Ja istniałem dla niego,
a on istniał dzięki mnie.
- Nie
zgadzam się. – chyba byłem zbyt szorstki, bo Kyungsoo skulił się jeszcze
bardziej. – Mogę go chronić, ale bez paktu.
- Kai,
bez paktu łatwo go zgubisz.
- Nie
interesuje mnie to. Sam powiedziałeś, że takie umowy są zakazane. Równie dobrze
możesz poprosić Radę o zrobienie wyjątku dla niego. Może go wypuszczą.
-
Otworzenie bramy jest zbyt pracochłonne i wymaga zbyt wiele energii. Rada nie
otworzy jej dla jednego szczeniaka. – profesor upierał się przy swoim.
-
Dobra! Niech zostanie, ale mnie w to nie mieszajcie. Weźcie innego demona.
- Kai,
inne demony będą wolały go zabić niż go uratować.
- Nie
moja sprawa. – syknąłem. Nie podobało mi się mieszanie w dożywotnie kontrakty z
człowiekiem.
- Kai,
napiszę pakt na jedyne trzy lata. Trzy. Potem będziesz już wolny. – profesor
był nieugięty.
- Nie
zgadzam się.
-
Jongin, proszę. – Kyungsoo nalegał łamiącym się głosem, ale nawet to nie
wpłynęło na mnie i moją decyzję. Nie chciałem paktu. Po co miałbym się tak
poświęcać dla obcego c z ł o w i e k a, narażać się na niebezpieczeństwo i
mieszać się w nieswoje sprawy? Jakbym nie miał swoich problemów.
- Pakt
daje ci większą moc. – nie wiem, dlaczego pan Choi tak usiłował nas połączyć
kontraktem, ale jego starania były na marne.
- Nie
obchodzi mnie żadna moc. – spojrzałem na zasmuconego Do – Mogę cię chronić bez
paktu. – nieśmiało pokiwał głową.
- Okej.
– wyszeptał. Prawdopodobnie miał nadzieję na coś więcej - na pakt, który dałby
mu stuprocentowe poczucie bezpieczeństwa. Szkoda tylko, że wtedy to ja byłbym
narażony.
-
Dziękujemy profesorowi za dobrą radę, ale już nie potrzebujemy pańskiej pomocy.
– ukłoniłem się i ruszyłem z Do do drzwi.
- Kim
Jonginie, nie mów o Kyungsoo nikomu. Nawet nauczycielom. – dodał jeszcze, gdy
byliśmy już w progu, a później odeszliśmy.
Mknęliśmy
przed siebie w totalnej ciszy. Poprowadziłem go na dziedziniec, gdzie
skręciliśmy w małą dróżkę prowadzącą do lasu okalającego Akademię. Chyba się
bał i to prawdopodobnie mnie, bo czułem, jak się trząsł, a jego kroki stawały się
coraz bardziej oporne.
- Nic
ci nie zrobię. – uspokajałem go, ale widocznie ciągle mi nie ufał. Zabawne. Był
gotów oddać mi swoją duszę, a teraz zwyczajnie bał się ze mną przebywać.
- Gdzie
mnie zabierasz? – zapytał lekko niepewnie, jakby z obawą, że każde jego słowo
mogło mnie rozwścieczyć.
-
Gdzieś, gdzie nikt nie usłyszy twoich krzyków, gdy będę cię zażynał. –
przewróciłem oczami, a on chyba wziął to na poważnie, bo usłyszałem, jak
płacze. – Żartowałem tylko, ej! – teraz to ja się przestraszyłem. Nikt nigdy
przy mnie nie uronił ani jednej łzy, więc nie wiedziałem, jak się w takiej
sytuacji zachować.
- Nie płacz. – rzuciłem
błagalnie, po czym zatrzymałem się i obróciłem w jego stronę. Wycierał twarz za
długim rękawem swojej marynarki i pochlipywał cicho, jakby wstydził się swojej
słabości. Westchnąłem. – Przecież powiedziałem, że nic ci nie zrobię. – pokiwał
jedynie głową i na chwilę przestał się zasłaniać ręką. Pochyliłem się nad nim i
spojrzałem w jego ogromne, zaczerwienione oczy, przysłonięte lśniącymi łzami.
- Dzięki. – pociągnął nosem.
- Jesteś straszną beksą, wiesz? –
zaśmiałem się i znowu pociągnąłem go za rękę w stronę nieodwiedzanego przez
nikogo, zarośniętego parku. Prawdopodobnie nikt nawet nie wiedział o jego
istnieniu, gdyż krył się za grubą ścianą dębowego lasu. Ja sam przypadkiem tam
trafiłem, gdy pewnej bezsennej nocy udałem się na spacer.
Ogólnie park był potwornie stary
i niezadbany. Brukowane, porośnięte mchem alejki przecinały wysoką trawę
przysłaniającą cały widok. Gdzieś w centrum całego miejsca znajdowała się wyschnięta
fontanna, wokół której poustawiane były rozpadające się ławki. Na jednej z nich
usiadłem, poklepując miejsce obok, by dać do zrozumienia Kyungsoo, że już może odpocząć.
Do był zdezorientowany. Ciągle
się rozglądał i z zaciekawieniem studiował nowe miejsce, które potrafiło
uspokoić nawet jego.
Przysiadł na skraju ławki
wyraźnie spięty i zestresowany. Dłonie trzymał na ściśniętych kolanach i
wpatrywał się w fontannę przed nim. Nie zmącił spokoju ani słowem. Cisza była
tak głęboka, że mogłem usłyszeć jego szybko bijące serce i nierówny oddech.
- Czego ty się tak właściwie
boisz? –rozłożyłem się na ławce, kładąc ręce na krawędzi oparcia.
Przełknął ślinę. W tym
beznadziejnym milczeniu nawet to dobiegło moich uszu.
- Ja… tak właściwie to nie wiem,
chyba wszystkiego. Wszystko tu jest takie… nierealne. – otworzył się bardziej
niż myślałem.
- Nierealne dla ciebie, dla mnie
to codzienność. – westchnąłem. – Mnie się nie musisz bać. Skoro tak bardzo ci
na tym zależy mogę pomóc ci tu przeżyć. – odchyliłem głowę do tyłu i spojrzałem
na jasnoróżowe niebo. Zamknąłem oczy i wsłuchałem się w szum liści.
- Kai… - pierwszy raz mnie tak
nazwał.
- Mhm? – mruknąłem.
Zanim dokończył minęła
pięciominutowa cisza.
- Dlaczego nie chciałeś tego
paktu? Demony chyba tylko na to czekają…
Prychnąłem.
- Kyungsoo, nie ciągnie mnie do
łamania prawa i wybacz, ale nie mam zamiaru cię niańczyć przez cały ten czas. –
oczekiwałem odpowiedzi, ale w zamian otrzymałem jedynie pociągniecie nosem i
ciche pojękiwania. Uchyliłem powieki, by sprawdzić, czy znowu płacze i cóż,
płakał.
- Przepraszam – wyszeptał,
wpatrując się w swoje palce. Uniósł głowę i w bardzo nieprzystający mu, odważny
i pewny siebie sposób spojrzał na mnie. W jego oczach żarzyła się determinacja
i smutek jednocześnie. – Ale ja naprawdę cię potrzebuję.
Przełknąłem ślinę z wrażenia.
Dziwiłem się, że mógł te słowa wypowiedzieć bez rumieńca na twarzy, który do
tej pory uporczywie mu towarzyszył. Wpatrywałem się tak jeszcze przez chwilę w
jego błyszczące, czarne jak głębia nocy oczy, po czym zaśmiałem się i opuściłem
wzrok. Widziałem jak ściska pięści i niemal trzęsie się w nadziei, że jednak
zgodzę się go nieustannie chronić. Potrzebował bohatera, a ja przez krótką
chwilę zachciałem nim być, więc bez większego namysłu odpowiedziałem:
- Trzymaj się przy mnie i nie
odchodź dalej niż na 3 metry. – uśmiechnął się tak szczerze, że i ja mimowolnie
to zrobiłem. Dosyć komicznie wyglądał taki szczęśliwy grymas, gdy na jego
twarzy ciągle widniały jeszcze resztki smutku i łez. – Gdy odprowadzę cię do
pokoju, masz już stamtąd nie wychodzić, zrozumiano?
Pokiwał energicznie głową i
zaczął mi stokroć dziękować.
Przez niego znowu poczułem się
chciany.
+
Odprowadziłem go pod same drzwi.
Zatrzymał się przed nimi i chwilę tak bezcelowo stał, przyglądając się jakże
ekscytującemu kawałkowi drewna.
- Nie wejdziesz? – byłem już
lekko zniecierpliwiony. On na te słowa gwałtownie się obrócił i spojrzał na
mnie nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Ja chciałbym ci jeszcze raz
podziękować.
- Już to robiłeś. Przez całą
drogę. – uśmiechnąłem się delikatnie. W sumie nie wiem dlaczego, ale w stosunku
do niego zachowywałem się nieco łagodniej. Możliwe, że bałem się jego kolejnego
wybuchu płaczu. - Nie martw się, poczułem już twoją niezmierną wdzięczność i
tak dalej, a teraz wejdź już do środka. – jego kąciki ust uniosły się
nieznacznie.
- Tak właściwie, to z kim
dzielisz pokój?
- Z Luhanem. – odpowiedział
niemal natychmiastowo, ale gdy zauważył, że samo imię nic mi nie mówi,
kontynuował – Jest elfem, czy coś takiego…
- Okej, więc możesz być spokojny.
Nie zabije cię podczas snu. – uśmiechnąłem się pokrzepiająco. Tak, ja - bezwzględny
i podobno najchłodniejszy demon dodawałem mu otuchy, nieświadomie, ale
dodawałem.
- Dziękuję jeszcze raz.
- Jeszcze raz to powiesz, a to ja
cię zabiję. – przewróciłem oczami, no co jedynie się uśmiechnął. Chyba zaczął w
końcu przywykać do mojego poczucia humoru.
- Dobranoc. – rzucił, zamykając
ostrożnie drzwi.
- Dobranoc.
+
Gdy wróciłem, Chanyeol nadal
czytał podręcznik randkowania, a pokój tonął w jeszcze większym bałaganie niż
na początku.
- Dalej nie rozumiem, po co to
czytasz.
- Mówiłem. Zależy mi na kimś.
Westchnąłem, zrzucając z m o j e
g o łóżka j e g o ubrania. Czułem na sobie jego wzrok, ale zignorowałem go.
Spokojnie ściągnąłem marynarkę, a następnie koszulę, wziąłem ręcznik i, gdy ruszyłem
w stronę łazienki, Chanyeol niespodziewanie się przede mną zmaterlizował.
- Kai, jesteś popularny, prawda?
– uniósł brwi do góry. Niechętnie pokiwałem głową, przypominając sobie
wszystkie dziewczęta, które nieudolnie starały się do mnie zbliżyć. – Więc masz
doświadczenie w… no wiesz, flirtowaniu?
- Wybacz, zawsze wystarczała moja
buźka. – chciałem go wyminąć, ale ten blokował mi przejście.
- Pomóż mi.
- Co? – nie dowierzałem.
Chanyeol, nieugięty facet, który uparcie starał się mnie zbyć, poprosił mnie o
pomoc?
- Pomóż mi z tymi wszystkimi
romantycznymi rzeczami. – widząc, że ciągle przetwarzam jego słowa dodał zwykłe
„proszę”. Mrugnąłem teatralnie oczami, jakby dopiero to do mnie dotarło.
- Żartujesz. – wybuchnąłem
śmiechem.
- Mówię poważnie. – chwycił moje
obie dłonie i zbliżył się do mnie niebezpiecznie blisko, robiąc maślane oczy. –
Proszę, jesteś moją ostatnią deską ratunku.
Westchnąłem, po czym posadził mnie na skrawku podłogi, gdzie nie walały się żadne ubrania i wkrótce sam usiadł przede mną. W jego oczach tańczyły niebezpieczne ogniki.
- Bo widzisz, to miłość od
pierwszego wejrzenia! Jeszcze nigdy nie widziałem tak pięknej i niewinnej
osoby! –w tamtym momencie na myśl przyszedł mi Kyungsoo. - Jest tak potwornie
pociągający, nie mogę przestać o nim myśleć. – żalił się.
- Nim? – uniosłem brwi.
- Tak, nim. Masz jakiś problem? –
zawarczał, a ja podniosłem dłonie w obronnym geście.
- Skąd!
- To Byun Baekhyun. – oznajmił. –
Pierwszak.
- I co ja mam z tym niby zrobić?
- Nie wiem, podejdź do niego i
opowiadaj mu o mnie. Oczywiście mają być to same superlatywy, wiesz. –
westchnąłem. Mieliśmy się przyjaźnić, tak? Przyjaciele robią dla siebie takie
rzeczy.
- Dobra, wykombinuję coś. –
westchnąłem z rezygnacją.
- Dzięki, stary, jesteś
najlepszy! – wyściskał mnie. Odepchnąłem go delikatnie i pokręciłem głową,
przez co zaczął się śmiać.
- Więc mogę iść już wziąć
prysznic?
+
Gdy Chanyeol już spał, ja
wyszedłem na balkon i opierając się plecami o barierkę, spojrzałem na okno
wyżej, w którym lśniło jeszcze mdłe światło. Do nie spał. Byłem pewien, że to
on. Moje ciało jakoś samo wspięło się na parapet wyżej i nieświadomie zapukało
do środka. Już chwilę później przede mną stanął Kyungsoo, który z przerażeniem
na twarzy i drżącymi dłońmi otworzył mi okno, bym mógł wskoczyć do jego pokoju.
- C-co
ty tu robisz? – wyszeptał, kątem oka spoglądając na śniącego Luhana, który pachniał
deszczem i suchymi liśćmi. Faktycznie był elfem.
-
Chciałem się upewnić, czy wszystko w porządku i czy jeszcze żyjesz. – zaśmiałem
się.
- Oh, to miłe, ale nie namierzam
tak szybko umrzeć. – zaplótł ręce na klatce piersiowej. Dopiero w tej chwili
zauważyłem, że miał na sobie tylko ogromną koszulę, przez co jego chude nogi
zostały odsłonięte. Całe jego ciało przyozdabiała gęsia skórka.
- W takim razie nie muszę cię już
chronić? – zawołałem z rozbawieniem, kierując się do okna. Nim się obejrzałem,
ten złapał mnie za koszulkę i lekko za nią pociągnął.
- Nie. – uśmiechnąłem się
mimowolnie, bo gdy się odwróciłem, znowu zastałem tego zawstydzonego Kyungsoo. –
Bardzo cię potrzebuję.
Prawdopodobnie nawet nie zdawał
sobie sprawy z tego, ile te słowa dla mnie znaczyły. Przez całe moje życie nie
usłyszałem ich ani razu, dlatego czułem się zwyczajnie niepotrzebny. Teraz, gdy
pojawił się Do, nareszcie poczułem się chciany. Przez jego zależność ode mnie
miękło mi serce, dlatego też postanowiłem go chronić, bo pewnie był jedyną
osobą dla której coś znaczyłem.
- Dlaczego tak się uśmiechasz? –
wyrwał mnie z zamyślenia.
Otrząsnąłem się i odkaszlnąłem.
- Nie wiem… Ja chyba po prostu
też powinienem ci podziękować. – wzruszyłem ramionami.
- Za co?
- Za to, że istniejesz.
Chyba znowu przeżywam swój kryzys. Kompletnie brak mi motywacji, usycham.
Rozdział genialny! Jak wszystkie inne! Bardzo podoba mi się to ff, czekam na więcej i weny życze ~
OdpowiedzUsuńI tak jak myślałam- będę i jestem fanką tej serii!
OdpowiedzUsuńKyo
Omo ten ff jest genialny! Możesz mieć pewność że mówię prawdę 1 w nocy a ja komentuje opowiadanie. No ale nie dało się czekać do rana z tym! Fabuła mi się strasznie podoba! Chce kolejne rozdziały! Mam nadzieje ze nie z rezygnujesz z tego opowiadania i doprowadzisz je do końca bo jestem ciekawa jak to się wszystko potoczy! Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział i życzę dużo weny! Mam nadzieje ze bedzie duzo kaisoo! <3Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuń