleśnie mi o sobie przypominały, przez co nie potrafiłem się ruszyć bez
cichych jąknięć i wiązanki przekleństw. Gdzie
jestem? Rozglądnąłem się dookoła, ale nie widziałem nic prócz gęstej
ciemności. Nie mogłem dostrzec nawet własnych dłoni, a gdy krzyczałem, nie
usłyszałem swojego głosu.
Gdzie ja, do jasnej cholery, jestem?
Usiadłem na ziemi i spojrzałem w
górę. Gdzieś tam zauważyłem jasną, żółtą kropkę, bardzo małą i szczerze
powiedziawszy, nie miałem pojęcia, co to mogło być. Wyciągnąłem rękę aby ją uchwycić,
ale prawdopodobnie była za daleko.
Wyjście?
Zmarszczyłem brwi.
Czy ja umarłem?
Nic nie pamiętałem, w głowie
miałem kompletną pustkę i nie wiedziałem nawet, jak się nazywam. Mimo to byłem
nadzwyczaj spokojny. Może to dobrze, że o wszystkim zapomniałem? Nie byłem
jakoś szczególnie ciekaw moich wspomnień, gdyż się ich bałem. Nie miałem
pojęcia, jakim mogłem być człowiekiem, dlatego po prostu zostawiłem to takim
jakie jest i nie usiłowałem sobie cokolwiek przypomnieć.
Wstałem z miejsca. Może i byłem
zdezorientowany, ale nie zamierzałem tam tkwić. Chyba było jakieś inne wyjście
oprócz tego na górze? A przynajmniej miałem taką nadzieję.
Rękami starałem się znaleźć
kontury czegokolwiek; jakiejś skały, być może ściany, szukałem, ale nic nie
znalazłem. Jakby pomieszczenie, w którym się znajdowałem, było niezmierzone tak
jak ta nieprzenikniona ciemność.
Po kilku chwilach krążenia wokół,
potknąłem się o coś i upadłem twarzą na ziemią. Syknąłem ze złości, bo teraz
nawet ona będzie mnie boleć. Jedną ręką rozmasowując sobie nos, drugą szukałam
czegoś, co stanowiło przeszkodę na mojej drodze i gdy natknąłem się na coś
zimnego, ale delikatnego i miękkiego, zamarłem. Człowiek. Odskoczyłem od niego
i mimo, że wrzasnąłem ze strachu, nadal nic nie usłyszałem. Jakby ta gęsta
ciemność, zagłuszała też wszystkie odgłosy.
A może ja byłem po prostu głuchy
i niewidomy?
Starając się uspokoić,
przeczołgałem się z powrotem do tej osoby i delikatnie zacząłem ją plądrować
moimi rękoma.
Kobieta, pomyślałem, gdy pod
dłońmi wyczułem kobiece piersi. Dotykałem jej twarzy, nóg i rąk, ale ona albo
była tak sparaliżowana strachem, że nie mogła się poruszyć, albo nie żyła.
Przesunąłem rękę na jej klatkę piersiową, ale nie poczułem bicia serca. Dla
pewności sprawdziłem i puls, lecz niestety jego również nie wyczułem. Była
martwa, a ja przez chwilę zastanawiałem się, czy miałem z nią coś wspólnego?
Dostaliśmy się tu razem? Dlaczego ja żyłem, a ona nie?
I wtedy przypomniałem sobie
wszystko. Jej tożsamość, naszą historię i nieszczęśliwą miłość.
Na początku opadłem na ziemię,
starając się dać moim myślom płynąć wraz z moimi łzami. Cholera, wiedziałem, że
brak jakichkolwiek wspomnień byłby dla mnie lepszy niż pamiętanie tego wszystkiego.
Niestety to byłoby za proste i zbyt egoistyczne. Nie mogłem tak tego zostawić,
Alice mnie uratowała i zasługiwała na pamięć.
Zasługiwała również na
pomszczenie jej śmierci.
Byłem zły. Wściekły. Krzyczałem,
wrzeszczałem i wyłem z bólu, który rozrywał mnie od środka. Lepsza strona mnie
umarła, ratując mi tym życie. Schowałem twarz w dłonie, nie mogąc powstrzymać
łez. To ja powinienem ją chronić, a nie ona mnie! Nawet jeśli była moim
demonem, to kochałem ją. Darzyłem ją tak głęboką miłością, że wolałem umrzeć
niż zostać sam.
A ona mnie zostawiła.
Przez jakiś czas obwiniałem
siebie, później ją, a na końcu zauważyłem, że wina nie leży po stronie żadnego
z nas. My byliśmy po prostu zakochani, nie zrobiliśmy nic złego. Nawet jeśli
ona zdradziła Lucyfera, to on nie darzył jej nawet sympatią, a co dopiero
miłością. Nie mógł zaoferować jej nic, podczas gdy ja dałem jej wszystko, o czym marzyła. Z Alice byliśmy bezbronni wobec siebie i całego świata. Nie mieliśmy nic, tylko naszą
miłość, którą bestialsko nam odebrano. To była
ich wina. To oni nas rozdzielili i skazali na śmierć.
Musiałem się zemścić.
Powinnam zainwestować w kolorowe gify, eh. W każdym razie przypominam, że Jungyeon jest dziadkiem Kyungsoo i mam nadzieję, że ten rozdział już Wam coś mówi. Haha. Dobra, nieważne. Jeszcze i tak wszystko wyjdzie na jaw. I błagam, nie zjedzcie mnie za to hetero (i know, hetero = zero), ale no i tak rozdział baaardzo króciutki, bo ma lekko ponad 600 słów. Zresztą, nie wiem, czy wiecie, ale już zaczęłam pisać kolejnego oneshota i to znowu będzie hunhan. Haha. Jakoś najlepiej mi się o nich pisze, dlatego SOL też miało być o nich i w sumie w ostatniej chwili zmieniłam zdanie na kaisoo. ;)) Kocham Was bardzo mocno i do następnego! ♥
Ciekawe! Serio, mega mnie ciekawi co będzie dalej. Mam nadzieje, ze jak najszybciej napiszesz coś nowego.
OdpowiedzUsuńPs Nadal czekam na zazdrosnego Kai'a.
Ps2 Pisz to dłuższe! ;:
nonamefanfiction.blogspot.com
I tak dziękuję że tak szybko dodajesz te rozdziały <3 jakoś hunhana przeżyje, taka przerwa dobrze mi zrobi, albo nie....będę miała mętlik w głowie CO DALEJ XD
OdpowiedzUsuńTokki
Aigo kocham cie za tak częste dodawanie rozdziałów. Szczerze ten rozdział nic mi nie mówi i wg nie wiem co będzie dalej czyżby pojawienie się w ten szkole kyungsoo to sprawka tego dziadka? Eh nie wiem. Nawet nie wiesz jak się ciesze ze w ostatniej chwili zmieniłaś paring w tym opku. Gdyby to był hunhan na pewno bym nie czytała bo nie lubię tego paringu wiec dobrze ze to kaisoo bo opowiadanie jest genialne;)
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej i dużo kaisoo ♡ pozdrawiam i życzę dużo weny
Szczerze jakoś nie wyobrażam sobie hunhana w tym opowiadaniu...Mimo ,że to mój ulubiony paring to Kaisoo lepiej tu pasuje. Rozdział króciutki,ale mam nadzieje ,że następne będą dłuższe ! I jestem szczęśliwa ,ze dodajesz rozdziały bardzo szybko ( baaaardzo mnie to cieszy :D) Są świetne. Umiesz trzymać w napięciu. Teraz mam więcej czasu ,wiec będę dodawać komentarze w ten sam dzień co dodasz ,a nie... No to czekam na rozdział bo, chce wiedzieć jak, wszystko się dalej potoczy i no dużo Kaisoo !!! Weny życzę :***
OdpowiedzUsuń