10.08.2015

Soul of light | Rozdział 11



Przyznaję się do błędu,
zakochałem się.


Manipulował mną, a ja mu się dawałem. Wiedziałem, że robił to tylko dlatego, żeby mieć przy sobie ochroniarza. Nie miał innego powodu, by tak się zachowywać. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jego czułość to jest właśnie to, czego pragnąłem, a może nie ja we własnej osobie - raczej moja natura, wobec której byłem bezbronny.
Człowiek działa na demona jak magnes.
Później demon szybko się do niego przywiązuje i wpada w pułapkę bez wyjścia.
Ja już w nią wpadłem, dałem się złapać i doskonale wiedziałem, że już nie ma odwrotu. Nie potrafiłem wyjść z tego bagna, gdyż było jak ruchome piaski – coraz bardziej mnie pochłaniało.
Kyungsoo był bardzo sprytny.
I z jednej strony go za to nienawidziłem, a z drugiej lubiłem. Potrafił dobrze kombinować i był przysłowiową cichą wodą, która rwie brzegi. Momentami mnie to aż przerażało, bo nikt nie widział w nim zagrożenia, ja także go w nim nie widziałem, ale to całkiem inna historia, gdyż stanowiłem jego siłę, której on nie posiadał. Mi by nie zrobił krzywdy. Potrzebował mnie jako tarczy, choć czasami traktował mnie jak swój miecz.
Zauważyłem, że dużo myślał. Miał wtedy tendencję do stukania palcami o jakąś powierzchnię. Zawsze zastanawiało mnie, co planował, bo zdecydowanie to robił. Wywęszył coś, zaobserwował rzecz, która wszystkim umknęła, ale się nią z nikim nie podzielił.
Wiedziałem to, bo wiązał nas pakt, dzięki któremu wyczuwałem jego aurę.
I on o tym nie wiedział. Ciągle żył w przekonaniu, że jest niewidoczny, że jeszcze nikt go nie przejrzał, ale ja to zrobiłem.
Jako jedyny wiedziałem, kiedy był zły, zaskoczony lub  przestraszony. A okazało się, że Kyungsoo to kawał twardziela, który przyodział się w maskę słabeusza. Był w dodatku całkiem inteligentny i mądry, ale udawał głupiego. Zdecydowanie posiadał talent aktorski, ale miał w tym cel. Chciał wzbudzić współczucie i nie stanowić dla nikogo zagrożenia. Udawał ciotę, by każdy go chronił i cholera, przyglądanie się temu wszystkiemu było zajebiście zabawne.
Mimo to, była w nim jakaś tam szczerość, a szczególnie wtedy, gdy był ze mną i kurde, to kruszyło moje serce, bo on mi tak bezgranicznie ufał. W całym tym popieprzonym świecie wybrał akurat mnie. Tylko przy mnie jego zachowanie zgrywało się z jego aurą i to było urzekające, bo otworzył przede mną całe swoje serce.
Nawet jeśli mnie wykorzystywał.

+

W Satfold było ponad 600 uczniów, a mimo to nikt nic nie wiedział ani o Krisie ani o profesorze Choi. Uwierzyli w bajeczkę, że Wu Yi Fan uciekł. Nawet jego rodzina się tym nieszczególnie przejęła, co było wyjątkowo przykre. Był wyrzutkiem, takim jak ja, Chanyeol, Luhan czy Baekhyun. O nas również wszyscy by zapomnieli, nikt by się nie przejął naszym zniknięciem i cholera, nie chciałem tego. Pragnąłem choć jednej osoby, która by mnie zapamiętała i wspominała z uśmiechem na ustach.

Szliśmy właśnie na zajęcia, na których przez ostatnie zdarzenia bywaliśmy wręcz sporadycznie. Nadal nie byliśmy gotowi. W tyle naszych głów ciągle znajdowało się ostrzeżenie przed nadchodzącym niebezpieczeństwem. Wiedzieliśmy, że Choi wróci, że się zemści, dlatego na lekcji siedzieliśmy jak na szpilkach. Niby dyrektor zapewnił nam bezpieczeństwo, oznajmił, że od tej chwili już wszystko będzie w jak najlepszym porządku, ale on sam w to pewnie nie wierzył. Wiedział więcej niż my, wiedział za co Choi chciał się zemścić, ja mogłem się jedynie domyślać.
- Jak myślisz, o co chodzi z tą zemstą? – zapytałem, patrząc przed siebie. Kyungsoo przez chwile myślał, widziałem, że stuka palcami o swoją nogę.
- Właściwie to… - odchrząknął. – Nie wiem. Zastanawiałem się nad tym, ale naprawdę nie mogę nic wymyślić. Zdaje się, że to jakaś poważna sprawa sprzed wielu lat, skoro po tylu latach pracy tutaj, jego złość nie minęła.
- Masz rację.
- Ale nie wiem. To frustrujące.
Wiedziałem, czułem jego bezsilność.
I miałem już go pogłaskać po głowie, gdy nagle między nas wskoczył Chanyeol i zarzucił swoje ręce na nasze ramiona.
- W końcu możemy poudawać, że nic się nie stało. – zaśmiał się. – Nie wiem jak wy, ale ja miałem już dość myślenia o tym śmieciu. – warknął, po czym obrócił się w stronę Kyungsoo. Prawie stykali się nosami, kurwa. Automatycznie zrzuciłem z siebie ramię Chana i przewróciłem oczami.
- Kyung, proszę, zjedzmy razem lunch z Baekhyunem. – szepnął mu na ucho, ale i tak doskonale to usłyszałem. Mój słuch chyba się wyostrzył, ale to pewnie przez pakt, tak. Mhm.
- Okej. – odpowiedział, po czym uśmiechnął się szeroko i spojrzał w oczy Chana, od którego dzieliło go zaledwie kilka centymetrów. Ja pierdole?
Zaczynali mnie wkurzać. Naprawdę. Wyminąłem ich i spojrzałem za siebie.
- Jak już jesteś, to odprowadź Kyungsoo pod klasę. - byłem pewien, że się nie zgodzi.
- Pewnie. – pomachał mi i razem zniknęli w prostopadłym korytarzu.
Chanyeol zaczął mnie wkurzać.

+

Mnie również wciągnęli w ten cały lunch. Nie byłem zadowolony z tego wszystkiego, choć moja mina nie dorównywała tej Baekhyuna. Widać, że chłopak kompletnie się załamał i prawie wcale nie kontaktował ze światem. Odpowiadał jedynie cichymi pomrukami, a czasami nawet wcale. Bezsensownie wpatrywał się w polędwicę na swoim talerzu.
Był chyba jedyną osobą, która przejęła się zniknięciem Krisa.
Nie wiem, jaka dokładnie dzieliła ich relacja i na czym polegał ich związek, ale chyba naprawdę mu na nim zależało. Chyba nie bez powodu się załamał?
- Coś nie tak, Baek? – Chanyeol miał skłonność do zdrobniania imion, nawet w przypadku nieznajomych, co niektórzy uznawali za grubiańskie i nieuprzejme.
- Jestem wegetarianinem. – odpowiedział smutno, a mnie całkowicie zatkało. Aż zakrztusiłem się swoim kurczakiem. – Nie zjem tego mięsa.
A więc to nie było z powodu jego martwego chłopaka, którego osobiście zabiłem, ale przez kawałek wołowiny? Co? Czy on w ogóle wiedział, że jego parter zniknął bez śladu? Nie rozumiałem, choć w sumie ten cały związek Krisa i Baekhyuna był podejrzany. To stało się zbyt szybko, zbyt gwałtownie, z dnia na dzień. Prawie w ogóle nie rozmawiali, a tu bum, zaczęli chodzić.
- Przepraszam, nie wiedziałem. – Chanyeol chwycił jego talerz i uśmiechnął się lekko. – Przynieść ci sałatkę?
- Nie trzeba, sam to zrobię. – odebrał mu swój posiłek i odszedł od stolika.
- To było dziwne. – stwierdziłem. – Jakby w ogóle nie stracił chłopaka.
- On tylko udaje, Kai. Przeżywa wszystko, ale głęboko w sobie. - tłumaczył Kyungsoo.
- Baaardzo głęboko w sobie. – poprawiłem go i wziąłem do ust kawałek mięsa.
- Soo, jak myślisz, jest jeszcze za wcześnie na technikę z zazdrością? – Chanyeol nie patrzył na nas, tylko na Baekhyuna, który stał przy bufecie i wybierał między ryżem a sałatką.
- Technikę z zazdrością? – zmarszczyłem brwi. Cholera, jakie to dziecinne.
- Tak. Kyungsoo obiecał, że mi pomoże. – wyszczerzył się, a ja wyczułem, że Kyungsoo staje się lekko zawstydzony, choć jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- Obiecałeś mu? – spojrzałem na niego spod byka. Jego wstyd rósł w siłę, choć wyraz twarzy pozostawał bez zmian.
- Tak. – pokiwał głową.
A może on… nie, niemożliwe. Chociaż…
W sumie nie zdziwiłbym się, gdyby Chanyeol podobał się Kyungsoo. Do jakoś się rozpromienia, gdy go widzi i kurde, co to za palące uczucie w mojej klatce piersiowej? Czy ja jestem zły?
Tak, byłem zły, a nawet wściekły. Bardzo, dlatego też całą moją frustrację wyładowałem na moim lunchu. Nikt tego nie skomentował.
- To głupi pomysł. – stwierdziłem. – Nie powinniście bawić się uczuciami osoby, która dopiero straciła chłopaka.
- Chłopaka, którego TY zabiłeś. – syknął Chanyeol.
- Mógłbyś mówić trochę ciszej? – skarciłem go.
- Nie, nie mógłbym. - warknął - Nie mam zamiaru czekać, Kai. Ja go muszę zdobyć i tym razem niczego nie spieprzę.
W tym momencie do stolika podszedł Baekhyun, a my momentalnie ucichliśmy. Zdawałem sobie sprawę, że poczuł się bardzo niekomfortowo, ale mało mnie to obchodziło.
- Czemu tak nagle zamilkliście? – uśmiechnął się w zażenowaniu. – Powinienem pójść? – spojrzał na nas niepewnie.
- Nie! - odpowiedział Chanyeol. – Zostań. – na twarz Baeka wkradł się szczęśliwy grymas, po czym usiadł obok mojego przyjaciela.
A kiedy z Kyungsoo zajęli się rozmową, nie wytrzymałem i wstałem od stołu. Bardzo nie chciałem ich opuszczać, tym bardziej, że oznaczało to rozłąkę z moim człowiekiem, ale tym razem nie mogłem się ugiąć i z dumą wyszedłem z jadalni.
Znowu się zdenerwowałem, bo choć byłem zły, ciągle chciałem tam wrócić i mieć oko na Kyungsoo, który miał mnie w dupie. Tak nie mogło być. Nie mogłem dać sobą pomiatać.

+

Czekałem na koniec zajęć, dopiero wtedy zabrałem Kyungsoo w miejsce, gdzie znajdował się opuszczony park z starą, wyschniętą fontanną. Chłopak był zdezorientowany, ale nic nie mówił. Bez słowa oglądał dłużące się cienie drzew. Usiedliśmy na ławce, westchnąłem.
- Kyungsoo – zacząłem, ale nie skończyłem, bo nie wiedziałem, jak ująć w słowa to, co miałem na myśli.
- Dlaczego mnie tu przyprowadziłeś? – spojrzał na mnie. Zachodzące słońce wymalowało na jego twarzy złote cienie.
Nie cieszył się, ani nie był smutny. Jego aura zrównoważyła się oraz stała się spokojna i neutralna. Gdybym był Chanyeolem, prawdopodobnie już dawno śmiałby się i promieniował szczęściem. Ugh.
- Bo chciałem z tobą porozmawiać. – przewróciłem oczami, ciągle czując narastającą złość.
- Jesteś zły? – uniósł brwi. – Cały dzień dziwnie się zachowywałeś.
- Dziwnie? Czyli jak? – prychnąłem.
- No właśnie tak. – odparł. – Jesteś dzisiaj jakiś nerwowy.
- Dziwisz mi się? – parsknąłem. Nie wytrzymywałem. Jego niewiedza i to, że niczego nie zauważył, denerwowało mnie jeszcze bardziej niż sam Chanyeol, który przylepił się do Kyungsoo jak jakiś rzep.
A może on był playboyem i próbował zdobyć też Do?
Zmarszczyłem brwi jeszcze bardziej.
- Zrobiłem coś nie tak?
- Zakochałeś się w Chanyeolu? – zapytałem poważnie i zmrużyłem oczy. Brunet zamrugał szybko i spuścił wzrok. Jego aura zmieniła się. Rozbawiłem go.
- Nie. – spojrzał na mnie z tak szczerym uśmiechem, że wybaczyłem mu wszystkie jego błędy. – Ale… dlaczego pytasz? – zapytał podejrzliwie. – Czyżbyś był zazdrosny?
Nie przestawał się uśmiechać.
- Nie. – odpowiedziałem chłodno, przewracając oczami.
Ja i zazdrość? Zamyśliłem się, bo w sumie to było bardzo możliwe, ale…
- Nie jestem zazdrosny. – podkreśliłem. – Ale nie rób tak więcej.
- Nie robić czego? – dalej szczerzył tę swoją głupią mordę. Już chyba wolałem go takiego zwykłego, szarego.
- Nie ignoruj mnie na rzecz Chanyeola. – syknąłem. – Pakt ma swoje zapotrzebowania, a ty musisz ponieść za to odpowiedzialność.
- Nie rozumiem cię. – zaśmiał się. – Przecież ty jesteś zwyczajnie zazdrosny.
- A ty zwyczajnie głupi. – przewróciłem oczami. Moje serce niemal wyskoczyło z klatki piersiowej, co mnie denerwowało, bo zachowywałem się jak ta banda rozwrzeszczanych dziewczyn, które za mną chodziły. – Po prostu masz ze mną być. Tylko ze mną. Moja demoniczna natura lgnie do ciebie niemiłosiernie i błagam, nie rób jej na złość, bo to odbija się na mnie. – nie potrafiłem na niego spojrzeć, więc wracałem już szkoły, a on podążał za mną.
- Dla mnie to zwykła zazdrość. – burknął pod nosem i słyszałem, że zwycięsko się uśmiecha. Wiedziałem, że czuł satysfakcję, której nie chciałem mu dać, a to na moją niekorzyść zrobiłem.
Przejrzał mnie.
Tak. Byłem zazdrosny i nie wiem, czy to przez ten pakt, czy może coś innego. Ludzie nazywali to miłością, ale ja sam w nią nie wierzyłem. Wierzyłem za to w przywiązanie, przyspieszone bicie serca i całodobowe myślenie tylko o nim. Chciałem z nim być i tłumaczyłem się tą zjebaną demoniczną naturą, która oczywiście ku niemu lgnęła, ale nie tak bardzo jak ja sam.
Kochałem go, w skrócie.
I choć miłość dla mnie nie istniała, to istniał on.

A on był dla mnie miłością. 


Nie wiem, co napisać o tym rozdziale. Kai w końcu spojrzał prawdzie w oczy i w ogóle miło, ale niestety będziemy zbliżać się do końca SOL, bo jesteśmy już grubo za połową tej historii. Spokojnie, przewiduję drugą część, więc no. ;) Proszę o komentarze, bo znowu dopada mnie kryzys ;;

4 komentarze:

  1. tylko nie kryzys! nie zgadzam się na żadne kryzysy i to jeszcze u Ciebie! nie i koniec! nawet nie wiesz, jak idealnie mi się czytało o Kaisoo po tym, jak zrobiłam sobie spam na tt! uwielbiam, gdy Kai jest tak chorobliwie zazdrosny o Kyungsoo! i nie może być to wyłącznie jego demoniczna natura. paktem to on się nie wymiga. ewidentnie zakochał się w Kyungsoo i nie może znieść, że jego człowieczek tak dobrze dogaduje się z Chanyeolem! mógłby bardziej się postarać to Kyungsoo leciałby na niego! mam nadzieję, że wena Cię nie opuści i zawsze będzie wokół Ciebie!
    pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku, zazdrosny Kai to jest życie ♥ Niech Kyungsoo sobie z nim tak nie pogrywa hahaha A Baekhyuna mi absolutnie szkoda ;c (uwielbiam go, bo jest vege tho)
    Polubiłam strasznie to opowiadanie! Normalnie nie lubię czytać niczego z KaiSoo, bo to nudny ship, ale to ff mnie do siebie bardzo przekonało :3 Życzę Ci weny (chociaż na to chyba nie narzekasz haha) i czasu na pisanie! ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie chce cwanego kyungsoo, chce uroczego bosz, czemu akurat w tym opowiadaniu chce takiego D.O a przy większości innych wole by był bardziej pewny? XD ej kręcę, niech się coś namiętnego stanie bo skisnę.
    Kryzys? Nie może być! Jesteś jedną z nielicznych osób, które pisze dobre Kaisoo, patrz jak ludzi przybyło! Walcz tam! <3

    Kyo

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdzial swietny jak zwylke. Cwany Do ... przyzwyczailam sie do takiego uroczego Kyungsoo. ah nie wiem jak skomentowac ten rozdzial. Jeju kryzys nie blagam tylko nie kryzys!! Piszesz tak lekko i pewnie ,ze nie da sie nie lubic twoich ff. Czekam na nastepny rozdzial ! Duzo weny zycze :****
    ps. Przepraszam za bledy i brak polskich znakow...reset tableta ;--:

    OdpowiedzUsuń