11.11.2017

0. Nazwijmy to prologiem [DH]


A z wszystkich wierzb na świecie, to ty byłaś tą najgłośniej płaczącą.


Gdyby ktoś kiedyś zapytał go, co kocha, odpowiedziałby – kwiaty. I, że kwiatami również chciałby się stać, kiedy dorośnie. Tego typu był marzycielem – kwiatowym.

- A zamiast popiołu zmieszanego z glebą, zdecydowanie wolałbym rozrzucić się płatkami peonii na majowym wietrze – mówiłby. – O mój Boże, jak ja bym chciał choć na chwilę zatańczyć z Wiatrem!

Ale nikt nigdy nie pytał go o to, co kocha, co lubi, a czego nienawidzi. Byun Baekhyunem nie interesował się nikt i dlatego ten sam Byun Baekhyun jeszcze nigdy nikomu nie powiedział, że jego marzeniem jest zaplątanie się w chmurach.

- Jak tylko dorosnę, wybuduję dom – rzekł raz do wierzby płaczącej, którą szlachetnie nazwał Anastazją. – Będzie duży, z ogrodem i milionem kotów. Nazwałbym je imionami moich przodków, bo to tak jakby naraz stały się moją rodziną, tylko nie taką kocią, ale ludzką. Albo nie! Dom będzie mały, z drewna malowanego na biało. Będę mieszkał tu, obok ciebie, byśmy mogli codziennie rozmawiać. Cieszysz się? Nigdy cię nie zostawię, Anastazjo. Jesteś powierniczką moich lotnych nadziei i moją jedyną przyjaciółką.

Anastazja nie odpowiedziała, bo drzewa mają to do siebie, że nie mówią, ale na przypieczętowanie tej obietnicy poruszyła radośnie swoimi zwisającymi pnączami. To był pamiętny dzień.

Popołudnie doskwierało Słońcem, którego promienie zdradzały się drżeniem powietrza. Jakby cały świat zlękniony był przed czymś, o czym tylko niebo miało pojęcie. Ale Baek się nie bał, Baek widział to inaczej. Dla niego świat drżał z ekscytacji po uroczyście złożonej przysiędze. Wydawało mu się, że kwiaty zaczęły mocniej wonieć, a owady jakoś radośniej tańczyły w parnym powietrzu. Prawdopodobnie tak nie było, ale jakże szczęście potrafi zabarwić świat!

- Wiesz co, Anastazjo? – zapytał po chwili milczenia. – Czuję w sobie niedobór słów i to nie dlatego, że za mało mówię, tylko że ktoś do mnie za mało mówi – tłumaczył. – Ale to nie tak, że mi nie wystarczasz! Jesteś przecudowna. Ja po prostu... Nie wiem. Nie potrafię tego ubrać w słowa, ale jak widzę inne dzieci i to jak ze sobą rozmawiają, czuję takie dziwne ukłucie w sercu. Czy to zazdrość? Miałaś tak kiedyś? Czy twoje drewniane serce też boli, kiedy patrzysz na mnie na przykład? Na to jak mogę chodzić i mówić, i śmiać się, i śpiewać? Jeju, przepraszam, Anastazjo. Dla mnie jesteś idealna taka, jaka jesteś. Nie każdy wyglądałby tak pięknie jako drzewo. Ja pewnie byłbym jakimś świerkiem bez igieł albo chudą, długą brzozą na cmentarnej alejce.

Wierzba roześmiała się szumiastym śmiechem swoich liści i odetchnęła lekko wiatrem między jej pnączami. Zapewne kochała chłopca tak mocno jak on ją. Dzięki niemu na chwilę nie była tylko samotną, płaczącą wierzbą, a Anastazją. Wykwintną panią o sercu tak czystym, że aż krystalicznym; o pięknym uśmiechu i łagodnym spojrzeniu, które byłoby w stanie ukoić każdy ból.


- Słyszałem kiedyś, że w wierzbach zaklęte są dusze, które za życia nie zaznały miłości – powiedział, po czym oparł się plecami o jej szarawy, stary pień. – Tak bardzo mi przykro, Anastazjo. Nawet po śmierci nie mogłaś znaleźć ukojenia. – W jego głosie słychać było wyraźny żal. – Ale nie przejmuj się. Wkrótce i ja stanę się wierzbą. Wyrosnę tu, obok ciebie i już nigdy nie będziesz samotna. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz