Białe róże kwitły w blasku księżyca. Ktoś kiedyś powiedział im, że
miłość jednak istnieje.
♥

- Jongin!
- O boże, daj mi jeszcze chwilkę –
wymruczał w poduszkę.
Jego głos przesiąkał pretensjami.
- Jongin – podjęła znowu. – Kyungsoo
się z nami skontaktował.
Po tych słowach nie minęło nawet pół
minuty, a chłopak stanął w drzwiach już ubrany i wyszczerzony.
- Widzę, że szybko odzyskałeś siły. –
Zaśmiała się, na co tylko przewrócił oczami.
- Przejdźmy do rzeczy.
- To chyba pierwszy raz, gdy bierzesz
coś na poważnie – zauważyła.
- Susan.
Dziewczyna zaśmiała się, widząc z
jakim zaangażowaniem chłopak podchodzi do tej sprawy i wyjęła z kieszeni swoich
spodni jakiś zwitek papieru. Mała, pognieciona karteczka, na której ktoś
nabazgrał kilka niesfornych, ale bardzo istotnych słów, niemal od razu znalazła
się w posiadaniu Jongina.
„Miłość
jest jak róża. Uważaj na jej kolce.
D.O”
Szatyn uśmiechnął się półgębkiem i
zaśmiał w duchu.
- Nasz Kyungsoo – mówił przez uśmiech
– Jest dość zadziorny.
- Co?
- Nic. – Spojrzał na nią, a w jego
oczach tliły się ogniki szczęścia. Przez ten krótki, głupiutki liścik, jego humor
diametralnie się zmienił, poczuł się lepiej.
Widział, że jego praca nie idzie na
marne.
- Na twoim miejscu nie brałabym tego
do siebie – ostrzegła go Susan, choć nie chciała tego robić, bo widok jej
uśmiechniętego brata, sprawiał jej radość. – On taki jest. Lubi się bawić
zabawkami swojego ojca.
- Bawić się?
- Na początku udaje, że się stara, a
później wraca do swojego pierwotnego stanu, przez co zazwyczaj wszyscy
rezygnują.
- Ja nie zrezygnuję – powiedział
pewnie.
- Mam nadzieję, tylko ty możesz go
uratować.
♥
Gasnące słońce otuliło jego bladą
twarz.
Noc goniła dzień.
Nie miał pojęcia, dlaczego ostatecznie
zdecydował się oglądać ten cholerny zachód słońca. Być może oczekiwał, że niejaki
Kai przygotował coś, co wywrze na nim ogromne wrażenie; coś, co go zaskoczy, a
może i zmieni, ale to był zwykły zachód słońca. Dokładnie taki sam jak inne, a może
i nawet jakiś mniej urodziwy, bo niebo tego dnia poskąpiło kolorów. Nic
szczególnego.
Nie ukrywał swojego zawodu. Zdecydowanie
liczył na coś więcej, tym bardziej, że Kai obiecywał tak wiele.
- No trudno. – Westchnął, zasłaniając
okno ogromnymi firanami.
Wrócił w głąb pokoju, usiadł na jednej
z ogromnych puf i odchylił głowę do tyłu, by spojrzeć na zacieniony sufit. Wpatrywał
się w niego pusto, ignorując upływ czasu, który w zasadzie go nie dotyczył. Nie
obchodziły go pory dnia, nie widział już nawet różnicy w poranku i wieczorze,
bo zwyczajnie nie było mu to potrzebne. Tu, w jego pokoju, ciągle trwała noc i
to mu wystarczało.
A później poczuł ten specyficzny zapach
egzotycznych owoców i usłyszał ten znajomy, ciepły głos.
- Oglądałeś zachód, prawda Kyungsoo? – Do prześlizgnął się bliżej drzwi, by go lepiej słyszeć. W zasadzie
to lubił go słuchać.
Kai nawet nie oczekiwał odpowiedzi, tylko od razu kontynuował.
- Ja również. – Zaśmiał się
delikatnie. – Więc czy to nie jest tak, że teoretycznie oglądaliśmy go razem?
Kyungsoo wbił wzrok w okno, za którym
pewnie teraz dominował Księżyc. Przez chwilę pożałował, że nie przyjrzał się temu zachodowi lepiej.
- Oglądałeś już z kimś kiedyś zachód
słońca, Kyungsoo? – zapytał nagle. – Widzisz, to jest mój pierwszy raz, gdy
podzieliłem się z kimś tym widokiem, więc jestem lekko podenerwowany. – Zaśmiał
się uroczo.
Do zwątpił w jego słowa, bo numer z
zachodem Słońca wydawał się całkiem niezłym chwytem na dziewczyny. W końcu one
lubią takie rzeczy. Ale w sumie, co on miał do tego? To całkowicie nie jego
sprawa.
- Zastanawiam się tylko – zaczął Kai,
będąc jeszcze myślami na wpół nieobecnym – Czy zdążyłeś dobrze się pożegnać z
dniem? Czy zdążyłeś mu powiedzieć wszystko, co chciałeś?
Kyungsoo nie zrozumiał i nawet chciał
się dopytać, o co dokładnie chodzi, ale się powstrzymał.
- Jeszcze mocniej zastanawiam się nad
tym, czy za nim nie tęsknisz, D.O. Noc nikomu przecież nie służy, a już szczególnie
nie tobie. – Jego głos był lekko ochrypnięty. Zamilkł na chwilę, po czym kontynuował – Ale tylko jedno pytanie nurtuje
mnie po nocach.
Kyungoo przymknął powieki.
Zrozumiał.
Zrozumiał.
- Czy
jesteś gotowy na świt?
Po jego policzku spłynęła samotna łza, choć
myślał, że już dawno wszystkie wypłakał. Sam nie wiedział, dlaczego go to tak
bardzo poruszyło. Wydawało mu się to paskudnie dziecinne, a Kaia przez to, że doprowadził
go do płaczu, na moment znienawidził.
- Kyungsoo – podjął się znowu Jongin. – Wschód jest za
siedem godzin – powiedział poważnie. – Za siedem dni ty też wzejdziesz, obiecuję.
Wypchnę cię w niebo, czy tego chcesz czy nie.
A/N Ogólnie, to miałam porzucić to opowiadanie, ale przeczytałam je jeszcze raz na spokojnie i coś mnie tchnęło, aby do niego wrócić. I tak, wiem, że krótki part, ale następne rozdziały z tej serii powinny być zdecydowanie dłuższe, a przynajmniej tak to sobie zaplanowałam. Dlatego fighting!
płaczę, bo to jest piękne i do tego kaisoo, a nic nie rusza mnie tak, jak kaisoo i to jeszcze w takiej cudownej formie. uwielbiam! na serio bardzo mi się to wszystko podoba! cieszę się, że pojawił się ten rozdział, ale nie miałam żadnego powiadomienia... nie wiem, dlaczego? poza tym, ta muzyka dopełnia wszystko! idealnie ją dobrałaś! czekam z niecierpliwością na kolejny.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam! :D