3.07.2015

Soul of light | Rozdział 4



Krople deszczu
odliczały czas
do naszego końca


Obudził mnie deszcz, który wziął całą Akademię w swoje objęcia. Zakładając śnieżnobiałą koszulę, obserwowałem mokre strużki spływające po śliskiej powierzchni okna. Złudnie przypominały łzy Kyungsoo.
A właśnie. Kyungsoo. Prawie zapomniałem.
Rzuciłem się do drzwi, w międzyczasie zarzucając na siebie marynarkę i luzując krawat. Zdezorientowany Chanyeol spojrzał na mnie zaspanym wzrokiem, po czym znowu runął na białą pościel i wkrótce pod nią zaginął.
Szybko pobiegłem na piętro wyżej i zapukałem do drzwi pokoju 354. Otworzył mi blondyn z włosami w nieładzie i szczoteczką do zębów w ustach. Podejrzliwie zmierzył mnie wzrokiem, a na końcu rzucił ostrzegawcze spojrzenie.
- Kim jesteś i czego chcesz? – elfy nigdy nie były ufne, więc nie zdziwiło mnie jego zachowanie.
- Przyszedłem po Do. – chwilę mi się jeszcze poprzyglądał, po czym zostawiając otwarte drzwi, ruszył w głąb pokoju. Nie zdążyłem zaglądnąć do środka, bo przede mną pojawił się Kyungsoo. Miał na sobie koszulę z żabotem, szare spodenki i białe skarpetki za kostkę. Specyficzny klimat Akademii Satfold nawet jemu się udzielił.
- Gotowy? – pokiwał lekko głową. - Więc jaka jest twoja pierwsza lekcja?
- Anatomia.
Szliśmy ramię w ramię, nie wypowiadając przy tym ani słowa. Ciągle byliśmy zawstydzeni po poprzedniej nocy, której to zapragnąłem odwiedzić Do i nagadać mu parę żenujących rzeczy. Ugh.
Odprowadziłem go pod same drzwi klasy, zabraniając mu z kimkolwiek rozmawiać. Wystarczyło, że brakiem aury się już wyróżniał. Poza tym jego ciało było liche, kruche i delikatne. Jedno uderzenie lub chociażby ugryzienie najsłabszego wampira potrafiłoby go zabić.
- Po prostu tam siedź i się nie wyróżniaj.
Spojrzał na mnie niepewnie, jakby chciał coś powiedzieć, ale wkrótce tylko pokiwał głową i odszedł.

Całą lekcję demonologii martwiłem się o tego marnego człowieka. Nie, nie dlatego, że darzyłem go większą sympatią i tak dalej, nie. W sumie to mnie nawet denerwował tą swoją płaczliwą naturą.
 Po prostu był słaby, o wiele słabszy niż powinien być i polegał tylko i wyłącznie na mnie. Byłem dla niego ważny. A ja nie chciałem stracić osoby dla której coś znaczę. Tyle.
Odmierzałem sekundy do końca zajęć i wraz z dzwonkiem wybiegłem z sali, kierując się w stronę klasy Do. Zaniepokoiłem się, gdy zauważyłem go rozmawiającego z Krisem.
A Kris był aniołem śmierci, co źle wróżyło.
- Cześć. – moje serce truchlało. Kris odwrócił się od niego i znudzonym wzrokiem przestudiował moją twarz.
- Hej. – przewrócił oczami. Znowu spojrzał na przestraszonego Kyungsoo, który zaciskał zsiwiałe już palce na brzegu rękawów swojej koszuli.
Anioł zaczął mu coś szeptać do ucha. Zmarszczyłem brwi.
- Coś nie tak? – kontynuowałem.
Kris westchnął z rezygnacją i oddalił się od Do.
- To twój chłopak, czy jak? – warknął z wyrzutem. – Daj nam trochę porozmawiać. – spojrzałem pytająco na Kyungsoo. Pokiwał głową na wznak, że mogę się trochę oddalić. Zaufałem mu i stanąłem w kącie korytarza, nie spuszczając z nich wzroku.
Dopiero gdy z klasy wyszedł jakiś malutki szatyn, Kris ośmielił się zostawić Do w spokoju. Nie zwlekając, podszedłem do niego.
- O co mu chodziło? – zapytałem zaniepokojony. Nie wiem, chyba się bałem, że ktoś mógł coś zauważyć.
- Podoba mu się kolega z mojej klasy, a mianowicie Byun Baekhyun. – odpowiedział, delikatnie się przy tym uśmiechając. – Wypytywał mnie o niego.
Byun Baekhyun? Skąd ja znam to imię?
I dopiero wtedy mnie olśniło.
- Znasz go? Tego Baekhyuna?
 Kyungsoo spojrzał na mnie, mrużąc oczy.
- Tobie też się podoba?
Parsknąłem.
- To był ten chłopak, za którym polazł Kris, prawda?
Do pokiwał głową.
- Więc nie. – spojrzałem na jego zarumienioną twarz. – Ale muszę o nim zdobyć jak najwięcej informacji, a ty mi w tym pomożesz.
- Co? Dlaczego?
- Bo podoba się mojemu przyjacielowi – przyjacielowi, huh – I obiecałem mu pomóc.
Wtedy zorientowałem się, że Do uwielbiał romanse, zakochane pary i ogólnie fascynowała go miłość. Lubił oglądać początkowe zaloty, ubiegania się o drugą osobę, a na jakąkolwiek wzmiankę o głębszym uczuciu na jego twarz wkradał się szeroki uśmiech. Myślę, że to dlatego tak upierał się przy tym, by mógł osobiście opowiedzieć Chanyeolowi o swoim koledze. Chciał być blisko zakochanych. Oczywiście tłumaczył się tym, że mówienie o kimś przez pośrednika to „tak nieładnie”, jak on to ujął. Mówił również, że ja mógłbym pominąć kilka istotnych faktów, a on zna Baekhyuna osobiście i tak będzie wygodniej. Uznał też, że miło by mu było poznać moich znajomych. Oczywiście od razu zaprotestowałem, bo to wilkołak, a wilkołak i człowiek to nie najlepsze połączenie. Niestety Kyungsoo był nieugięty.
- Przecież będziesz tam ze mną, obroniłbyś mnie, prawda? – uśmiechnął się lekko, a w jego oczach dostrzegłem dziwny błysk.
- Od kiedy jesteś się taki pewny? – parsknąłem.
- Od kiedy jesteś ze mną.
Przekonał mnie.

+

Wiedziałem, że tak to się skończy.
Zaraz po wejściu moim i Do do pokoju, Chanyeol rzucił się na niego i przygwoździł do podłogi, przyduszając.
- Kto to jest? – warknął przez zaciśnięte zęby, obwąchując powietrze i samego bruneta.
 Przeoczyłem fakt, że Chanyeol miał czulszy węch i brak zapachu oraz aury Do mu nie umknie. Ba! Wyczuje w nim wroga, niebezpieczeństwo.
- To jest pierwszoroczny Do Kyungsoo, zostaw go. – ale on nie odpuszczał.
- Jest dziwny. – warczał, ani trochę nie luzując uścisku. Twarz bruneta zaczęła czerwienieć od braku tlenu.
- Zostaw go.
- Pff. – dłoń na jego gardle zacisnął jeszcze mocniej. Park był w dziwnym amoku. Do zaczął się wić, usiłując ostatkami sił wyrwać się z morderczego uścisku. 
Nie miałem wyboru.
Na początku delikatnie zacząłem odsuwać Chanyeola, nadal prosząc go łagodnie, aby przestał i to nie była moja wina, że nie posłuchał. To nie była moja wina, że musiałem go uderzyć.
Park spojrzał na mnie gniewnie, ocierając bladą dłonią swój krwawiący nos. Do leżący na ziemi przeczołgał się za moje plecy, gdzie łapczywie łapał powietrze. Nie płakał, chyba był w zbyt wielkim szoku.
-Co ty zrobiłeś? – syknął.
- Uderzyłem cię. – odpowiedziałem bez skrupułów. – Zabiłbyś go.
Chanyeol się zmieszał przez chwilę, ale nadal wyczuwałem w powietrzu jego złość. Był blisko furii, myślałem, że w końcu i na mnie natrze.
- I?
- I? – zakpiłem. – Zabiłbyś innego ucznia, Chanyeol. Nie popuściliby ci. - Nastała chwila milczenia. W końcu przerwało ją ciche westchnięcie mojego współlokatora.
Wstał z podłogi, trzymając się za nos. Obszedł mnie i przyjrzał się zagubionemu Do, który nadal kaszlał i nierównomiernie oddychał. Brunet z przerażeniem wymalowanym w swoich czarnych tęczówkach, błagalnie na mnie spojrzał. Bał się.
- Wybacz. – Chanyeol podał mu dłoń. Kyungsoo widocznie nie tego się spodziewał, bo wyglądał na zaskoczonego.
Odchrząknął i również wstał, patrząc na niego z dołu.
- Spoko. – jego głos lekko drżał.
- Nie masz aury, to było… dziwne. – zmarszczył podejrzliwie brwi.
Chanyeol wiedział. Widziałem to po jego minie. Wbrew pozorom był bardzo bystry, a w rankingu najlepszych uczniów w szkole on zajmował pierwsze miejsce. Podobno stanowił chodzącą encyklopedię i miał prawie tak ogromną wiedzę jak mój profesor-wychowawca.
Wiedział, że Do był człowiekiem i nie odpuściłby mu, bo po pierwsze nie potrafił trzymać języka za zębami, a po drugie dlaczego miałby go niby kryć?
- Jest potomkiem Zefira. – skłamałem, aby zatrzeć jego człowieczeństwo. – Dlatego nie ma aury.
- Wow. – oczy Chanyeola poszerzyły się. – Nie wiedziałem, że potomkowie bogów greckich jeszcze istnieją.
- Jest ostatnim. – nie potrafiłem skończyć.
- Co? Naprawdę? Ale super! – Chanyeol klasnął w dłonie. – Jej, stary, sorry, że cię tak niekulturalnie przyjąłem! – zaśmiał się.
- Jest okej. – Do prawie szeptał. Chyba był przytłoczony moim kłamstwem.
- Do może ci pomóc, jeśli chodzi o Baekhyuna. – pospieszyłem.
- Serio? – ucieszył się jeszcze bardziej. – Głupio mi teraz, bo chciałeś mi pomóc, a ja cię prawie zabiłem. – podrapał się nerwowo po głowie.
- Nie, jest w porządku. – brunet uśmiechnął się łagodnie. – Więc, co chciałbyś wiedzieć?
- Wszystko co wiesz. – odpowiedział natychmiast.
Rozsiedliśmy się na kanapie.
- Wiem dość sporo. Siedzę z nim w ławce i w ogóle.
Przez głowę przemknęła mi pewna myśl.
- Przecież zabroniłem ci… -  z kimkolwiek rozmawiać. Jednak nie dokończyłem, bo z nami był Chanyeol, który i tak nam niezbyt ufał.  – Nosić tę brzydką koszulę. Wyglądasz w niej jak wiktoriański przydupas. – powiedziałem bardziej naturalnie, niż się spodziewałem. Chanyeol chyba mi uwierzył, Do zresztą też, bo zrobił naburmuszoną minę.
- Nie będziesz mi mówił, jak mam się ubierać.
Ohoho, jaki się odważny i niezależny zrobił. A dopiero co błagał mnie, abym go chronił. Dobre sobie.
Prychnąłem.
Do zaczął opowiadać mu, że Byun jest bardzo wrażliwy i wszystkiego się boi ( tu stwierdziłem, że skądś to znam), z domu wyrzucono go przez jego delikatne usposobienie i protest przeciwko agresji, jaką specjalizuje się jego rodzina. Baekhyun nienawidził przemocy i powtarzał to nieustannie. Poza tym był bardzo wesoły i otwarty. Łatwo nawiązywał nowe przyjaźnie i nie dało się go nie lubić. Być może dlatego tak szybko zaaklimatyzował się w klasie. Oblizuje i zagryza usta, gdy o czymś gorączkowo myśli oraz uśmiecha się jedynie półgębkiem za każdym razem, gdy kłamie.
Zdziwiłem się, że Do zauważył to wszystko w ciągu jednej lekcji. Był dosyć… spostrzegawczy. Zaciekawiło mnie, jak opisałby moją osobę.
- I przede wszystkim podoba się również innemu drugoklasiście.
- Komu? – Chanyeol gniewnie zmarszczył brwi, jakby był gotowy rozszarpać swojego konkurenta.
- Krisowi. – odpowiedziałem za Kyungsoo, odrywając się od deszczowego widoku za oknem.
- Cholera. – syknął.

+

- Rozszarpię go. – warknął, gdy szliśmy na lekcję. – No nie ręczę za siebie.
- Spokojnie. – uspokajał go Do.
- Jak mam być spokojny? On jest mój. Nie jego. Mój. Pierwszy go zobaczyłem.
- To twoja klasa, Kyungsoo. Idź już, bo się spóźnisz. – oznajmiłem obojętnie. Chłopak pomachał nam na pożegnanie i zniknął za mahoniowymi drzwiami.
Chanyeol westchnął gniewnie.
- Tobie i Do się przynajmniej układa, a w mój związek jak zwykle wpieprzył się Kris.
- Ja i Kyungsoo nie jesteśmy razem. – prychnąłem.
Ja i ta rozpieszczona beksa? No chyba nie.
- Ale jesteście na dobrej drodze.
To my mamy drogę? Cha!
- To tylko znajomy, nie wyobrażaj sobie zbyt wiele. – przewróciłem oczami.
- No popatrz na tę jego uchachaną mordę. – syknął, gdy już byliśmy prawie u drzwi jego klasy. Pod ścianą stał uradowany Kris. – Zdarłbym mu ten uśmieszek własnymi pazurami. – czułem jego wzburzającą się złość.
- Oddychaj.
Znałem się z Chanyeolem jakiś… dzień, może dwa i już zdążyłem zauważyć, jak bardzo jest porywczy. Nie zdziwiłbym się, gdyby faktycznie naskoczył na blondyna.
- Pozwól, że ja się nim zaopiekuję. – Kris podszedł do nas, uśmiechnął się szerzej i przełożył Chanyeolowi rękę przez szyję. Wyglądało to na zwykły, przyjacielski gest, ale w ich języku to była prowokacja do walki. Park odepchnął go tak, że ten uderzył plecami o framugę drzwi i upadł na podłogę. Blondyn energicznie wstał i popchnął go na ławki w klasie w ten sposób, że Chanyeol runął na ziemię przygnieciony krzesłami.
 A potem drzwi się zamknęły i już nic nie widziałem.
Cha!
Nawet nie musiałem widzieć, żeby wiedzieć, jak to się dalej potoczy.

Moja klasa była niemal na samym końcu korytarza. Na lekcje przyszedłem jedynie pięć minut po rozpoczęciu zajęć, a profesor Schwarz, który miał mocny niemiecki akcent, już zaczął lamentować o mojej spóźnialskiej naturze.
- Siadaj już. – westchnął, gdy zauważył, że mam gdzieś jego jakże ujmujące kazanie.
Temat jak nigdy mnie zaciekawił –historia związków demonów i ludzi, paktów i tym podobne. Profesor był zadowolony, że nareszcie znalazł coś, co było w stanie mnie zainteresować.
Dowiedziałem się wiele istotnych rzeczy.
Dziwne pociąganie ku Kyungsoo to sprawka mojej demonicznej natury. Po prostu ludzie działają na demony jak słodycze na dzieci, a kontakty ludzko-demoniczne można porównać do pułapki, z której nie można później wyjść. Są niczym narkotyk, uzależniają. Dlatego pakty zawiera się na całe życie, gdyż później demony bez człowieka nie potrafią normalnie funkcjonować.
Zrozumiałem, dlaczego profesor proponował mi pakt na jedynie trzy lata. Wiedział, że później nie poradzę sobie bez Do i sam będę chciał zawiązać kontrakt na całe życie.
Ten stary, przebiegły pryk. Agh.

+


Dzwonek na zakończenie dzisiejszej ostatniej lekcji.
Zwyczajowo już wybiegłem na korytarz i w ułamku sekundy znalazłem się pod zatłoczoną klasą Do. Nie za bardzo wiedziałem, co się wokół dzieje i skąd wziął się ten cały tłum otaczający wejście do pomieszczenia.
- To prawda, że jesteś potomkiem Zefira?
- Pokażesz nam co potrafisz?
- Masz kogoś?
- Za co ktoś taki jak ty tutaj trafił?
O nie.
Jest źle.
Jest bardzo źle.
Przecisnąłem się przez tłum i zauważyłem, że w jego centrum jest przestraszony, zgarbiony Do, który ledwo powstrzymywał łzy. Zauważył mnie i spojrzał w moje oczy błagalnie. Westchnąłem, chwyciłem jego dłoń i wyciągnąłem na zewnątrz.

Cholerny Park Chanyeol nie potrafił utrzymać ż a d n e j tajemnicy.


Następny rozdział za jakiś tydzień, może nawet dwa, bo wyjeżdżam.

3 komentarze:

  1. Zbyt szybko mi się to czyta, najlepiej trafiać na opowiadania, które są już zakończone a nie w trakcie, bo kurcze aż człowiekiem szarpie XD

    Kyo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co tak wszyscy lecą na Baeka? Kai taki kochany no i opiekuńczy się stał xd pewnie już coś czuje do kyungsoo ale jeszcze o tym nie wie :D zgadzam się z wypowiedzią wyżej czyta się i czyta a tu nagle koniec i chce się więcej. Także mam nadzieje ze szybko wrócisz z nowym rozdziałem i to długim :d
    tyle na dziś pozdrawiam i życzę miłego wyjazdu! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. dlaczego ja nic nie wiedziałam o tym blogu? jestem zdruzgotana, ponieważ o mało nie straciłam super opowiadania! wykreowany przez Ciebie świat powala. ta akademia jest wręcz boska. kocham postać Kaia i jego stosunek do Kyungsoo. to takie urocze, że on się o niego tak troszczy. ja bym nie miała nic przeciwko temu, żeby podpisali pakt i zostali na zawsze razem. Baekhyun ma ogromne powodzenie. liczę, że to jednak Chanyeol go zdobędzie. w końcu studiował poradnik do randkowania. co za poświęcenie!
    pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń