22.06.2015

Soul of light | Rozdział 3

                

Ja istniałem dla niego,
a on istniał dzięki mnie.


                - Nie zgadzam się. – chyba byłem zbyt szorstki, bo Kyungsoo skulił się jeszcze bardziej. – Mogę go chronić, ale bez paktu.
                - Kai, bez paktu łatwo go zgubisz.
                - Nie interesuje mnie to. Sam powiedziałeś, że takie umowy są zakazane. Równie dobrze możesz poprosić Radę o zrobienie wyjątku dla niego. Może go wypuszczą.
                - Otworzenie bramy jest zbyt pracochłonne i wymaga zbyt wiele energii. Rada nie otworzy jej dla jednego szczeniaka. – profesor upierał się przy swoim.
                - Dobra! Niech zostanie, ale mnie w to nie mieszajcie. Weźcie innego demona.
                - Kai, inne demony będą wolały go zabić niż go uratować.
                - Nie moja sprawa. – syknąłem. Nie podobało mi się mieszanie w dożywotnie kontrakty z człowiekiem.
                - Kai, napiszę pakt na jedyne trzy lata. Trzy. Potem będziesz już wolny. – profesor był nieugięty.
                - Nie zgadzam się.
                - Jongin, proszę. – Kyungsoo nalegał łamiącym się głosem, ale nawet to nie wpłynęło na mnie i moją decyzję. Nie chciałem paktu. Po co miałbym się tak poświęcać dla obcego c z ł o w i e k a, narażać się na niebezpieczeństwo i mieszać się w nieswoje sprawy? Jakbym nie miał swoich problemów.
                - Pakt daje ci większą moc. – nie wiem, dlaczego pan Choi tak usiłował nas połączyć kontraktem, ale jego starania były na marne.
                - Nie obchodzi mnie żadna moc. – spojrzałem na zasmuconego Do – Mogę cię chronić bez paktu. – nieśmiało pokiwał głową.
                - Okej. – wyszeptał. Prawdopodobnie miał nadzieję na coś więcej - na pakt, który dałby mu stuprocentowe poczucie bezpieczeństwa. Szkoda tylko, że wtedy to ja byłbym narażony.
                - Dziękujemy profesorowi za dobrą radę, ale już nie potrzebujemy pańskiej pomocy. – ukłoniłem się i ruszyłem z Do do drzwi.
                - Kim Jonginie, nie mów o Kyungsoo nikomu. Nawet nauczycielom. – dodał jeszcze, gdy byliśmy już w progu, a później odeszliśmy.
               
                Mknęliśmy przed siebie w totalnej ciszy. Poprowadziłem go na dziedziniec, gdzie skręciliśmy w małą dróżkę prowadzącą do lasu okalającego Akademię. Chyba się bał i to prawdopodobnie mnie, bo czułem, jak się trząsł, a jego kroki stawały się coraz bardziej oporne.
                - Nic ci nie zrobię. – uspokajałem go, ale widocznie ciągle mi nie ufał. Zabawne. Był gotów oddać mi swoją duszę, a teraz zwyczajnie bał się ze mną przebywać.
                - Gdzie mnie zabierasz? – zapytał lekko niepewnie, jakby z obawą, że każde jego słowo mogło mnie rozwścieczyć.
                - Gdzieś, gdzie nikt nie usłyszy twoich krzyków, gdy będę cię zażynał. – przewróciłem oczami, a on chyba wziął to na poważnie, bo usłyszałem, jak płacze. – Żartowałem tylko, ej! – teraz to ja się przestraszyłem. Nikt nigdy przy mnie nie uronił ani jednej łzy, więc nie wiedziałem, jak się w takiej sytuacji zachować.
- Nie płacz. – rzuciłem błagalnie, po czym zatrzymałem się i obróciłem w jego stronę. Wycierał twarz za długim rękawem swojej marynarki i pochlipywał cicho, jakby wstydził się swojej słabości. Westchnąłem. – Przecież powiedziałem, że nic ci nie zrobię. – pokiwał jedynie głową i na chwilę przestał się zasłaniać ręką. Pochyliłem się nad nim i spojrzałem w jego ogromne, zaczerwienione oczy, przysłonięte lśniącymi łzami.
- Dzięki. – pociągnął nosem.
- Jesteś straszną beksą, wiesz? – zaśmiałem się i znowu pociągnąłem go za rękę w stronę nieodwiedzanego przez nikogo, zarośniętego parku. Prawdopodobnie nikt nawet nie wiedział o jego istnieniu, gdyż krył się za grubą ścianą dębowego lasu. Ja sam przypadkiem tam trafiłem, gdy pewnej bezsennej nocy udałem się na spacer.
Ogólnie park był potwornie stary i niezadbany. Brukowane, porośnięte mchem alejki przecinały wysoką trawę przysłaniającą cały widok. Gdzieś w centrum całego miejsca znajdowała się wyschnięta fontanna, wokół której poustawiane były rozpadające się ławki. Na jednej z nich usiadłem, poklepując miejsce obok, by dać do zrozumienia Kyungsoo, że już może odpocząć.
Do był zdezorientowany. Ciągle się rozglądał i z zaciekawieniem studiował nowe miejsce, które potrafiło uspokoić nawet jego.
Przysiadł na skraju ławki wyraźnie spięty i zestresowany. Dłonie trzymał na ściśniętych kolanach i wpatrywał się w fontannę przed nim. Nie zmącił spokoju ani słowem. Cisza była tak głęboka, że mogłem usłyszeć jego szybko bijące serce i nierówny oddech.
- Czego ty się tak właściwie boisz? –rozłożyłem się na ławce, kładąc ręce na krawędzi oparcia.
Przełknął ślinę. W tym beznadziejnym milczeniu nawet to dobiegło moich uszu.
- Ja… tak właściwie to nie wiem, chyba wszystkiego. Wszystko tu jest takie… nierealne. – otworzył się bardziej niż myślałem.
- Nierealne dla ciebie, dla mnie to codzienność. – westchnąłem. – Mnie się nie musisz bać. Skoro tak bardzo ci na tym zależy mogę pomóc ci tu przeżyć. – odchyliłem głowę do tyłu i spojrzałem na jasnoróżowe niebo. Zamknąłem oczy i wsłuchałem się w szum liści.
- Kai… - pierwszy raz mnie tak nazwał.
- Mhm? – mruknąłem.
Zanim dokończył minęła pięciominutowa cisza.
- Dlaczego nie chciałeś tego paktu? Demony chyba tylko na to czekają…
Prychnąłem.
- Kyungsoo, nie ciągnie mnie do łamania prawa i wybacz, ale nie mam zamiaru cię niańczyć przez cały ten czas. – oczekiwałem odpowiedzi, ale w zamian otrzymałem jedynie pociągniecie nosem i ciche pojękiwania. Uchyliłem powieki, by sprawdzić, czy znowu płacze i cóż, płakał.
- Przepraszam – wyszeptał, wpatrując się w swoje palce. Uniósł głowę i w bardzo nieprzystający mu, odważny i pewny siebie sposób spojrzał na mnie. W jego oczach żarzyła się determinacja i smutek jednocześnie. – Ale ja naprawdę cię potrzebuję.
Przełknąłem ślinę z wrażenia. Dziwiłem się, że mógł te słowa wypowiedzieć bez rumieńca na twarzy, który do tej pory uporczywie mu towarzyszył. Wpatrywałem się tak jeszcze przez chwilę w jego błyszczące, czarne jak głębia nocy oczy, po czym zaśmiałem się i opuściłem wzrok. Widziałem jak ściska pięści i niemal trzęsie się w nadziei, że jednak zgodzę się go nieustannie chronić. Potrzebował bohatera, a ja przez krótką chwilę zachciałem nim być, więc bez większego namysłu odpowiedziałem:
- Trzymaj się przy mnie i nie odchodź dalej niż na 3 metry. – uśmiechnął się tak szczerze, że i ja mimowolnie to zrobiłem. Dosyć komicznie wyglądał taki szczęśliwy grymas, gdy na jego twarzy ciągle widniały jeszcze resztki smutku i łez. – Gdy odprowadzę cię do pokoju, masz już stamtąd nie wychodzić, zrozumiano?
Pokiwał energicznie głową i zaczął mi stokroć dziękować.
Przez niego znowu poczułem się chciany.


+


Odprowadziłem go pod same drzwi. Zatrzymał się przed nimi i chwilę tak bezcelowo stał, przyglądając się jakże ekscytującemu kawałkowi drewna.
- Nie wejdziesz? – byłem już lekko zniecierpliwiony. On na te słowa gwałtownie się obrócił i spojrzał na mnie nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Ja chciałbym ci jeszcze raz podziękować.
- Już to robiłeś. Przez całą drogę. – uśmiechnąłem się delikatnie. W sumie nie wiem dlaczego, ale w stosunku do niego zachowywałem się nieco łagodniej. Możliwe, że bałem się jego kolejnego wybuchu płaczu. - Nie martw się, poczułem już twoją niezmierną wdzięczność i tak dalej, a teraz wejdź już do środka. – jego kąciki ust uniosły się nieznacznie.
- Tak właściwie, to z kim dzielisz pokój?
- Z Luhanem. – odpowiedział niemal natychmiastowo, ale gdy zauważył, że samo imię nic mi nie mówi, kontynuował – Jest elfem, czy coś takiego…
- Okej, więc możesz być spokojny. Nie zabije cię podczas snu. – uśmiechnąłem się pokrzepiająco. Tak, ja - bezwzględny i podobno najchłodniejszy demon dodawałem mu otuchy, nieświadomie, ale dodawałem.
- Dziękuję jeszcze raz.
- Jeszcze raz to powiesz, a to ja cię zabiję. – przewróciłem oczami, no co jedynie się uśmiechnął. Chyba zaczął w końcu przywykać do mojego poczucia humoru.
- Dobranoc. – rzucił, zamykając ostrożnie drzwi.
- Dobranoc.


+


Gdy wróciłem, Chanyeol nadal czytał podręcznik randkowania, a pokój tonął w jeszcze większym bałaganie niż na początku.
- Dalej nie rozumiem, po co to czytasz.
- Mówiłem. Zależy mi na kimś.
Westchnąłem, zrzucając z m o j e g o łóżka j e g o ubrania. Czułem na sobie jego wzrok, ale zignorowałem go. Spokojnie ściągnąłem marynarkę, a następnie koszulę, wziąłem ręcznik i, gdy ruszyłem w stronę łazienki, Chanyeol niespodziewanie się przede mną zmaterlizował.
- Kai, jesteś popularny, prawda? – uniósł brwi do góry. Niechętnie pokiwałem głową, przypominając sobie wszystkie dziewczęta, które nieudolnie starały się do mnie zbliżyć. – Więc masz doświadczenie w… no wiesz, flirtowaniu?
- Wybacz, zawsze wystarczała moja buźka. – chciałem go wyminąć, ale ten blokował mi przejście.
- Pomóż mi.
- Co? – nie dowierzałem. Chanyeol, nieugięty facet, który uparcie starał się mnie zbyć, poprosił mnie o pomoc?
- Pomóż mi z tymi wszystkimi romantycznymi rzeczami. – widząc, że ciągle przetwarzam jego słowa dodał zwykłe „proszę”. Mrugnąłem teatralnie oczami, jakby dopiero to do mnie dotarło.
- Żartujesz. – wybuchnąłem śmiechem.
- Mówię poważnie. – chwycił moje obie dłonie i zbliżył się do mnie niebezpiecznie blisko, robiąc maślane oczy. – Proszę, jesteś moją ostatnią deską ratunku.
Westchnąłem, po czym posadził mnie na skrawku podłogi, gdzie nie walały się żadne ubrania i wkrótce sam usiadł przede mną. W jego oczach tańczyły niebezpieczne ogniki.
- Bo widzisz, to miłość od pierwszego wejrzenia! Jeszcze nigdy nie widziałem tak pięknej i niewinnej osoby! –w tamtym momencie na myśl przyszedł mi Kyungsoo. - Jest tak potwornie pociągający, nie mogę przestać o nim myśleć. – żalił się.
- Nim? – uniosłem brwi.
- Tak, nim. Masz jakiś problem? – zawarczał, a ja podniosłem dłonie w obronnym geście.
- Skąd!
- To Byun Baekhyun. – oznajmił. – Pierwszak.
- I co ja mam z tym niby zrobić?
- Nie wiem, podejdź do niego i opowiadaj mu o mnie. Oczywiście mają być to same superlatywy, wiesz. – westchnąłem. Mieliśmy się przyjaźnić, tak? Przyjaciele robią dla siebie takie rzeczy.
- Dobra, wykombinuję coś. – westchnąłem z rezygnacją.
- Dzięki, stary, jesteś najlepszy! – wyściskał mnie. Odepchnąłem go delikatnie i pokręciłem głową, przez co zaczął się śmiać.
- Więc mogę iść już wziąć prysznic?


+
                              

Gdy Chanyeol już spał, ja wyszedłem na balkon i opierając się plecami o barierkę, spojrzałem na okno wyżej, w którym lśniło jeszcze mdłe światło. Do nie spał. Byłem pewien, że to on. Moje ciało jakoś samo wspięło się na parapet wyżej i nieświadomie zapukało do środka. Już chwilę później przede mną stanął Kyungsoo, który z przerażeniem na twarzy i drżącymi dłońmi otworzył mi okno, bym mógł wskoczyć do jego pokoju.
                - C-co ty tu robisz? – wyszeptał, kątem oka spoglądając na śniącego Luhana, który pachniał deszczem i suchymi liśćmi. Faktycznie był elfem.
                - Chciałem się upewnić, czy wszystko w porządku i czy jeszcze żyjesz. – zaśmiałem się.
- Oh, to miłe, ale nie namierzam tak szybko umrzeć. – zaplótł ręce na klatce piersiowej. Dopiero w tej chwili zauważyłem, że miał na sobie tylko ogromną koszulę, przez co jego chude nogi zostały odsłonięte. Całe jego ciało przyozdabiała gęsia skórka.
- W takim razie nie muszę cię już chronić? – zawołałem z rozbawieniem, kierując się do okna. Nim się obejrzałem, ten złapał mnie za koszulkę i lekko za nią pociągnął.
- Nie. – uśmiechnąłem się mimowolnie, bo gdy się odwróciłem, znowu zastałem tego zawstydzonego Kyungsoo. – Bardzo cię potrzebuję.
Prawdopodobnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, ile te słowa dla mnie znaczyły. Przez całe moje życie nie usłyszałem ich ani razu, dlatego czułem się zwyczajnie niepotrzebny. Teraz, gdy pojawił się Do, nareszcie poczułem się chciany. Przez jego zależność ode mnie miękło mi serce, dlatego też postanowiłem go chronić, bo pewnie był jedyną osobą dla której coś znaczyłem.
- Dlaczego tak się uśmiechasz? – wyrwał mnie z zamyślenia.
Otrząsnąłem się i odkaszlnąłem.
- Nie wiem… Ja chyba po prostu też powinienem ci podziękować. – wzruszyłem ramionami.
- Za co?
- Za to, że istniejesz.



Chyba znowu przeżywam swój kryzys. Kompletnie brak mi motywacji, usycham.

3 komentarze:

  1. Rozdział genialny! Jak wszystkie inne! Bardzo podoba mi się to ff, czekam na więcej i weny życze ~

    OdpowiedzUsuń
  2. I tak jak myślałam- będę i jestem fanką tej serii!
    Kyo

    OdpowiedzUsuń
  3. Omo ten ff jest genialny! Możesz mieć pewność że mówię prawdę 1 w nocy a ja komentuje opowiadanie. No ale nie dało się czekać do rana z tym! Fabuła mi się strasznie podoba! Chce kolejne rozdziały! Mam nadzieje ze nie z rezygnujesz z tego opowiadania i doprowadzisz je do końca bo jestem ciekawa jak to się wszystko potoczy! Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział i życzę dużo weny! Mam nadzieje ze bedzie duzo kaisoo! <3Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń