Jego prawdziwy oddech,
prawdziwy uśmiech,
prawdziwe oblicze.
- Przepraszam.
- Nie masz za co, chronisz mnie,
powinienem ci…
- Dziękować, huh? – przerwałem
mu, bo ta jego potulność nieźle grała mi na nerwach. Oparłem dłonie na
biodrach. – Właśnie wpadłeś przeze mnie w jeszcze większe bagno, a ty chcesz mi
jeszcze dziękować? – prychnąłem.
Do westchnął, opuszczając głowę,
zamyślił się na chwilę, po czym z dziwnym wyrazem twarzy spojrzał mi w oczy.
- Boję się, że gdybym powiedział
ci, jak bardzo mnie wkurwiłeś tym swoim kłamstwem, odwróciłbyś się do mnie dupą
i poszedłbyś sobie w ciul, a ja zostałbym sam.
Chwilę wpatrywaliśmy się w
siebie.
Czekaj, co ja właśnie usłyszałem?
Uniosłem brwi z wrażenia.
- Nie chcę cię stracić, jesteś
moją jedyną nadzieją, okej? – Do wyglądał na złego i zrozpaczonego
jednocześnie. On zawsze taki był? –
Nie przeżyję bez ciebie.
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć.
Z jednej strony cieszyłem się, że jestem mu tak cholernie potrzebny, a z
drugiej lekko wkurzony i sam nie wiedziałem dlaczego.
- Okej. – wykrztusiłem. – Nie
musisz mi tak ciągle lizać dupy. – podrapałem się po głowie. – Nie obrażę się,
to znaczy… może obrażę, ale nie zostawię
cię.
- Dlaczego mnie nie zostawisz? –
jego uśmiech stał się lekko zadziorny, choć na jego twarz znowu wkradła się
dziecięca słodkość. Robił to specjalnie. Dopiero wtedy się zorientowałem, jak
bardzo jest przebiegły.
Owinął mnie sobie wokół palca.
Westchnąłem gniewnie.
- Ty gnido. – warknąłem, ale on
tylko wzruszył ramionami. – Wziąłeś mnie na litość.
- Może. – rzucił obojętnie – Ale
to dlatego, że cię bardzo, bardzo potrzebuję. – uchwycił moją dłoń. To było tak
szalenie intymne, że aż mnie przeszły dreszcze. – Nie opuszczaj mnie. –
pogładził moją skórę swoim kciukiem.
Westchnąłem, rozczochrując jego
czarne włosy.
- Bez obaw.
+
Każdy dzień płynął tak samo. Ja
przychodziłem po niego godzinę przed zajęciami, obserwowałem jak się ubiera i
wykonuje poranną toaletę, szliśmy razem na śniadanie, a następnie odprowadzałem
go pod klasę. Unikaliśmy tłumów i natrętnych uczniów, wierzących w moje
kłamstwo. Jedliśmy razem, spacerowaliśmy i nocami rozmawialiśmy. Przychodziłem
po niego, pilnowałem, by nikt obcy i niebezpieczny się do niego nie zbliżał.
A już szczególnie Kris.
Nie podobało mi się, że o
wszelkie rady miłosne prosił Kyungsoo, który zazwyczaj i tak go zbywał ze
względu na Chanyeola.
- Więc ostatnio zgubił telefon? –
brunet zaklasnął w dłonie z podekscytowania.
Kyungsoo entuzjastycznie pokiwał
głową.
- To twoja szansa, Chan.
O proszę, już nawet zdrabnia jego imię.
- Ale… gdzie ja ją mogę znaleźć?!
– rzucił się na plecy i rozpaczliwie zaczął krzyczeć w poduszkę.
- Gdyby Baekhyun wiedział,
prawdopodobnie już by ją miał przy sobie, idioto. – syknąłem zza książki, którą
teoretycznie „czytałem”. W rzeczywistości oglądałem literki.
- D.O, pomóóóóż!
- D.O? – uniosłem brwi.
- Tak, to jego ksywa.
Prychnąłem, gdy zauważyłem jak
Kyungsoo wyraźnie zażenowany drapie się po tyle głowy.
Przewróciłem oczami i na nowo
spojrzałem na wiązankę liter, które tworzyły jakieś tam wyrazy, a nawet spójne
zdania.
- No dobra, niech ci będzie,
pomogę ci jej szukać. – westchnął przeciągle.
- To super, wiesz?! Zacznijmy już
teraz! – Chanyeol uchwycił jego dłonie i wstał, ciągnąc go za sobą.
- Kai, idziesz z nami? – Kyungsoo
spojrzał na mnie porozumiewawczo. Dobrze wiedział, że beze mnie nie mógł iść, a
mimo to się zgodził.
Rzuciłem mu wściekłe spojrzenie.
- Chyba nie mam wyboru. –
burknąłem.
Przeszukaliśmy
wszystkie korytarze, stołówkę, klasy, a nawet ogród. To znaczy… oni szukali, ja
za nimi szedłem i pilnowałem Do.
- No chyba nie rozpłynął się w
powietrzu. – warknął zdenerwowany Chanyeol, uderzając głową o ścianę.
- Na pewno musi gdzieś być. – Do
wyglądał na zdeterminowanego, prawie tak bardzo jak wtedy, gdy usiłował mnie
zatrzymać przy sobie.
- Szukaliśmy już wszęęędzie. –
jęczał żałośnie.
- Chcesz zdobyć Baekhyuna czy
nie? – podbudowywał go.
- Chcę!
- To szukaj dalej.
No i szukał.
Ogólnie zastanawiałem się, jak
Chanyeol usiłował to zrobić. W końcu on był w i l k o ł a k i e m, a Baekhyun w
a m p i r e m. Te dwa rody od dawien dawna się nienawidziły, walczyły i
rywalizowały ze sobą. Nawet nie miał pewności, czy odpowie mu na zwykłe
„cześć”, a on już myślał o miłości. W sumie, to nie zazdrościłem mu. Zadurzył
się w chłopaku, który jest celem Krisa. Genialnie.
Przeszukał całą Akademię, ale
nigdzie nie potrafił odnaleźć tego pieprzonego telefonu. Z jednej strony byłem
pełen podziwu, że dla osoby, której nie zna, potrafił zrobić tak wiele, a z
drugiej byłem potwornie zły, bo przez cały ten czas musiałem im towarzyszyć.
A to wszystko przez Kyungsoo.
- Dajcie już sobie spokój. –
jęknąłem, gdy zrobili sobie chwilę przerwy.
- Tym razem muszę się zgodzić z
Kaiem, Chan. Będzie jeszcze inna okazja. – uśmiechnął się lekko i spojrzał na
zasmuconego bruneta.
- Ale… - przerwał i przywarł
gorącym policzkiem do zimnego blatu stołu w jadalni. – A jeśli nie będzie innej
szansy? W końcu Kris… - westchnął. – O wilku mowa. – jego mina stała się
poważniejsza, a rysy jakby stały się ostrzejsze. Uniósł się i wyprostował,
obserwując zbliżającego się do naszego stolika WuFana. Powitał go sztucznym
uśmiechem.
- Och, Chanyeol, cześć. –
wyszczerzył się nienaturalnie i pochylił się nad stolikiem, patrząc na bruneta
z góry. – Odpuść sobie, Baekhyun jest już mój.
Chanyeol warknął mu w twarz.
- Odwal się, Kris. Dobrze ci
radzę.
W tym momencie blondyn wyciągnął
z kieszeni swojego czarnego płaszcza jakiś przedmiot. Telefon. Triumfalnie się
uśmiechnął, wymachując nim przed twarzą Chanyeola, a później bez słowa odszedł.
- Cholera jasna.
+
- Może po prostu do niego
zagadaj? – przewróciłem oczami, widząc jak zrozpaczony Chanyeol miota się na
łóżku.
- To nie takie proste.
- To właśnie jest proste.
- Nie jest. Nigdy nie musiałeś o
kogoś się ubiegać, więc się nie odzywaj. – warknął.
- A Do niby się ubiegał? –
prychnąłem.
- Tak. Dlatego ma większe
doświadczenie niż ty.
Spojrzałem na niego kątem oka.
Kyungsoo zakochany? Może, ale
jakoś nie potrafiłem wyobrazić go sobie w związku. Był zbyt… hm, no nie wiem.
Po prostu nie widziałem go w tej roli.
- Do miał kogoś? – nie potrafiłem
się powstrzymać od zadania tego pytania.
- Miał.
- Kogo?
Chanyeol zaśmiał się melodyjnie i
usiadł na łóżku, przyglądając mi się podejrzliwie.
- Jesteś zazdrosny.
To nie było pytanie. Spojrzałem
na niego z dezaprobatą.
- Nie, idioto. Nie jestem taki
głupi, by się zakochać.
- Sugerujesz coś? – zmarszczył brwi.
- Skąd! – uśmiechnąłem się,
zarzucając ręcznik przez ramię i ruszyłem do łazienki.
Zakochałem się? Nie. Na pewno
nie. To coś w rodzaju… wdzięczności, że jestem mu potrzebny i współczucia, że
każdy kolejny dzień może być jego ostatnim. To nie miłość. To moje więzy krwi
ciągną mnie do niego.
Jestem demonem, a on człowiekiem.
To dlatego tam mnie pociąga.
+
Chanyeol warczał całą noc, nie
dał mi spać. Czułem jego smutek i złość, wiedziałem, że on również nie potrafił
zmrużyć oka. Było mi go odrobinę żal.
- Powinieneś działać, póki Kris
nie wykorzysta swojej karty.
- To nie takie proste Kai. –
posmutniał – On jest wampirem, nawet na mnie nie spojrzy! Gdybym miał ten
telefon… - potarł twarz dłońmi, ścierając z niej resztki zmęczenia i goryczy.
Przybrał uśmiech i rozpromienił się.
- Chodźmy po D.O.
Pokiwałem głową.
+
Lekcje mijały jedna po drugiej.
Każda nudniejsza od poprzedniej, usypiałem. Wyglądnąłem przez okno, gdzie
odbywały się lekcje wychowania fizycznego klasy Chanyeola. Niby nic nowego, ale
gdzieś tam na uboczu mój przyjaciel i Kris okładali się pięściami i dobrze
wiedziałem dlaczego. Kilku uczniów i wychowawca usiłowało ich rozdzielić, ale
ci byli zbyt rozwścieczeni.
Uśpiono ich.
Niesamowicie mnie to
zaniepokoiło, bo mimo, że z Chanyeolem znam się od jakiś dwóch tygodni, to
zdążyłem się do niego przyzwyczaić, a nawet go polubić. Był zabawny i szalony,
ale również impulsywny i w gorącej wodzie kąpany. Jak dziecko.
Najpierw robił, później myślał.
Wraz z dzwonkiem wybiegłem klasy
i zbierając po drodze Kyungsoo udałem się do pielęgniarki, gdzie prawdopodobnie
wylądował Chanyeol.
- Co się stało? – pytał w biegu
Do.
- Pobili się.
- O Baekhyuna?
- Prawdopodobnie.
Wpadliśmy do gabinetu i
skierowaliśmy się do łóżka, na którym leżał skulny brunet.
- Chanyeol. – szepnął Do, gładząc
go po ramieniu.
Zignorowałem tę czułość i
skupiłem się na sednie sprawy.
- Coś ty znowu odwalił? –
potrząsnąłem nim. Twarz miał wykrzywioną w grymasie bólu.
- Chodzą ze sobą, kurwa mać. –
syknął.
Opadłem na krzesło, wzdychając.
- Zdążył się już pochwalić, jak
pięknie Baekhyun wygląda od tyłu. – zacisnął pięści na białej pościeli.
Kyungsoo opuścił głowę, milczał zupełnie tak jak ja. Kompletnie nie
wiedzieliśmy, w jaki sposób moglibyśmy go pocieszyć.
Nie wiem. Dziwnie mi się pisze to opowiadanie. Jest jakieś słabe i mdłe. W dodatku nie potrafię skończyć mojego oneshota. No błagam! Piszę go już miesiąc, a nawet dwa :/ Kopnąłby mnie ktoś w dupę, bo brak motywacji :(
E tam mi się to opowiadanie bardzo podoba! Biedny chanyeol cierpi teraz pewnie przez Krisusa :( Niech kai wkoncu zrozumie ze to nie przez to ze jest demonem tak go ciągnie do kyungsoo a dlatego ze go bardzo lubi! To opowiadanie zdecydowanie jest za krótkie bo czyta się i czyta i nagle koniec a ja chcę więcej. Mam nadzieje ze motywacja do pisania szybko wróci. Pamiętaj ze ja czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. Pozdrawiam <3
OdpowiedzUsuńNo to teraz moja wyobraźnia działa, już gdzieś tam w myślach układam sobie drame, gdzie Kyungsoo bardziej zakumpluje się z wilczkiem, Chan się w nim zakocha i dopiero będzie miał Kai twardy orzech do zgryzienia > D
OdpowiedzUsuńNie będę pomocna, wybacz! Ale skup się na tej serii A oneshot jak będziesz miała na niego szczególnego smaka, wtedy jakoś przeżyje bo bede świadoma, że tworzyłaś to z radością > D
Kyo
Mam nadzieję, że jakoś Chan i Baek będą razem... (*Może KRIS tylko kłamał *oby**) ŻYCZĘ WENY !! <333
OdpowiedzUsuń