W ogromnym zamku pod sercem księżyca zabłądził
mały chłopiec. Zagubiony, szary i bezsilny owinął się w białą płachtę
niewinności i co noc płakał do swojej czarnej gwiazdy.
♥

Każdy jego krok odbijał się echem po pustych ścianach, zdradzając jego
obecność. Panowała taka cisza, że chłopak nawet oddychanie uznał za hałas.
W końcu usłyszał jakieś rozmyte pogłosem rozmowy, przez co odetchnął
z ulgą i zmierzył ku nim, by dowiedzieć się więcej na temat jego nowej pracy i
miejscu zamieszkania. Wkrótce za rogiem ujrzał swoją siostrę i mężczyznę w
średnim wieku, który co jakiś czas przytakiwał Susan. Chłopak podszedł do nich,
przez co osłupieli lekko, a po sekundzie rozluźnili się.
- Jongin. – Dziewczyna uśmiechnęła się, podchodząc do niego. W swoją
lodowatą dłoń uchwyciła jego ciepły policzek. – Tak dobrze mieć cię znowu przy
sobie. – powiedziała szeptem, przytulając się do niego czule.
- Stęskniłem się – odpowiedział, głaszcząc ją po głowie, po czym dziewczyna
odchyliła się i nieśmiało spojrzała na swojego szefa, który przyglądał się tej
scenie z kamiennym wyrazem twarzy.
- Nie widzieliśmy się od wieków – tłumaczyła z lekkim uśmiechem.
- Rozumiem – uspokoił ją, po czym spojrzał na Jongina, który wyglądał dość
zwyczajnie jak na osobę, która miałaby przywrócić jego syna do świata żywych. –
Twoja siostra mówiła ci, na czym polega twoje zadanie? – zapytał.
- Tak, sir – chłopak obdarował go brylantowym uśmiechem, przez co pan Do
uniósł lekko brwi.
- To dobrze, jeśli będziesz czegoś potrzebował, pytaj swojej siostry. –
Jego zimny głos schłodził zapał nowoprzybyłego. – A jeśli chcesz coś
przekonsultować… Moje biuro znajduje się w zachodnim skrzydle.
- Rozumiem. – Jongin po raz kolejny uśmiechnął się do niego, ale nawet cień
nikłej reakcji nie zawitał na twarzy jego nowego szefa. Chłopak mimo wszystko
wiedział, co się kryło pod tą grubą skorupą obojętności – niepokój i
zmartwienie o własnego syna. W końcu bez powodu nie łapałby się pierwszej
lepszej okazji do wyciągnięcia swojego dziecka z jego własnego świata. Czy osoba,
która tak bardzo kocha i stara się o swoich bliskich mogłaby być zła?
Oczywiście, że nie.
Pan Do skinął zatem głową do Susan i bez słowa odszedł, pozostawiając rodzeństwo
samych w niekończącym się zimnym korytarzu. Blondynka spojrzała na nowo na
swojego brata z troską wirującą w jej czarnych oczach.
- Nie przejmuj się, w rzeczywistości nie jest taki zły. – Posłała mu
pocieszający uśmiech, który chłopak od razu pochwycił.
Wiem – pomyślał.
- Dawno się nie widzieliśmy – westchnął, przybierając dość nonszalancką jak
na niego pozę. – Od śmierci mamy – dodał po chwili. Ton jego głosu skrywał
wyrzuty i ból.
- Przepraszam, Jongin. Wiesz, że dla mnie to też nie było łatwe.
- Wiem. – Opuścił wzrok, po czym nastąpiła chwilowa cisza. Susan zawsze
myślała tylko o sobie. Zawsze to jej było najciężej i to ona w życiu miała
najgorzej, a gówno prawda.
- Jongin – podjęła się.
Chłopak obdarzył ją nietrwałym spojrzeniem.
- Nie myśl sobie, że o tobie zapomniałam. – Jej oczy zaszły mgłą – Każdego
ranka zastanawiałam się, jak sobie radzisz; każdego popołudnia - co robisz, a
wieczorami, jak bardzo mi cię brakuje. Sercem i myślami ciągle byłam przy
tobie.
♥
Podobno nie wychodził, podobno ciągle trwał w zamknięciu, podobno porównywano go do ducha – był, ale go nie było. Jongin nie
wiedział, czy to prawda i postanowił przekonać się o tym sam.
Stanął pod dębowymi drzwiami nieróżniącymi się od pozostałych tak właściwie
niczym, ale tylko za tymi był ktoś, kto zniknął, kto usunął się na zaplecze
życia i nie potrafił stamtąd wrócić.
Brunet wyciągnął rękę z kieszeni i delikatnie zapukał do środka. Wiedział,
że nikt mu nie odpowie, ale chciał dać tym do zrozumienia chłopakowi z
wewnątrz, że ma gościa. Następnie nacisnął na klamkę, ale drzwi ani drgnęły.
Westchnął.
Symboliczne i dosłowne zamknięcie się w sobie, zabawne. Kyungsoo chyba lubi
bawić się w alegorie. Jongin uśmiechnął się, to dobrze, to bardzo dobrze.
- Wiem, że mnie teraz nasłuchujesz – zawołał rozbawiony. – Ciekawi cię, kim
jestem, prawda? Kim jest kolejna osoba, którą zatrudnił twój ojciec? – Cisza. –
Nawet jeśli nie odpowiadasz, to i tak wiem, że tak.
Zamilkł na chwilę, by upewnić się, czy chłopak faktycznie nie daje żadnych
oznak swojej obecności. I nie dawał. Szatyn przez chwilę poczuł, jakby mówił
sam do siebie, ale musiał uwierzyć, że za tymi drzwiami jest ktoś, kto
nieświadomie krzyczy o pomoc.
- Jestem Kim Jongin, mam zamiar cię stamtąd wytarmosić, chociażby siłą,
więc uważaj! – Zaśmiał się dźwięcznie, mając nadzieję, że Kyungsoo chociażby
się uśmiechnął. – Oczywiście tylko żartuję. – Oparł się o drzwi i powoli zsunął
się po nich na podłogę.
Uznał, że na dobry początek powinien z nim porozmawiać, nawet jeśli
konwersacja bardziej przypominała monolog. Kyungsoo go słuchał, był tego
cholernie pewien.
- Wiem, że było tu wiele takich jak ja, ale wiedz, że mnie się tak szybko
nie pozbędziesz – wyznał. – Wyciągnę cię stamtąd. Zrobię wszystko, żeby ci
pomóc, tylko musisz ze mną współpracować, zrozumiałeś? – Uniósł brwi w nadziei,
że usłyszy chociaż ciche mruknięcie, ale nic z tego.
Westchnął.
- Lubisz kwiaty? – Cisza. – Tak, ja też. – Zaśmiał się melodyjnie. –
Wszystkie mają swoje własne znaczenie, to zabawne prawda? Nieświadoma tego osoba,
która dostanie pewien bukiet może się z niego cieszyć, a przecież otrzymane
kwiaty mogą nieść ze sobą groźbę. Wszystko zależy od gatunku i ich koloru.
Przymknął powieki.
- Nie tylko kwiaty mają symboliczne znaczenie, bo także słowa, ludzie i ich
zachowanie mają drugie dno. Wydaje mi się, że ty doskonale zdajesz sobie z tego
sprawę. – powiedział przez uśmiech, a następnie podniósł się z podłogi i
otrzepał spodnie.
- Bardzo miło mi się rozmawiało, Kyungsoo. – Jego imię wyszeptał z taką czułością
i ciepłem, że aż sam się uśmiechnął. – I pamiętaj, że kwiaty mogą mieć kolce.
Nie zrań się.
♥
- Opowiedz mi o nim i nie szczędź szczegółów – powiedział, nieudolnie krojąc
ogórki w grube plasterki. Susan zmierzyła go wzrokiem, po czym westchnęła z
dezaprobatą. Odrzuciła ścierkę, którą właśnie trzymała gdzieś na blat i uderzając
go biodrami, zrobiła sobie miejsce przed deską z pokrojonym warzywem.
- Po pierwsze, panicz nie lubi grubych kawałków, więc musisz się bardziej postarać
– powiedziała, dzieląc plasterki ogórka na cieńsze części.
Jongin przewrócił jedynie oczami.
- A coś bardziej istotnego?
Dziewczyna zamyśliła się nico bardziej.
- Niegdyś był bardzo wesołym i radosnym chłopcem. Na nic się nie skarżył,
nie sprawiał problemów, był szóstkowym uczniem. Złote dziecko. – Uśmiechnęła się.
– Przynajmniej tak mówiły pracownice, które widziały go przed… tym.
- Wiadomo, co mogło spowodować tak nagłą zmianę? – Zmarszczył brwi.
Pokręciła głową.
- Niestety nie – odpowiedziała smutno. – To stało się praktycznie z dnia na
dzień. Gdy wrócił do domu, zamknął się i zamilkł.
- Problemy w szkole?
- Nie sądzę. Poszedł na wagary, co w sumie już było do niego niepodobne.
Obydwoje zamilkli, wsłuchując się w ciche uderzenia noża o drewnianą
deseczkę.
- Czasami wychodzi – wyznała, przez co Jongin gwałtownie uniósł głowę i
spojrzał na nią spod przymrużonych oczu. – Udało mi się go raz zobaczyć i… to
było straszne. – Pokręciła głową.
- Widziałaś go? Jak? Kiedy? Dlaczego? Gdzie? Dokąd szedł? – Zalał ją masą
pytań, ale musiał to wiedzieć. To była szansa, by z nim porozmawiać w cztery
oczy, twarzą w twarz.
- Byłam w kuchni i przygotowywałam śniadanie dla szefa. To było na początku
mojej pracy tutaj, zaraz po tej całej zmianie. – Na chwilę przerwała krojenie
warzyw i spojrzała tępo w jakiś punkt przed sobą. – W pomieszczeniu panował
gwar, ale gdy on wszedł, wszyscy ucichli. Wyglądał potwornie. Jego skóra była
tak blada, że wręcz odbijała światło. Przez to też krążyły plotki, że jest
duchem. Głupota ludzka chyba nie zna granic. – Pokręciła głową z dezaprobatą. –
Pamiętam jego spojrzenie. Było takie… martwe. On już nie żyje, Jongin. Jest
wrakiem, ciałem bez duszy. – Westchnęła. - Wziął wtedy tylko mleko z lodówki i
odszedł. Tak po prostu. To było takie przygnębiające. Ugh. Nie potrafię tego
zapomnieć.
- Jakie mleko? – zapytał.
- Co? – Susan spojrzała na niego z zdezorientowaniem.
- Jakie mleko wziął z lodówki?
- Waniliowe.
Jongin uśmiechnął się lekko i wziąwszy tackę z jedzeniem, ruszył do swojego
pokoju, który był naprzeciwko tego Kyungsoo’wego. Wziął kartkę i długopis,
napisał na niej kilka słów i przyczepił do mleka waniliowego. Westchnął. Brakowało
jeszcze jednego elementu, więc wyszedł do ogrodu i wybrał najpiękniejszy
symbol, jaki tam znalazł.
- Przygotuj się, skarbie, bo niedługo zetnę wszystkie kwiaty, które tak gorączkowo
pielęgnujesz – szepnął bardziej do siebie niż do niego, po czym ułożył tackę
pod drzwiami do świata Kyungsoo.
Jakoś szybko mi się pisało ten rozdział :") W każdym razie, czas na reklamę bloga, który jest serio warty uwagi, a ma (co mnie denerwuje) dość mało jak na takie ff czytelników. Dlatego jeśli ktoś lubi Got7, yaoi, motyw wojny, to zapraszam >>tu<< I no, dziękuję za komentarze pod prologiem, bo szczerze powiedziawszy, myślałam, że po tak długiej przerwie już każdy zapomniał o tym blogu, a tu taka miła niespodzianka! :) Dziękuję ♥
Już kocham to opowiadanie i Kaia! Taki kochany jest w tym opku♡ kyungsoo ma szczęście ze padło na niego hihi
OdpowiedzUsuńciekawe jak to się wszystko potoczy no i znowu opko z zagadka co sprawiło ze kyungsoo odseparowal się od reszty świata? Biedaczek!
Ja chce juz kolejny rozdział wiec pisz go prędko ♡ buziaki ;*
Ekhem... No więc. Podoba mi się. Głównie dlatego, że zaskoczyłaś mnie nie spodziewałam się, że teraz to dodasz.
OdpowiedzUsuńCo do samego rozdziału. Wiesz, że kocham Kaisoo. A takie to już w ogóle. Jongin tak bardzo starający się o KYUNGSOO!
(nie umiem pisać komentarzy ofc)
Podoba mi się klimat, ale w sumie sama nie wiem jaki to klimat.. Hmmm powiedzmy, że tak miało być!
Życzę weny i do następnego! ❤
nonamefanfiction.blogspot.com
Ps Dziękuję wiesz za co
jestem na serio zachwycona tym rozdziałem. Jongin ma na serio trudne zadanie. będzie musiał przekonać do siebie Kyungsoo. tknąć w niego iskierkę życia. na pewno łatwo nie będzie, ale wierzę, że sobie poradzi. w końcu ktoś musi uratować Kyungsoo! już mi się podoba takie Kaisoo!
OdpowiedzUsuńpozdrawiam! :D !
Juz to kocham, już oczami wyobraźni widzę to wszystko! Bardzo się Ciesze, że jednak nas nie zostawisz <3
OdpowiedzUsuńKyo
Zapowiada się naprawdę ciekawie. Lubię takie tajemnicze klimaty. I jeszcze Kyungsoo taki mroczny. Ah czekam na kolejne rozdziały. Weny:*
OdpowiedzUsuńJejku, wszystko jest jak zwykle dopracowane i nie ma się czego przyczepić.
OdpowiedzUsuńTo opowiadanie już chwyciło mnie za serce, a to dopiero początek. Z ff na ff jesteś coraz lepsza. Jak zwykle cudowne dialogi i z tego co widzę to zrobiłaś duży postęp w opisach. Są ładniejsze, dopracowane i lepiej się je czyta. Są lekkie i aż ciepełko się rozpływa na serduszko jak je czytam. Mam nadzieję, że Kai upora się z trudnym charakterkiem D.O i zamknięciem w sobie, jednak znając Kai"a (w tym opowiadaniu) wierzę, że uda mu się to.
Czekam na dalsze perypetie głównych bohaterów z niecierpliwością.
Fighting.~
Damn, to się zapowiada cudowne! Nie cierpię KaiSoo jako głównego pairingu, ale czuję, że w tym opowiadaniu się zakocham ♥
OdpowiedzUsuńhttp://yehetasshole.blogspot.com